• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Porządki w Wiśle

Poniedziałek, 8 czerwca 2015 (21:12)

W Wiśle zaczyna się przebudowa, a gdzie krakowian zaprowadzi – nie sposób przewidzieć. Sympatykom „Białej Gwiazdy” ciężko jednak o optymizm, bo dobrego wujka z workiem pieniędzy na horyzoncie nie widać.

Wisła niby ma bogatego właściciela, ale od kilku lat musi radzić sobie sama. A to radzenie wychodzi jej mizernie, co widać choćby po ostatnim sezonie. Drużyna zakończyła go na szóstym miejscu, choć w styczniu mówiła o pucharach, a nawet walce o mistrzostwo. Wtedy zresztą deklaracji z ust prezesa Roberta Gaszyńskiego padło dużo. A to o nowym sponsorze, który zagości na meczowych koszulkach, a to o wzmocnieniach, a to o przedłużeniu umowy z Semirem Stiliciem, a to o wypełnieniu trybun kibicami. Żadnej z nich nie udało się zrealizować.

Sponsora nie ma, pieniędzy w klubowej kasie wciąż brakuje, Stilić właśnie rozegrał ostatni mecz z białą gwiazdą na koszulce, kibiców na stadion przychodziło najmniej od lat, a do tego nie zrealizowano sportowego celu, jakim było miejsce zapewniające występy w europejskich pucharach. Wisłę czekają zatem zmiany i to ogromne. Stilić już w jej barwach nie zagra, bo nie porozumiał się co do warunków nowego kontraktu. Klub nie przedłużył umowy z Łukaszem Gargułą i Ostoją Stjepanoviciem, na 99 procent odejdzie również Dariusz Dudka.

Na wielkie transfery pieniędzy nie ma, choć jakieś będą – bo muszą. Na razie krakowianie pozyskali Tomasza Cywkę, który kilka ostatnich lat spędził w niższych ligach angielskich i ma ochotę przypomnieć się polskim kibicom. Stilicia być może zastąpi Radosław Majewski, znany z występów w Groclinie Grodzisk Wlkp., ale tylko być może.

– Chcemy mieć zakontraktowanych 19 profesjonalnych graczy, a skład uzupełniony o młodych zawodników – powiedział dziś Gaszyński.

Nie wiadomo jednak, kto ich poprowadzi. Niby trenerem jest Moskal, niby ma ważny kontrakt, ale sam nie wie, co go czeka. Na razie przygotował dla zarządu raport, w którym dokonał analizy zakończonego, nieudanego sezonu.

– Ten raport będzie w najbliższym czasie analizowany przez zarząd i na tej podstawie będą podejmowane decyzje – zapowiedział Gaszyński.

Ale Moskal wie, że czeka go kilka nerwowych dni wyczekiwania.

– Sam raport nie będzie miał decydującego znaczenia – stwierdził.

Przyznał, że ostatnie tygodnie były dla niego i drużyny ciężkie, a oczekiwania były zdecydowanie większe niż szóste miejsce w tabeli. – Ja osobiście, a także zawodnicy, czujemy duży niedosyt wynikający z rezultatu osiągniętego na koniec sezonu. Musimy jednak pamiętać o tym, że na wynik sportowy wpływa wiele czynników – podkreślił.

Piotr Skrobisz