Ewangelia
Niedziela, 7 czerwca 2015 (08:51)Rdz 3,9-15; Ps 130 (129), 2 Kor 4,13 – 5,1; Mk 3,20-35
Jezus przyszedł z uczniami swoimi do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: „Odszedł od zmysłów”. Natomiast uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: „Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy”.
Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: „Jak może szatan wyrzucać szatana? Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc szatan powstał przeciw sobie i wewnętrznie jest skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nie, nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże i wtedy dom jego ograbi.
Zaprawdę powiadam wam: wszystkie grzechy bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego”. Mówili bowiem: „Ma ducha nieczystego”.
Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: „Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie”. Odpowiedział im: „Któż jest moją matką i którzy są braćmi?”. I spoglądając na siedzących wokoło Niego rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”.
Chrześcijańska rodzina
Któż jest moją matką i którzy są braćmi? – pyta Jezus. Niedawno jeden z mainstreamowych redaktorów wyraził swoje publiczne oburzenie na pomysł sprowadzenia do Polski prześladowanych w Syrii chrześcijan. Padły oskarżenia o segregację ze względów wyznaniowych, „rasistowską presję”, zagrożenie teokratycznym totalitaryzmem…
A my jesteśmy rodziną. Uświadomienie sobie tej prawdy to dla chrześcijan w Polsce wciąż wielkie zadanie. Na razie, nieodrobione. Bo czasem łatwiej jest nam się cieszyć z czyjejś krzywdy, niż pochylić się nad ludzką biedą. Prościej narzekać, niż zakasać rękawy i zwrócić się ku potrzebującym. Może właśnie w pierwszej kolejności tym, których zaledwie parę dni temu spotkało się w kościele na niedzielnej Mszy św. – braci i siostry w wierze. A szerokie, pełne autentycznej miłości serca, na pewno pomieszczą wszystkich. Nie tylko chrześcijan.
ks. Paweł Siedlanowski