• Niedziela, 29 marca 2026

    imieniny: Wiktoryna, Eustachego

Wszystko mi wytłumaczysz, kiedy zamknę oczy

Poniedziałek, 1 czerwca 2015 (18:16)

Kazanie ks. bp. Józefa Zawitkowskiego wygłoszone 1 czerwca 2015 r. w katedrze św. Floriana w Warszawie na Pradze w 100. rocznicę urodzin ks. Jana Twardowskiego

Ekscelencjo,

nasz Dostojny Profesorze i Ojcze,

Czcigodni Bracia Kapłani:

Uczniowie i Słuchacze Księdza Twardowskiego.

Przewielebne Siostry,

Przyjaciele Księdza piszącego wiersze

Przyjaciele i Bliscy Księcia Poetów.

Wszyscy, Kochani moi,

którzy modlicie się z nami

w Katedrze Warszawsko-Praskiej

u św. Floriana

za Księdza Jana od Biedronki

w 100. rocznicę Jego urodzin.

 

 

Dziś, 1 czerwca,

a Rok Pański 2015.

Święty Justyn

dziś wspomniany w Kościele,

filozof, apologeta i męczennik.

Powiedz jeszcze raz Tryfonowi:

 

Patrz, jakich mają świadków,

którzy spali i widzieli.

A gdyby to doszło do Piłata,

my z nim pomówimy,

tak byście byli bezpieczni (por. Mt 28,12-15).

 

Nic się do dziś nie zmieniło.

Mając dużo grzechów przeciw dzieciom,

ustanowiliśmy sobie na pociechę

– Dzień Dziecka.

 

Sto lat temu, w Warszawie,

w parafii Świętego Aleksandra

przy ul. Koszykowej 57

w rodzinie Twardowskich

Jana i Anieli Maryi z d. Konderskiej

urodziło się dziecię

płci męskiej, Jan mu było na imię.

Kim będzie ten chłopiec?

Pytali znajomi.

W Ewangelii słyszałem,

że będzie solą ziemi

i światłością świata (Mt 5,13-16).

 

Życzeniem ojca było,

aby Jaś był inżynierem,

dlatego Jan Senior posłał syna do Czackiego.

Skrzywiony, chudy okularnik,

z odstającymi uszami

siedział w pierwszej ławce,

bo miał krótki wzrok.

 

Jasiu, napisz mi to wypracowanie.

Napisał, ale za ładne,

profesor pozna.

Musiałem popoprawiać

– pisał Tomasz Zieliński.

 

Za to z matematyki

Jasio był noga.

2 x 2 to u Jasia było zawsze 22.

Był odludkiem w rondelku Czackiego.

Zawsze coś mamrotał

i wyłamywał sobie dłonie.

 

W Kuźni Młodych

recytuje Jasiek pierwsze swoje wiersze.

Wstydził się tworzyć.

Wcale dobre! Ocenili.

To szalenie sympatyczny człowiek!

 

Uniwersytet – polonistyka – mało poważana wtedy,

ale towarzystwo doborowe:

Wojciech Żukrowski, Jerzy Pietrkiewicz,

Eugeniusz Zieliński, Leon Harari.

 

Pierwszy tomik wierszy Jana Twardowskiego

to Powrót Andersena. Autor rozdał

40 sztuk egzemplarzy, a napisana

przez Czechowicza recenzja

nigdy się drukiem nie ukazała.

Ludwik Fryde w Antologii współczesnej

poezji polskiej (1918-1938) nie uwzględnił

wierszy Jana Twardowskiego.

We wstępie Fryde napisał:

Antologia uwzględnia

tylko poetów wybitnych…

z pomniejszych tylko część.

 

Nie zostałem zauważony,

więc przestałem pisać wiersze (J. Twardowski).

 

Wojna.

Getto – Żydowska Dzielnica Mieszkaniowa.

Trzeba zabrać z Elektoralnej zeszyt

z dziecięcą kalkomanią

i ołowianego żołnierzyka i zejść do schronu.

 

17 września na kościół Wszystkich Świętych

spadła bomba, strop się zawalił.

Przygniotło wszystkich przed Jankiem.

Janek stracił okulary.

Co dalej z tym nieśmiałym,

mało zaradnym człowiekiem?

Ponoć w Częstochowie po pruszkowskiej dżuli

ukrył się pod wagonem.

Czekał, aż pociąg odjedzie.

Janek?

Niemożliwe!

Inni mówią, że błądził po borach

w Końskich w Radomskiem.

Nazywał się Twardowski – więc wróżył:

nie z pamięci, z rąk wróżę

list dostaniesz i jabłko duże.

I tak zarabiał na chleb.

Byłem ranny w nogę,

ale bohaterem nie byłem.

 

Śnili mu się koledzy, co zginęli:

Ludwig Fryde,

Julek Krzyżewski,

Mietek Milbrandt,

Krzysio Baczyński z Basią.

 

Zanim padłeś jeszcze ziemię

przeżegnałeś ręką.

Czy to była kula, synku?

Czy to serce pękło? (K.K. Baczyński)

Pękło, musiało pęknąć!

 

Byłem dzieckiem ze szczęśliwego domu.

Miałem marzenia i tęsknoty:

Być żołnierzem i mieć

ukochaną kobietę.

Janie Czcigodny!

Tegom się nie spodziewał,

ale za to kocham Cię więcej,

bo nie tylko w Powstaniu

nie zabiłeś człowieka,

ale byłeś księdzem ubogim,

posłusznym i czystym.

 

Jan Twardowski w seminarium.

Niemożliwe, ciekawe!

To naprawdę przez Skalskiego?

Magisterium u prof. Wacława Borowego

za pracę: Godzina myśli Juliusza Słowackiego.

Może wystarczy?

 

Krytycy, przyjaciele wiedzą więcej,

a odtąd będę mówił:

Ksiądz Jan Twardowski.

Otrzymał święcenia kapłańskie

z rąk bp. Wacława Majewskiego

w kościele seminaryjnym (pokarmelickim)

4 lipca 1948 r.

 

W lipcowy niedzielny poranek

dla innych szary zapewne

jakaś moc przeogromna

z nagła poczęła się we mnie

Jadę z innymi tramwajem

idę z innymi ulicą

nadziwić się nie mogę

swej duszy tajemnicą.

 

Prymicje

Sama mamusia mnie przeżegnała.

A na obiad prymicyjny były

kartofle ze zsiadłym mlekiem.

Śląskie dziewczęta mnie witały,

a ja:

 

Własnego kapłaństwa się boję,

własnego kapłaństwa się lękam,

i przed kapłaństwem w proch padam

i przed kapłaństwem klękam.

 

I modlę się, żebym był taki przeźroczysty,

aby już, Ciebie Chryste, tylko było widać.

 

A kuria pisze bez rymów:

Zechce przeto JWKs Wikariusz Prefekt

udać się do parafii Żbików i objąć obowiązki

wskazane przez proboszcza…

I tak w kolejności:

Żbików – ten od głupich dzieci

Laski – znajomość z Zawieyskim.

Korniłowicz, Ali i Tadeusz Federowicze

Zofia Landy – siostra Katarzyna.

Żoliborz – u św. Stanisława Kostki

Saska Kępa i kościół Sióstr Wizytek

na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

 

Do Sorbony na Kawęczyńskiej

przyjeżdżał ks. Jan Twardowski

z Żoliborza z ks. Zdzisławem Dobieckim.

Ksiądz Dobiecki uczył nas

łaciny i greki,

a ks. Twardowski języka polskiego.

 

Księże Profesorze, nie gniewaj się,

ale sweter masz nierówno zapięty,

but jeden niezasznurowany,

ogolił ksiądz tylko prawą stronę buzi.

Utykałeś na prawą nogę.

To znak z Powstania.

Byłeś ranny, choć się tłumaczyłeś:

ale bohaterem nie byłem.

 

Zachowywaliśmy się czasem jak sztubaki.

Wtargnął kiedyś ks. Dobiecki

i rzucił w nas warszawską gwarą

kilka rzęsistych słów.

Uczy was polskiego

największy ze współczesnych

polskich poetów, a wy zachowujecie się

jak żłoby i jeszcze gorzej!

Boże! Wstydu oszczędź!

 

Zbystrzeliśmy,

ale to było nawrócenie.

Ksiądz Profesor

martwił się sam więcej

niż my razem wzięci

o nasze matury.

Znaliśmy dobrze opowiadane

nam lektury,

ale czekaliśmy

na przedświąteczne lekcje,

bo wtedy Ksiądz Profesor

opowiadał dowcipy,

które potem czytaliśmy w zbiorach:

 

Coś nie coś, kawałek kawał

kanonik, prałat, zawał.

 

Tutaj leży mój parobek

pan mu stawiał ten nagrobek

Ktoś dopisał:

Gdyś ty stawiał ten nagrobek

on już nie był twój parobek,

a tyś nie był jego panem

pocałuj go…

Dalej cenzura!

 

Wiemy tylko, że ktoś policzył

iż nasz Jan od biedronki

napisał 1123 wiersze,

a myśmy się ich uczyli już

w latach 1956-1962 w seminarium

na pamięć

i podsłuchiwaliśmy jego kazania

do dzieci w kościele u Sióstr Wizytek.

 

Gdyby na dworach papieskich

istniał jeszcze urząd nadwornego poety

Jan Twardowski byłby poetą

Świętego Jana XXIII (A. Kamieńska).

 

18 stycznia 2006 roku

o godzinie 19.24

miłość nam umarła.

Została tylko na klęczniku

Modlitwa śp. Księdza Prałata

Jana Twardowskiego:

 

Jezu ufam Tobie

Zamiast śmierci

Racz z uśmiechem

Przyjąć Panie

Pod Twe stopy

Życie moje

Jak różaniec  (18.01.2006, godz. 9.30)

 

Zostawmy wspomnienia.

Czas się pomodlić Janowymi

skrzydlatymi słowy:

 

Boże,

który stwarzasz jagody…

dziękuję Ci po prostu za to,

że jesteś,

że nie mieścisz się w mej głowie,

która jest za logiczna,

za to, że milczysz…

 

Jezu Frasobliwy,

w jarzębinach wisisz

dzwońce Cię podziobały

właśnie dlatego Cię kocham,

żeś taki mały…

 

Przywróć mi Panie z dawnych lat

umarłego ojca list,

sweter od siostry, matki serce,

Kochanowskiego przekład psalmów…

 

Cud chce najlepiej

a utrudnia mi wiarę

i nie wierzę, że bezbożny nie płacze…

 

Tylko mali grzesznicy spowiadają się długo

wielcy na błysk mały przyklękną,

wypłaczą się jednym tchem

byłem z nimi, klęczałem, wiem.

 

Daj mi zwątpić,

bo od tego się wiara

z powrotem zaczyna…

Jakże to dziwne,

że Bóg miał lata dziecinne

Matkę, osiołka, Betlejem

Tyle tajemnic dogmatów

Judaszów, męczennic, kwiatów

i nowe wciąż nawrócenia

można nie mówiąc pacierzy

po prostu w Niego uwierzyć

z tego wielkiego zdziwienia.

Wszystko mi wytłumaczysz

kiedy zamknę oczy.

 

Znam na pamięć jasnogórskie rysy

ostrobramskie, wileńskie srebro –

wiem po ciemku, gdzie twarz Twoja

i koral,

gdzie Twa rana, Dzieciątko i berło.

 

Przynoszę Ci Matko kapłaństwo moje

stanąłem w kącie kaplicy,

weź je na ręce jak Syna swego,

a mnie niech zdepczą

butami swymi – pątnicy.

 

A wciąż widzę u Ciebie

Matko Najświętsza,

że zamiast berła

trzymasz kłębek włóczki

i cerujesz teologię,

w długie jesienne

i zimowe wieczory.

 

Tak Cię sumiennie zasuwają na noc

w Jasnogórskie blachy pancerne.

To nic!

Wystarczy kochać, słuchać i obejmować.

 

Daj mi serce czyste i proste,

stare weź do naprawy.

Matko Boska ze Skępego

podaj rączkę proszę,

uratuj wiersze nieśmiałe i bose.

 

Aniele Boży, Stróżu mój,

zmów ze mną pacierz,

bo miłość nie żyje!

 

Księże Profesorze,

miałem sen.

Ksiądz stał na przystanku

przy placu Inwalidów.

A dokąd Ksiądz Profesor?

Ja tutaj, na Powązki.

Tam mam miejsce przy mamie.

Poproszę Jurka z Wojtkiem i Jankiem

oni mnie przeprowadzą

– gdy w piekle zelżeje.

Czas zacząć walczyć miłością.

Księże Profesorze, ale…

 

Czekam na Was najdrożsi

z każdą pierwszą gwiazdką

z niebem betlejemskim,

co w pudełkach świeci

z barankiem wielkanocnym

 bez Was świeczki gasną

i nie ma żyć dla kogo…

ten od głupich dzieci.

 

Oj, Księże Profesorze,

jakie to życie skomplikowane.

 

Żeby móc tak nareszcie uprościć,

jedną miłość wybrać z wielu miłości,

jedną przyjaźń najbardziej prawdziwą…

to już blisko do tej prostoty

do jedynej tęsknoty za Bogiem.

 

Amen.