Mistrz Polski w Poznaniu
Niedziela, 7 czerwca 2015 (20:31)Piłkarze Lecha Poznań zostali mistrzami Polski. W najważniejszym dla siebie meczu sezonu zremisowali 0:0 z Wisłą Kraków, a zdobyty punkt okazał się bezcenny, na wagę tytułu.
Przed dzisiejszą serią spotkań, ostatnią w grupie mistrzowskiej, znanych było kilka rozstrzygnięć, ale nie to najważniejsze. O tytuł wciąż walczyły Lech i Legia. Poznaniakom wystarczał remis w meczu z Wisłą, warszawianie musieli wygrać z Górnikiem i liczyć na to, że krakowianie sprawią megasensację i pokonają na Bułgarskiej „Kolejorza”.
Legia, teoretycznie, nie była wcale pewna drugiego miejsca, gdyby bowiem przegrała z zabrzanami, to mogła stracić tę pozycję na rzecz Jagiellonii. W ten ostatni scenariusz nie wierzył jednak nikt, chyba wszyscy byli bowiem pewni, że na Łazienkowskiej padnie wynik planowy. Pytanie tylko brzmiało, jakim rozstrzygnięciem zakończy się pojedynek w stolicy Wielkopolski – a konkretnie, czy wiślakom będzie się chciało o niespodziankę powalczyć.
Mecz na Bułgarskiej rozpoczął się od ataków Lecha, ale z biegiem czasu coraz groźniej poczynała sobie Wisła. Ci, którzy spodziewali się łatwej przeprawy i pewnego zwycięstwa gospodarzy, mogli czuć się nieco zaskoczeni, bo krakowianie sprawiali wrażenie, jakby zależało im na wygranej, a poznaniacy nie za bardzo wiedzieli, jak skutecznie nakruszyć i zburzyć wiślacki mur. W pierwszej połowie bliżej celu byli nawet goście, a konkretnie Paweł Brożek. W ostatniej akcji Semir Stilic wypatrzył kolegę, dokładnie dograł mu piłkę, a Brożek miał wystarczająco dużo czasu, by ją przyjąć i uderzyć. Przyjął, ale tak długo zastanawiał się, co zrobić, że okazja przepadła.
Na Łazienkowskiej pierwsze 45 minut upłynęło natomiast planowo. Czyli Legia atakowała i strzeliła gola. Jednego. Potrzebowała do tego kwadransa, po serii dość przypadkowych odbić piłka trafiła do Michała Kucharczyka, który ładnym strzałem wlał w serca swoje i kolegów nadzieję, iż tytuł jednak pozostanie w stolicy. Wiedział jednak, że nie wszystko od legionistów zależy, że muszą jeszcze liczyć na wiślaków.
A ci przez pewien czas tę nadzieję umacniali. Po przerwie kolejną okazję miał bowiem Brożek, potem Maciej Jankowski. Pachniało sensacją, lecz Lech wziął się wreszcie do pracy, czując, że jeśli nie odsunie niebezpieczeństwa od własnej bramki, może go spotkać katastrofa. Poznaniacy zaatakowali, osiągnęli przewagę, był moment, gdy seriami wykonywali rzuty rożne, ale nic z tego nie wynikało. Najlepszą okazję zmarnował Dawid Kownacki, który z pięciu metrów uderzył obok słupka. Wynik się nie zmienił, bo w końcówce i wiślakom zabrakło armat, by cokolwiek zmienić. A 0:0 oznaczało, że Lech został mistrzem.
Legia nic już zatem zrobić nie mogła, swoją szansę we frajerski sposób przegrała wcześniej na własne życzenie. Z Górnikiem wygrała 2:0, jednak po spotkaniu na Łazienkowskiej żadnej radości nie było, bo być nie mogło.
W pozostałych meczach grupy mistrzowskiej Jagiellonia pokonała Lechię, a Śląsk – Pogoń. W Białymstoku „Jaga” pokazała, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych, wszak jeszcze w 89. minucie przegrywała z Lechią 1:2, a jednak wygrała 4:2. Tak gra trzecia drużyna Polski, brawo!
Wyniki:
Lech Poznań – Wisła Kraków 0:0.
Legia Warszawa – Górnik Zabrze 2:0 (1:0). Michał Kucharczyk (15.), Mateusz Magiera (56. − samobójcza).
Śląsk Wrocław – Pogoń Szczecin 2:1 (1:0). Flavio Paixao (23. − głową, 69. − karny) – Rafał Murawski (56.).
Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk 4:2 (0:1). Patryk Tuszyński (79. − karny), Filip Modelski (89.), Taras Romanczuk (90.+2), Maciej Gajos (90.+4 − karny) – Nikola Lekovic (42.), Antonio Colak (57.).
Piotr Skrobisz