• Czwartek, 9 kwietnia 2026

    imieniny: Marcelego, Dymitra

Ślady ulegają zatarciu

Środa, 31 października 2012 (02:11)

Z dr. hab. Stanisławem Cudziłą, wykładowcą na Wojskowej Akademii Technicznej, dziekanem Wydziału Nowych Technologii i Chemii, rozmawia Piotr Falkowski

Komisja Millera badająca katastrofę Tu-154M stwierdziła, że przeprowadziła oględziny wraku samolotu i nie znalazła śladów materiałów wybuchowych. Czy to wystarczy?

– Jeżeli to było tylko sprawdzenie wizualne, to byłoby trudno powiedzieć, że nie ma śladów materiałów wybuchowych. Oględziny dotyczą raczej śladów odłamków, które powstają przy wybuchu i pozwalają stwierdzić, że użyto ładunku wybuchowego. Obecnie są metody pozwalające wykryć śladowe nawet ilości materiału wybuchowego, zarówno przed jego detonacją (na przykład u kogoś, kto montował bombę; ma mikrocząstki tych materiałów), jak i po wybuchu. Zawsze po eksplozji niewielka część użytej substancji pozostaje w stanie wyjściowym, nierozłożonym. Są rozwinięte techniki wykrywania śladów na przedmiotach, które kontaktowały się z materiałem wybuchowym. Zawsze na powierzchni zostają małe ilości substancji tego rodzaju i mogą one zostać za pomocą dostatecznie czułych metod wykryte. Pobierając próbki z miejsca wykorzystania materiału wybuchowego, można zidentyfikować jego rodzaj.

Ale urządzenia, których używa policja, laboratoria kryminalistyczne czy na przykład służby kontrolujące wchodzących do samolotu, chyba nie są tak dokładne, że wykryją zawsze i wszystko?

– Tak jest. Może się zdarzyć, że policja czy inne służby używają takich urządzeń przenośnych, które służą tylko do wskazania osób podejrzanych o kontakt z materiałem wybuchowym. Dokładne analizy muszą być wykonywane w laboratoriach specjalistycznych, dysponujących znacznie czulszymi urządzeniami. Zwykle badania na miejscu wykorzystania materiału wybuchowego powtarza się w warunkach laboratoryjnych.

Często się zdarza, że te prostsze urządzenia coś wykrywają, a potem okazuje się, że to wcale nie materiał wybuchowy?

– Zdarzają się takie fałszywe alarmy. Dotyczy to szczególnie urządzeń przenośnych, będących standardowo w wyposażeniu śledczych. Jest mnóstwo tzw. interferentów, czyli substancji, które dają ten sam wstępny odczyt co materiały wybuchowe. To jest problem. Do takich sytuacji często dochodzi na lotniskach. Stosowana tam metoda screeningowa jest robiona tylko w celu wskazania elementów podejrzanych. Potem te podejrzenia weryfikuje się innymi metodami.

A czy takie przenośne urządzenia mogą też popełnić błąd odwrotny, czyli nie wykryć jakiegoś groźnego materiału wybuchowego?

– Oczywiście, że tak. To bardzo prawdopodobna sytuacja. Niektóre materiały wykrywa się wyłącznie najbardziej zaawansowanymi technikami w laboratoriach. Dlatego konieczne jest pobranie próbek z miejsca wykorzystania materiału wybuchowego. W przypadku dużego obiektu, jak wrak samolotu, konieczne jest pobranie wielu próbek. Istnieje specjalna metodologia ich pobierania.

Jest metoda pobierania gwarantująca, że niczego nie przeoczymy?

– Tak, używa się różnych sposobów. Używa się specjalnych rozpuszczalników i innych substancji na przykład do pokryć foteli. Z każdego miejsca można pobrać próbkę.

Jak długo po wybuchu można jeszcze pobrać próbki, które mogą nadawać się do wykrycia materiału wybuchowego?

– Jest niebezpieczeństwo, że ślady ulegną zatarciu wskutek zwykłego parowania, reakcji rozkładu chemicznego. Czas zależy od konkretnego materiału. Najbardziej trwałe utrzymują się w środowisku przez lata, ale niektóre znikają bardzo szybko. Te, które są rozpuszczalne w wodzie, po pierwszym deszczu przenikną do gleby i znikną. Tego nigdy nie można wykluczyć, szczególnie w sprzyjających warunkach otoczenia.

A jakie to warunki?

– Oczywiście wilgoć, także środowisko kwaśne bardzo przyspiesza rozkład większości materiałów wybuchowych. Jeżeli padają deszcze, w których jest kwaśny odczyn, to mamy do czynienia z taką sytuacją. Także mikroorganizmy powodują rozkład materiałów wybuchowych.

Można celowo usunąć ślady materiałów wybuchowych?

– Zdecydowanie tak. Wystarczy użyć odpowiednich rozpuszczalników, szczególnie opartych na substancjach kwaśnych.

Czy to prawda, że istnieje swego rodzaju wyścig twórców nowych materiałów wybuchowych i twórców metod ich wykrywania?

– Tak, gros materiałów wybuchowych to związki nitrowe i wszystkie urządzenia wykrywające są na nie wyczulone. Ale są też substancje o charakterze wybuchowym, które nie są związkami nitrowymi. I te jest trudniej wykryć. Rzeczywiście, tak jak w wielu innych dziedzinach, mamy tu do czynienia z wyścigiem technologicznym.

Jakich substancji używają obecnie zamachowcy albo służby specjalne dysponujące dużymi możliwościami i zapleczem naukowym?

– Na pewno nie są to związki nitrowe, raczej substancje z grupy nadtlenków organicznych. Nie wykrywają ich typowe urządzenia detekcyjne. Na przykład jedna z form nadtlenku acetonu. To jest materiał najczęściej stosowany przez zamachowców-samobójców, którzy przenoszą go na własnym ciele. Łatwo go pobudzić do wybuchu. Można go wykryć w śladach powybuchowych, ale jest mało trwały ze względu na dużą prężność par. Próbki trzeba pobrać bardzo szybko. Grupy terrorystyczne używają materiałów, które łatwo zdobyć. Na przykład niektóre nawozy sztuczne po połączeniu z paliwami tworzą efektywne materiały wybuchowe. A obrót jednymi i drugimi nie jest zupełnie kontrolowany. Groźne są substancje o właściwościach wybuchowych występujące w postaci ciekłej. Niektóre do złudzenia przypominają wodę. To dlatego do samolotów nie wolno wnosić własnych napojów ani innych płynów w większej ilości. Stężone roztwory nadtlenku wodoru H2O2 (wody utlenionej) połączone z alkoholami, na przykład etanolem, tworzą roztwór rzeczywisty do złudzenia przypominający wodę, a jest to substancja bardzo wybuchowa.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Falkowski