Marsz pod presją
Środa, 31 października 2012 (02:17)Organizatorzy Marszu Niepodległości obawiają się masowych policyjnych zatrzymań autokarów wiozących jego uczestników. Przestrzegają przed próbami prowokacji oraz atakiem lewackich bojówkarzy.
Tegoroczny Marsz Niepodległości przejdzie pod hasłem "Odzyskajmy Polskę!".
- Każdy wie, że jest dla kogo odzyskiwać Polskę. Przede wszystkim dla młodych, których pozbawiono przyszłości, obarczono wielkim długiem publicznym, a w szkołach ograniczono lekcje historii - tłumaczy Witold Tumanowicz, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.
Jak co roku impreza organizowana przez Młodzież Wszechpolską i Obóz Narodowo-Radykalny akcentuje szczególnie zasługi, jakie dla odzyskania niepodległości Polski miał Roman Dmowski i Narodowa Demokracja. To wywoływało furię środowisk lewackich oraz "Gazety Wyborczej", która wzywała do blokady Marszu.
Rok temu Krytyka Polityczna ściągnęła do Warszawy niemieckich bojówkarzy, którzy kompletnie bezkarni i nienękani przez policję, uzbrojeni w pałki i kastety atakowali ludzi niosących ulicami miasta biało-czerwone flagi. Pobito dotkliwie również członków grup rekonstrukcji historycznej.
Marsz jednoczy Polaków
Jednak z roku na rok Marsz nabiera charakteru ogólnonarodowego, gromadzi także osoby odwołujące się do innych niż narodowa tradycji niepodległościowych.
- Formuła ta od początku jest otwarta, o czym świadczy zwiększanie się zasięgu Marszu Niepodległości, który obejmuje coraz więcej ludzi. Wartości i tradycje narodowe są przecież wspólne dla ludzi naprawdę różnych opcji. Dlatego co roku coraz więcej ludzi odpowiada na to nasze zaproszenie - tłumaczy Robert Winnicki, prezes Młodzieży Wszechpolskiej.
W tym roku organizatorzy spodziewają się niemal 50 tys. ludzi.
- Podstawą takich szacunków jest po prostu ubiegłoroczny Marsz, na którym było właśnie tylu uczestników. Niektórzy mówią o możliwości pojawienia się tego dnia w stolicy nawet około 100 tys. osób. Rzeczywiście chęć udziału w Marszu zadeklarowało sporo środowisk - tłumaczy Winnicki.
Kluczowym problemem jest więc zapewnienie im wszystkim bezpieczeństwa. Tym bardziej po tym, jak okazało się, że władze stolicy, a także policja rok temu przyczyniły się do zakłócenia Marszu i awantur na placu Konstytucji. Organizatorzy apelują więc do wszystkich uczestników tego zgromadzenia, by przestrzegali ustalonych zasad. Należy do nich m.in. bezwzględne stosowanie się do poleceń Straży Marszu, zakaz posiadania własnego nagłośnienia czy eksponowania jakichkolwiek znaków, transparentów oraz emblematów należących do partii politycznych, poza transparentami czy emblematami organizacji społecznych, fundacji, stowarzyszeń, a także związków zawodowych.
- Spotkaliśmy się w ostatnich latach z zarzutami odnoszącymi się do ich treści, dlatego chcielibyśmy mieć kontrolę nad tym, co się dzieje podczas Marszu. Nie chcemy również, by podczas jego trwania odbywał się festiwal szyldów partyjnych. Marsz to inicjatywa społeczna - podkreśla Robert Winnicki. Dlatego wszystkie transparenty, które uczestnicy Marszu zechcą wyeksponować w czasie manifestacji, będą zgłoszone do akceptacji przez organizatorów. Ewidencja transparentów będzie odbywała się w dniu Marszu od godz. 14.00 przed Rotundą PKO.
Najważniejsze - bezpieczeństwo
Organizatorzy liczą, że wszelkie próby zakłócania oraz atakowania uczestników Marszu będą przez policję eliminowane i nie dojdzie do takich sytuacji, jak przed rokiem, gdy lewaccy bojówkarze atakowali ludzi na ulicach stolicy tylko za to, że np. mieli w rękach biało-czerwone chorągiewki. Wśród napastników byli także lewacy z Niemiec.
Jednocześnie można się spodziewać, że służby mundurowe, tak jak miało to miejsce w 2010 czy 2011 roku, będą zatrzymywały autokary wiozące ludzi do Warszawy. Proszą w związku z tym, by wyjazd i trasę zaplanować z uwzględnieniem odpowiedniej rezerwy czasowej.
"Należy spodziewać się zatrzymań autobusów przez policję pod byle pretekstem i w związku z tym mieć w zapasie nawet kilka godzin; planowanie przyjazdu do Warszawy na 14.45 nie jest dobrym pomysłem" - ostrzegają organizatorzy.
- Po tym, co działo się rok temu, wiemy, że wiele autokarów było zatrzymywanych przez policję pod pretekstem kontroli, co uniemożliwiło im dotarcie do Warszawy - mówi Witold Tumanowicz.
W czasie Marszu porządku pilnować będzie Straż Marszu Niepodległości, która już od wielu tygodni przygotowuje się do tego zadania.
- Będzie spełniała zadania służby porządkowej, a nie jej ochrony. Będzie kierowała kolumną marszową i dbała, by Marsz doszedł do celu - tłumaczy Winnicki. Pierwsze spotkanie z Biurem Bezpieczeństwa m.st. Warszawy odbędzie się w przyszłym tygodniu. Organizatorzy uczulają również uczestników Marszu, by tego dnia zachowali "trzeźwość umysłu, spokój i szczególną ostrożność wobec prób prowokacji oraz ataku ze strony lewackich bojówkarzy".
Marsz ma również swój Komitet Honorowy. Z roku na rok z chęcią patronowania tej imprezie wychodzą kolejne, znane osoby - kombatanci, politycy, dziennikarze, naukowcy, a także artyści i sportowcy. Wśród nich Paweł Kukiz, Artur Szpilka - bokser wagi ciężkiej, czy Piotr Wyszomirski, bramkarz reprezentacji narodowej w piłce ręcznej. Podobnie jak rok temu jednym z patronów Marszu jest ordynariusz diecezji drohiczyńskiej ks. bp Antoni Dydycz, a także ks. Stanisław Małkowski.
Spośród kombatantów w Komitecie Honorowym znaleźli się m.in por. Edward Klempka ps. "Węgorz", żołnierz zgrupowania "Błyskawica" majora Józefa Kurasia "Ognia", kpt. Konstanty Kopf - weteran NSZ i członek przedwojennego Stronnictwa Narodowego, oraz mjr Marian Cabaj, prezes Obwodu "Gołąb" Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Poza nimi znani naukowcy, m.in. historyk idei dr hab. Jacek Bartyzel, znany z łamów "Naszego Dziennika", prof. Tadeusz Marczak, prof. Ryszard Bender.
Marsz rozpocznie się oczywiście 11 listopada o godz. 15.00 przy rondzie Romana Dmowskiego (obok stacji Metro Centrum) w Warszawie. Poprzedzi go uroczysta Msza Święta w intencji Ojczyzny, która zostanie odprawiona o godz. 13.00 w kościele parafii świętej Barbary przy ulicy Nowogrodzkiej 51.
Maciej Walaszczyk