• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Są przesłanki żeby unieważnić przetarg śmigłowcowy

Wtorek, 9 czerwca 2015 (04:11)

Z Marianem Kokoszką, przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dzisiaj rozpoczynają się negocjacje dotyczące pakietu osłonowego dla zwalnianych pracowników z PZL Mielec. Z jakimi nastrojami strona związkowa przystępuje do tych rozmów?

– Tak naprawdę, to póki co nie wiemy nic konkretnego. Dopóki nie poznamy szczegółów dotyczących kondycji produkcyjno-ekonomicznej w firmie z uwzględnieniem planu produkcji i sprzedaży na najbliższe dwa lata oraz szczegółowej strategii rozwoju PZL Mielec, to nic więcej nie możemy powiedzieć. Pewne jest jedno, że póki co jako związki zawodowe nie wyrażamy zgody na te zwolnienia.

Co Sikorsky proponuje tym, którzy będą musieli odejść z firmy?

– Tak jak wspomniałem, nic nie wiadomo. Poza suchą informacją przekazaną nam w ubiegłym tygodniu w Warszawie przez dyrektora ds. personalnych firmy Sikorsky, informacją dotyczącą redukcji zatrudnienia w całej grupie i liczbą 500 osób, które miałyby zostać zwolnione w Mielcu, o żadnych szczegółach jeszcze nie rozmawialiśmy. W tej sytuacji, dopóki nie poznamy konkretnego planu wyjścia z kryzysu, który – czego nie ukrywam – w ogromnej mierze zafundował nam obecny rząd, na tym etapie nie sposób coś więcej powiedzieć. Tak czy inaczej oczekujemy od rządu wsparcia restrukturyzacji w ramach Europejskiego Funduszu Dostosowania do Globalizacji. Ponadto wsparcia od Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej z funduszy przewidzianych na restrukturyzacje.  

Paradoksalnie może dojść do sytuacji, kiedy jako związki zawodowe i kierownictwo PZL Mielec będziecie się spierać między sobą, podczas gdy winowajca – MON – specjalnie nic sobie z tego nie robi, mało tego...

– To tylko jedna strona medalu. Rozmowy o jak najlepsze warunki dla tych, którzy ewentualnie będą musieli odejść, to jedno, natomiast chcę podkreślić z całą mocą, że nie odpuszczamy sprawy unieważnienia przetargu, który w naszej ocenie powinien zostać powtórzony. To najważniejszy nasz cel w tym momencie. Unieważnienie i powtórzenie przetargu oraz – mamy nadzieję – że w równej walce wyłonienie najlepszej oferty. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby to była oferta firmy Sikorsky i PZL Mielec. To wszystko pozwoliłoby znacznie zminimalizować koszty planowanych zwolnień. I to jest sprawa pewna. Niewykluczone, że jeszcze w tym tygodniu, a już na pewno w przyszłym odbędzie się niejawne posiedzenie sejmowej Komisji Obrony Narodowej, gdzie sprawa przetargu śmigłowcowego będzie dyskutowana. Jestem przekonany, że istnieje przesłanka do unieważnienia tego przetargu.  

Oby się to udało. Jednak póki co zwolnieniami martwią się załogi Mielca i Świdnika, podczas gdy rząd wspiera francuskich pracowników Airbusa…

– Osobiście tego nie rozumiem i każdy zdroworozsądkowo myślący człowiek nie jest w stanie pojąć, jak to możliwe, że rząd nie wspiera własnych obywateli, ale dba o obcych. Ten rząd ma za nic tych, którzy modernizują polskie zakłady, tworzą nowe linie produkcyjne, wprowadzają nowoczesne technologie do polskich fabryk i – co najistotniejsze – dają zatrudnienie tysiącom naszych pracowników. Tymczasem rząd, który ma obowiązek działać dla dobra Polski i Polaków, łamię konstytucyjny obowiązek, de facto dając zatrudnienie innym nacjom, w tym konkretnym przypadku pracownikom francuskim. Mało tego, został wybrany dostawca, który już raz nie zrealizował swoich obietnic, jak chodzi o śmigłowiec dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Tak postępuje rząd, który dba o interesy swojego państwa…? Chyba nie!

Argumentów przeciw wyborowi oferty Airbusa jest jednak więcej.

– Decyzja o wyborze oferty Airbusa jest nieracjonalna także z ekonomicznego, gospodarczego i społecznego punktu widzenia. Mamy oto kuriozalną sytuację, kiedy poprzez szkodliwe decyzje władzy mają nastąpić zwolnienia w „Dolinie Lotniczej” skupiającej wiodące zakłady tej branży z Polski południowo-wschodniej i wschodniej, obejmującej przeszło 90 proc. produkcji całego polskiego przemysłu lotniczego i stale przyciągającej nowych inwestorów z całego świata. Co więcej, robi się to dla mrzonek związanych z utworzeniem bliżej nieokreślonej „Wyżyny Lotniczej” w okolicach Łodzi, której nie ma i nigdy nie będzie. Jeżeli ktoś wierzy, że Airbus wybuduje i uruchomi zakład w Polsce, to oszukuje. Kłamcą albo – przepraszam za wyrażenie – idiotą jest także ten, kto rozstrzygał ten przetarg, wierząc w te nierealne obietnice. Jeśli Airbus mówi – na obecnym etapie – że pierwsze 25 śmigłowców przyleci do Polski z zewnątrz, to uruchomienie linii do produkcji kolejnych, tylko 25 śmigłowców jest nonsensem i kompletnie nieopłacalne z ekonomicznego punktu widzenia. Nie ma zatem żadnych szans, żeby jakikolwiek śmigłowiec francuskiego oferenta został wyprodukowany w Polsce, rękoma polskich pracowników. Z gospodarczego punktu widzenia wybór dostawcy z zewnątrz w sytuacji, kiedy mamy w Polsce dwie firmy: PZL Mielec i PZL Świdnik, których potencjał jest znany i może być wykorzystany nawet w przypadku zagrożenia wojną, jest nonsensem. W Mielcu, w umowie prywatyzacyjnej PZL, mamy zapis o tym, że inwestor amerykański udostępni moce produkcyjne na wypadek wojny. Z tego, co wiem, Świdnik ma podobną umowę, tymczasem rząd w Polsce dokonuje wyboru oferty płynącej z zewnątrz, co jest nieporozumieniem. Również z przyczyn ekonomicznych wybór Airbusa jest nieracjonalny. Po pierwsze, kupujemy nie – jak zakładano – 70 a 50 śmigłowców, bo francuskie caracale są droższe, a po drugie, maszyny te są znacznie droższe także w eksploatacji od black hawka czy AW-149. Nie wzięto też pod uwagę doświadczeń innych, którzy zakupili caracale, jak chociażby Brazylia, która ma kłopoty z obsługą posprzedażową i eksploatacyjną tych śmigłowców. Jeżeli tak oczywistych faktów nie bierze się pod uwagę, to tym bardziej trudno zrozumieć tą kuriozalną decyzję polskiego rządu.

Wcześniej wspomniał Pan o posiedzeniu sejmowej Komisji Obrony Narodowej, związki zawodowe zapowiadały, że będą obecne pod Sejmem. Czy te plany są wciąż aktualne?

– Jak najbardziej podtrzymuję to, co powiedziałem podczas naszej ostatniej rozmowy. Będziemy w Warszawie, będziemy pod Sejmem, zarówno przedstawiciele załogi PZL Mielec, ale także nasi koledzy ze Świdnika, aby głośno wykrzyczeć nasz protest przeciwko dyskryminacji polskich firm.

Jak odbiera Pan głosy dochodzące ze strony posłów PO, którzy uważają, że zarząd PZL Mielec świadomie przesadza, zrzucając zwolnienia na karb przegranej w przetargu?

– Nie ulega wątpliwości, że zasadniczy wpływ na decyzję o redukcji etatów miało odrzucenie oferty Mielca dotyczącej wyboru śmigłowca wielozadaniowego dla polskiej armii. Jeśli ktoś tego nie widzi lub nie rozumie, to znaczy, że albo jest ślepy, albo zakłamany. W przypadku PZL Mielec obecne moce produkcyjne były tworzone przez kilka lat, bo jest to wielowymiarowy proces, i ktoś, kto choć odrobinę interesuje się branżą lotniczą, chyba zdaje sobie z tego sprawę. Te moce produkcyjne były tworzone i utrzymywane pod kątem określonych potrzeb właśnie tego przetargu. W związku z tym, że rozstrzygnięcie nie jest takie, jak oczekiwaliśmy, to konsekwencją ma być redukcja etatów – głównie po tej stronie, gdzie odbywa się montaż black hawka.

Ile osób aktualnie pracuje przy produkcji black hawka w PZL Mielec?

– Przy produkcji tego śmigłowca pracuje u nas ok. 800 osób. Jeśli nie odwrócimy losów tego przetargu, 500 będzie musiało odejść z pracy. Wierzę w to, że uda się to zmienić, i zapewniam, że wykorzystamy ku temu wszystkie możliwości. Jeśli zaś nie, to będziemy się domagać rekompensaty za brak zamówienia na black hawka w postaci innych zamówień, chociażby produkowanego w PZL Mielec samolotu M-28 Bryza, który jest już na wyposażeniu polskiej armii i bardzo dobrze się sprawuje.

Myślę, że nic nie stałoby na przeszkodzie, żeby zarówno black hawk, jak i bryza znalazły się w pakiecie zamówień MON?

– Zgadzam się z tym w zupełności. Na pewno nie będziemy biernie czekać. Niech się komuś nie wydaje, że składamy broń i pogodziliśmy się z niesprawiedliwą oceną rządu i z likwidacją 500 miejsc pracy.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki