Makabryczna "pomyłka" MSZ
Środa, 31 października 2012 (02:01)Ciało prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego błędnie zidentyfikował obecny ambasador RP przy NATO Jacek Najder, były wiceszef MSZ - poinformowała wczoraj prokuratura wojskowa.
Badania DNA potwierdziły, że na skutek błędnej identyfikacji dwie osoby, w tym Ryszard Kaczorowski, zostały pochowane w niewłaściwych grobach - jedna w Świątyni Opatrzności Bożej, a druga na Starych Powązkach.
- Analiza DNA w sposób niebudzący wątpliwości potwierdziła, że na skutek błędnej identyfikacji ciał zostały one pochowane w niewłaściwych grobach - poinformowała wczoraj prokuratura.
Szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg powiedział, że błędnej identyfikacji ciała prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego dokonał obecny ambasador RP przy NATO Jacek Najder.
- Czuję się odpowiedzialny za ten błąd. Przepraszam rodzinę za ból, który jest konsekwencją tej pomyłki. To nie powinno było się zdarzyć - powiedział polskim dziennikarzom w Brukseli Najder.
Podczas konferencji prokuratura odniosła się także do doniesień o tym, że biegli znaleźli na wraku tupolewa ślady materiałów wybuchowych.
- Jednoznaczne potwierdzenie lub wykluczenie obecności związków chemicznych będących materiałem wybuchowym lub jego pozostałością wykażą dopiero badania laboratoryjne - twierdzi prokuratura. To reakcja na doniesienia "Rzeczpospolitej", jakoby we wraku tupolewa, który uległ katastrofie pod Smoleńskiem, biegli odkryli ślady trotylu i nitrogliceryny. Biegli pracujący z prokuratorem wojskowym w Smoleńsku nie stwierdzili na wraku samolotu Tu-154M trotylu ani żadnego innego materiału wybuchowego - zauważa prokuratura.
Szeląg odniósł się wczoraj do informacji "Rzeczpospolitej". Zaakcentował, że niedawne czynności biegłych w Smoleńsku służyły zabezpieczeniu próbek, a nie wyciąganiu wniosków. - Dopiero badania laboratoryjne będą mogły być podstawą do twierdzenia o istnieniu bądź nieistnieniu śladów materiałów wybuchowych - podkreślił prokurator.
Śledczy zaznaczył, że wykorzystane w październiku urządzenia pozwalały jedynie na wyciąganie wstępnych, zupełnie niewiążących wniosków. Wszystkie szczątki wraku zbadano tzw. spektrometrami ruchliwości jonów pod kątem obecności związków chemicznych mogących stanowić materiały wysokoenergetyczne, w tym wybuchowe.
- Istota działania tych detektorów sprowadza się do sygnalizowania wykrycia przez czujnik zjonizowanych cząsteczek mających strukturę bądź masę zbliżoną do cząsteczek wchodzących w skład materiałów wybuchowych, co nie znaczy, że sygnalizacja urządzenia wskazuje na użycie materiału wybuchowego - zaznaczył Szeląg.
- Urządzenie tego typu rejestruje wszystkie cząsteczki mające podobną strukturę bądź masę, zatem związków wywołujących taką reakcję jest bardzo dużo - dodał prokurator.
Śledczy zwrócił uwagę, że detektor może w taki sam sposób wskazywać obecność materiału wybuchowego jak niektórych pestycydów, rozpuszczalników czy tworzyw sztucznych. Ponadto wynik taki mogą również dać "organiczne związki chemiczne występujące powszechnie w glebie".
- Urządzenia wykorzystywane są tylko do wstępnych, szybkich testów przesiewowych, wskazujących co najwyżej na możliwość wystąpienia związków chemicznych mogących być materiałem wysokoenergetycznym. Urządzenie wskazywało biegłym, że badany element powinien być zabezpieczony i poddany szczegółowym, profesjonalnym badaniom w laboratorium - powiedział prokurator Ireneusz Szeląg.
- W wyniku takiego testu selekcjonuje się jedynie próbki do badań, dopiero po poddaniu specyficznym badaniom laboratoryjnym ich wyniki mogą jednoznacznie potwierdzić lub wykluczyć obecność określonego związku chemicznego - stwierdził prokurator. I dlatego wyniki takie nie stanowią "podstawy do wyciągnięcia jakichś kategorycznych wniosków co do obecności materiałów wybuchowych".
Prokuratorzy podkreślili, że biegli nie wydali dotychczas żadnej ekspertyzy obejmującej wyniki tych czynności, które zostały przeprowadzone w Smoleńsku. Zamówiona przez WPO opinia ekspertów z policji może być gotowa nawet za pół roku.
- Dlaczego dopiero teraz prokuratura przeprowadziła tego typu badania w Smoleńsku? - zastanawia się mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik kilku rodzin smoleńskich. - To są takie badania, które się robi rutynowo zaraz po zdarzeniu - dodaje.
W reakcji na medialne doniesienia Biuro Ochrony Rządu poinformowało, że samolot Tu-154M przed wylotem z Warszawy do Smoleńska był bardzo dokładnie sprawdzony. - Samolot był bardzo dokładnie sprawdzony przez grupę funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu, użyto także psa. Nie zostały wykryte żadne niebezpieczne substancje - zapewnia rzecznik BOR mjr Dariusz Aleksandrowicz.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński ocenił doniesienia prokuratury jako "wielkie oszustwo". - I tak to traktujemy - powiedział, komentując wyjaśnienia, jakie padły na konferencji prasowej Wojskowej Prokuratury Okręgowej. - Zastanawialiśmy się, jak władza będzie się broniła. Znalazła się w sytuacji bardzo trudnej i broni się w sposób, który, jak sądzę, państwo mogli zobaczyć - powiedział Kaczyński.
Prokuratura Generalna w oświadczeniu podkreśliła, że prosiła "Rzeczpospolitą" przed jej publikacją, aby czasopismo dało jej czas na zebranie pełnej informacji w tej sprawie.
- Zależało nam, by informacja w takim kształcie się nie ukazała i aby nie rodziła interpretacji niezgodnych z faktami - poinformował rzecznik Andrzeja Seremeta Mateusz Martyniuk.
Rzecznik poinformował, że Seremet rozmawiał z "Rz" przed publikacją, ale zaznaczył, że nie był źródłem informacji w całej sprawie.
- Pytany przez dziennikarza, czy na wraku wykryto trotyl, odpowiedział, że detektory wykryły we wraku pewne substancje wysokoenergetyczne, ale źródła ich pochodzenia mogą być różne i za wcześnie na formułowanie wniosków, na które trzeba poczekać do zakończenia badań - powiedział prok. Martyniuk.
Dodał, że "prokurator generalny uważa, że został źle zrozumiany". W wydanym wczoraj specjalnym oświadczeniu redakcja "Rzeczpospolitej" napisała: "Pomyliliśmy się pisząc o trotylu i nitroglicerynie. To mogły być te składniki, ale nie musiały".
Biegli pracujący w ostatnich tygodniach pod Smoleńskiem nie wydali dotychczas żadnej ekspertyzy pirotechnicznej. Opinię sporządzi Zakład Fizykochemii Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji. Dotyczy ona obecności śladów wskazujących na poddanie samolotu przed katastrofą działaniu materiałów wybuchowych. Biegli przeprowadzili badania wszystkich elementów i fragmentów wraku znajdujących się na terenie lotniska. Niektóre z nich musieli wykopać z ziemi.
Zenon Baranowski