Bliźniacy minimalnie lepsi
Wtorek, 2 czerwca 2015 (20:31)Marcin Matkowski i Serb Nenad Zimonjic przegrali z amerykańskimi bliźniakami Mike'em i Bobem Bryanami 4:6, 7:6 (7-5), 4:6 w ćwierćfinale debla wielkoszlemowego French Open.
Na to spotkanie patrzyliśmy z ogromną uwagą, bo Matkowski jako jedyny z polskich tenisistów dotarł w tegorocznych zmaganiach na kortach Rolanda Garrosa tak daleko. Pozostali odpadali bardzo szybko, szczególnie singliści, dla których barierą nie do przejścia okazała się druga runda – a i tak dotarli tam tylko we dwójkę, Paula Kania i Jerzy Janowicz. Inni z Paryżem żegnali się błyskawicznie, w mniej lub bardziej bolesny sposób.
Matkowski i Zimonjic stawali jednak przed zadaniem najtrudniejszym z możliwych, bo ich rywalami byli debliści wszech czasów. Bryanowie wygrali do tej pory 16 turniejów Wielkiego Szlema i to tylko w deblu, bo zwyciężali również w mikście. W 1/8 finału tegorocznego French Open wyeliminowali Łukasza Kubota i Francuza Jeremy'ego Chardy'ego. Mimo to Polak podkreślał, że są takimi samymi ludźmi jak wszyscy i także oni popełniają błędy, a zatem są do pokonania. – Nie będzie łatwo, ale jeśli zagramy nasz najlepszy tenis, unikając przy tym większych błędów, to jesteśmy w stanie wygrać – powiedział Matkowski, który wcześniej dwukrotnie docierał do półfinałów Wielkiego Szlema – za każdym razem z Mariuszem Fyrstenbergiem.
I nie blefował. Razem z Zimonjicem postawił się faworytom, tocząc z nimi piękny bój. Na początku pierwszego seta przełamali serwis rywali, jednak ci po chwili odpowiedzieli tym samym. Do stanu 4:4 każdy scenariusz był realny, jednak w końcówce lepszą odpornością na stres wykazali się Amerykanie. Druga partia wyglądała podobnie. Do 4:4 trwała prawdziwa batalia, dziesiątego gema wygrali Bryanowie, a w kolejnym prowadzili już 40:0 i mieli trzy piłki meczowe. Polak z Serbem fantastycznie się jednak wybronili, doprowadzili do tie-breaka, w którym przechylili szalę na swoją stronę. W secie numer trzy nic się nie zmieniło. Do wyniku 4:4 obie pary wygrywały swoje podania i było jasne, że o wszystkim zadecyduje drobny szczegół, jeden błąd. Niestety popełnili go Matkowski z Zimonjicem. W dziewiątym gemie dali się przełamać, a w kolejnym rozpędzeni Bryanowie nie wypuścili szansy z rąk.
Piotr Skrobisz