• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Układ zaczyna się sypać

Poniedziałek, 8 czerwca 2015 (05:20)

Z Krzysztofem Jurgielem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, ministrem rolnictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy nadużycia ujawnione przez NIK, która kontrolowała nadzorowaną przez Agencję Rynku Rolnego zbożową spółkę Elewarr, są dla Pana zaskoczeniem?

– Biorąc pod uwagę, jak od ośmiu lat funkcjonuje koalicja PO – PSL, to nie jest to dla mnie żadne zaskoczenie. Tym niemniej chcę przypomnieć, że jakiś czas temu sejmowa Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi była informowana, że nieprawidłowości, jakie NIK opublikowała w 2011 r., zostały wyeliminowane, tzn., że kwota nienależnie przyznanych wynagrodzeń członkom zarządu Elewarru w latach 2008-2010, przekraczająca ok. 1,4 miliona złotych, została uregulowana. Tymczasem teraz z kontroli sprawdzającej NIK wynika, że prezes Agencji Rynku Rolnego nie podjął żadnych działań zarówno wobec zarządu, Rady Nadzorczej, jak też głównego księgowego spółki Elewarr w celu wyegzekwowania zwrotu nienależnie przyznanych kwot. Mało tego, dopuścił do przedawnienia tych roszczeń. Na domiar złego prezes ARR zaakceptował wynagrodzenia dla członków zarządu tej spółki w kwocie 208 tysięcy złotych. Jak widzimy, zamiast naprawy szkody i podjęcia działań naprawczych, mieliśmy kolejne nieprawidłowości, tym razem przekraczające 1,1 miliona złotych. Efekt jest taki, że suma wszystkich nieprawidłowości przekroczyła 2,5 miliona złotych. Ponadto NIK wykazała, że udział spółki Elewarr w rynku zbóż i rzepaku uległ zmniejszeniu, następowała dekapitalizacja majątku spółki.

Czemu te wszystkie działania miały służyć?

– W mojej ocenie, mieliśmy do czynienia z przygotowaniem spółki Elewarr do prywatyzacji. Choć na pytanie skierowane jakiś czas temu przez komisję rolnictwa do ministra Sawickiego otrzymaliśmy odpowiedź, że takiej prywatyzacji się nie przewiduje. Wracając jednak do kontroli, NIK stwierdziła ponadto, że pojemność magazynowa, jaką dysponuje Elewarr, nie była wykorzystana, malała też rola spółki w przechowywaniu zbóż w ramach zapasów interwencyjnych Unii Europejskiej. Mimo nienajlepszej sytuacji ekonomicznej w latach 2010-2012 nastąpił wzrost wynagrodzeń na stanowiskach kierowniczych, w tym dyrektora generalnego i dyrektorów oddziałów, a także mieliśmy do czynienia z zatrudnianiem nowych pracowników. To wskazuje, że Elewarr spełniał rolę prywatnego folwarku Polskiego Stronnictwa Ludowego. Minister Sawicki zapowiedział przekazanie tej spółki do Skarbu Państwa, czemu ma służyć projekt ustawy o zmianie ustawy o Agencji Rynku Rolnego, który przewiduje taką możliwość. Wszystko wskazuje na to, że chcą komuś tę spółkę sprzedać.

Jaka jest Pana ocena kroków podejmowanych przez ministra Sawickiego?  

– Jako PiS sprzeciwiamy się tej operacji, ponieważ Polska powinna dysponować magazynami państwowymi, które w sytuacjach kryzysowych czy związanych z zachwianiem na rynku zbóż zapewnią nam rezerwy. Chodzi tu o bezpieczeństwo żywnościowe kraju, który musi mieć sprawny instrument do wykorzystania. Oczywiście to wszystko musi być zarządzane w sposób, po pierwsze, fachowy, a po drugie, przejrzysty. Tego póki co niestety nie ma.

Wspomniał Pan ministra Sawickiego, który, przypomnijmy, w 2012 r. musiał podać się do dymisji po ujawnieniu nagrań z rozmowy szefa kółek rolniczych Władysława Serafina z byłym prezesem Agencji Rynku Rolnego Władysławem Łukasikiem, właśnie na temat nieprawidłowości m.in. w spółce Elewarr…

– Pobłażanie w stosunku do osób podległych obecnej władzy czy zależnych od tej władzy, sprawujących różne stanowiska, jest porażające. Widać to chociażby na przykładzie woj. podkarpackiego i posła PSL Jana Burego, również w instytucjach podległych resortowi rolnictwa i ministrowi Sawickiemu, gdzie ta zależność jest bardzo duża. Ta karuzela stanowisk i ponowne przyjęcie Sawickiego do resortu rolnictwa i jego ponad półtoraroczne niby nowe rządy nie uzdrowiły sytuacji w instytucjach mu podległych, w tym w spółce Elewarr. To oznacza, że kolesiostwo na szczytach władzy i czerpanie zysków jest ważniejsze od troski o prawidłowe funkcjonowanie państwa, od troski o to, aby czynności, które państwo realizuje – jak chociażby w przypadku Elewarru, przebiegały we właściwy sposób.

Bierze Pan pod uwagę, że Elewarr może wpłynąć na polityczną karierę obecnego szefa resortu rolnictwa?

– Trudno mi powiedzieć, jaka jest sytuacja w koalicji PO – PSL po przegranych wyborach prezydenckich. Nie ulega jednak wątpliwości, że układ zaczyna się sypać. Czy będą się jeszcze dalej trzymać w kupie na wzór oblężonej twierdzy, tego nie wiem. W mojej ocenie, wobec zaistniałych faktów minister Sawicki powinien sam zrezygnować ze stanowiska. Skoro raz odszedł m.in. z tego powodu, wrócił i dalej nie potrafił dopilnować prawidłowego funkcjonowania jakby nie było ogromnej spółki, która posiada bodajże 24 oddziały w całej Polsce, skoro nie potrafił doprowadzić sprawy do porządku, a resort pod jego kierownictwem nadal zaniedbuje także wiele innych ważnych kwestii dotyczących polskiego rolnictwa, to znaczy, że ten człowiek nie nadaje się na to stanowisko i powinien odejść. Ministerstwo rolnictwa pod rządami ministra Sawickiego funkcjonuje źle, weźmy chociażby przykład sadów i wniosków rolniczych, z których wypełnianiem rolnicy mają duże problemy. Wprawdzie termin składania tych wniosków przedłużono o miesiąc, ale Ośrodki Doradztwa Rolniczego, które powinny podlegać ministerstwu rolnictwa, które powinny być instrumentem w jego rękach, także gdy chodzi o wypełnianie wniosków, zostały przez Sawickiego przekazane do województw we władanie marszałków. Za tym idą kolejne problemy rolników dotyczące wprowadzanego nowego, bardziej skomplikowanego systemu płatności obszarowych, co wiąże się z szeregiem wymogów postawionych przez prawo unijne, notabene zatwierdzone przez ministra Sawickiego. To wszystko sprawia, że resort rolnictwa pod zarządem ministra Sawickiego nie spełnia ani roli gospodarza, ani organizatora niezbędnych czynności, które powinny służyć polskiemu rolnictwu.

Powróćmy jeszcze do Elewarru. Czy zgadza się Pan z oceną NIK, że Elewarr w obecnej formule przestał pełnić kluczową rolę w stabilizacji rynku zbóż, a co za tym idzie, czy istnienie tej spółki ma dalej sens?

– Ta jak już powiedziałem wcześniej, zarzuty są poważne, o czym świadczy chociażby fakt, że NIK skierowała sprawę do prokuratury, dla której będzie to kolejny sprawdzian wiarygodności. Mam nadzieję, że prokuratura tym razem zajmie się wyjaśnieniem zgłoszonych nieprawidłowości rzetelnie. Życie pokazuje bowiem, że z doniesień NIK nierzadko nie wynikają konkretne wnioski. Odpowiadając jednak wprost na pana pytanie, to uważam, że Elewarr powinien nadal istnieć. Zawsze opowiadaliśmy się za tym, że jest to spółka potrzebna państwu. Państwo musi posiadać szereg instrumentów związanych z zabezpieczeniem żywnościowym swoich obywateli. Nie możemy się całkowicie uzależniać od globalnej gospodarki i polityki żywnościowej. Mówiliśmy wielokrotnie o tym, że Krajowa Spółka Cukrowa powinna istnieć i posiadać moc produkcyjną rzędu 700 tysięcy ton, jaką miała, bo jak widać, mamy do czynienia z zakłóceniami na rynku cukru sprowadzanego z Brazylii, co z kolei wiąże się ze skokami cen i manipulacjami w tym obszarze. Wobec takich zagrożeń Polska musi mieć bufor bezpieczeństwa w postaci własnej produkcji cukru, ale także bezpieczeństwo w postaci magazynów do przechowywania zbóż, rezerw państwowych. Polska nie może się uzależniać od podmiotów, i to często zagranicznych. Elewarr jest spółką, która realizuje zadania chociażby Agencji Rezerw Materiałowych, i nie jest to spółka, do której trzeba dopłacać. Prowadzi własną gospodarkę finansową na zasadach rynkowych, ale może też sprzyjać naszym przedsiębiorcom, producentom rolnym.

A zatem Elewarr tak, ale należy go zreformować…?  

– Oczywiście działania naprawcze są potrzebne a wręcz konieczne. Powinien zostać wyłoniony menedżer, z którym należy zawrzeć kontrakt na jasnych zasadach, potrzebne jest także zabezpieczenie co do realizacji wskaźników ekonomicznych. Wtedy, jeśli się nie sprawdza bądź stosuje działania niezgodne z zawartą umową, to powinien zostać zwolniony. Póki co za rządów koalicji PO – PSL mamy na stanowiskach kolegów swoich kolegów, na których się patrzy pobłażliwie. I to trzeba zmienić dla dobra państwa.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki