• Niedziela, 10 maja 2026

    imieniny: Antonina, Gardenii, Izydora

Gorzka cena decyzji MON

Wtorek, 2 czerwca 2015 (05:25)

Francuski caracal pomyślnie przeszedł testy, choć fabryki śmigłowców w Polsce nie ma, a tymczasem w PZL w Mielcu, odstawionym przez MON na bocznicę, zaczynają się zwolnienia. – Dlaczego przy rozstrzygnięciu przetargu nie wzięto pod uwagę dobra polskich firm, a interes francuskich pracowników? – pytają w Mielcu.

Firma Sikorsky Aircraft Corporation, zależna od koncernu lotniczo-kosmicznego United Technologies Corporation, kupując w 2007 r. Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu, inwestując grube miliony i umieszczając produkcję słynnych black hawków, pewnie nie uzależniała swojej obecności w Polsce od wygranej w przetargu śmigłowcowym, ale z pewnością liczyła, że fakt, iż światowej klasy sprzęt jest produkowany w Polsce, w dodatku rękami polskich pracowników, zostanie przynajmniej poważnie wzięty pod uwagę przy ostatecznej decyzji polskiego rządu.

Widać jednak, że koncern, którego śmigłowce są na wyposażeniu kilkudziesięciu armii świata, nie docenił rządu PO – PSL. Okazało się bowiem, że to, iż „czarny jastrząb” powstaje od podstaw w Mielcu, że spora część kontraktu wartego ok. 13 miliardów złotych zostałaby w Polsce, dla rządu nie miało absolutnie żadnego znaczenia. Odrzucając ofertę PZL Mielec, ale również PZL Świdnik i jej właściciela Augusty Westland, wybierając za to ofertę francuskiego koncernu Airbus Helicopters, który zaproponował produkowaną we Francji maszynę H225M Caracal, koalicyjny rząd PO – PSL pokazał, że nie dba o interesy polskiego przemysłu i polskiej gospodarki.

Rusza lawina zwolnień

Związkowcy przestrzegali, że odrzucenie polskich ofert już na początku drogi przetargowej – podobno ze względów proceduralnych, co oznaczało, że nie były one nawet porównywane z ofertą francuską – będzie miało daleko idące skutki dla zakładów w Mielcu i Świdniku. I się nie pomylili… Kilkanaście dni temu zarząd PZL Mielec poinformował o redukcji pierwszych 50 etatów, a dziś związki zawodowe zostały poinformowane przez Johna Poidomani, dyrektora personalnego firmy Sikorsky Aircraft Corporation, że w ramach programu restrukturyzacji w Mielcu z pracy musi odejść do 500 osób. Oznaczałoby to, że zatrudnienie w mieleckiej fabryce zredukowane zostanie do ok. 1700 osób.

– Kiedy podczas dzisiejszej rozmowy zapytałem dyrektora, jaki wpływ na tę decyzję ma przetarg dla polskiego wojska, usłyszałem, że niewątpliwie znaczący. Gdyby Sikorsky otrzymał zamówienie, konsekwencje personalne byłyby z pewnością znacznie mniejsze. Jeśli ktoś miał wątpliwości, kiedy oskarżał nas, że przesadzamy i próbujemy wywrzeć presję na MON, mówiąc, że wykluczenie black hawka z przetargu może wywołać lawinę zwolnień, to dziś niech posypie głowę popiołem – powiedział NaszemuDziennikowi.pl Marian Kokoszka, przewodniczący NZSS „Solidarność” w PZL Mielec.

Zwolnienia mają być przeprowadzone do końca września tego roku. Szczegóły będą dyskutowane już bezpośrednio w PZL Mielec. Póki co, nie wiadomo, kto będzie musiał odejść z pracy i na jakich warunkach, nie ulega jednak wątpliwości, że będą to osoby związane bezpośrednio czy pośrednio z produkcją black hawka. Związki zawodowe zapewniają, że dopóki nie zapadła ostateczna decyzja, a umowa nie została podpisana, wszystko jest jeszcze możliwe.

– Tanio skóry nie sprzedamy. Wczoraj rozmawiałem z posłem Macierewiczem i usłyszałem, że około połowy czerwca ma być zwołane niejawne posiedzenie sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Mam nadzieję, że będzie możliwe zadanie pytań i pokazanie przesłanek do unieważnienia tego przetargu – uważa przewodniczący Kokoszka. Przypomnijmy, że Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „S” zapowiedziała w tym czasie protesty w Warszawie.  

„Himalajów Lotniczych” nie będzie

W ocenie związków zawodowych, jest jeszcze szansa, żeby zminimalizować konsekwencje decyzji MON z 21 kwietnia, ale wciąż wokół przetargu dzieją się dziwne rzeczy.

– Ostatnio – już po wyborach prezydenckich – obserwujemy nerwowe ruchy związane chociażby ze skróceniem testów caracala, nagle słyszymy o rozmowach o offsecie, dodajmy, z pozycji bardzo trudnej dla MON, bo wyboru śmigłowca tak na dobrą sprawę już dokonano. W związku z tym w jakiej pozycji stawia siebie MON – pyta przewodniczący „S” w PZL Mielec. Tak czy inaczej wiadomo, że póki co nowych miejsc pracy w Polsce nie będzie.

– Mówi się o „Wyżynie Lotniczej” wokół Łodzi. Z serca życzę tamtym rejonom stworzenia nie tylko wyżyny, ale „Himalajów Lotniczych”, tyle tylko, że zarówno ten, kto obiecuje takie rzeczy, jak i ten, kto w te obietnice wierzy, kpią sobie z poważnych ludzi – zauważa przewodniczący Kokoszka. Jednocześnie zapowiada, że gdyby nie udało się unieważnić przetargu i rozpisać go na nowo, to polski rząd mógłby przynajmniej zrekompensować straty Polskim Zakładom Lotniczym, np. zamawiając w ramach modernizacji Polskich Sił Zbrojnych samoloty M-28 Bryza produkowane w Mielcu.   

Warto nadmienić, że problemy w koncernie Sikorsky dotkną nie tylko Mielca, ale również innych zakładów tego producenta śmigłowców. Razem z redukcją zatrudnienia w PZL Mielec koncern Sikorsky ma zwolnić w sumie ok. 1400 osób. – Musimy przetrzymać okres dekoniunktury, ale polski rząd nam w tym nie pomaga – uważa Marian Kokoszka.

Mariusz Kamieniecki