Wszystko mi wytłumaczysz, kiedy zamknę oczy
Poniedziałek, 1 czerwca 2015 (18:16)Kazanie ks. bp. Józefa Zawitkowskiego wygłoszone 1 czerwca 2015 r. w katedrze św. Floriana w Warszawie na Pradze w 100. rocznicę urodzin ks. Jana Twardowskiego
Ekscelencjo,
nasz Dostojny Profesorze i Ojcze,
Czcigodni Bracia Kapłani:
Uczniowie i Słuchacze Księdza Twardowskiego.
Przewielebne Siostry,
Przyjaciele Księdza piszącego wiersze
Przyjaciele i Bliscy Księcia Poetów.
Wszyscy, Kochani moi,
którzy modlicie się z nami
w Katedrze Warszawsko-Praskiej
u św. Floriana
za Księdza Jana od Biedronki
w 100. rocznicę Jego urodzin.
Dziś, 1 czerwca,
a Rok Pański 2015.
Święty Justyn
dziś wspomniany w Kościele,
filozof, apologeta i męczennik.
Powiedz jeszcze raz Tryfonowi:
Patrz, jakich mają świadków,
którzy spali i widzieli.
A gdyby to doszło do Piłata,
my z nim pomówimy,
tak byście byli bezpieczni (por. Mt 28,12-15).
Nic się do dziś nie zmieniło.
Mając dużo grzechów przeciw dzieciom,
ustanowiliśmy sobie na pociechę
– Dzień Dziecka.
Sto lat temu, w Warszawie,
w parafii Świętego Aleksandra
przy ul. Koszykowej 57
w rodzinie Twardowskich
Jana i Anieli Maryi z d. Konderskiej
urodziło się dziecię
płci męskiej, Jan mu było na imię.
Kim będzie ten chłopiec?
Pytali znajomi.
W Ewangelii słyszałem,
że będzie solą ziemi
i światłością świata (Mt 5,13-16).
Życzeniem ojca było,
aby Jaś był inżynierem,
dlatego Jan Senior posłał syna do Czackiego.
Skrzywiony, chudy okularnik,
z odstającymi uszami
siedział w pierwszej ławce,
bo miał krótki wzrok.
Jasiu, napisz mi to wypracowanie.
Napisał, ale za ładne,
profesor pozna.
Musiałem popoprawiać
– pisał Tomasz Zieliński.
Za to z matematyki
Jasio był noga.
2 x 2 to u Jasia było zawsze 22.
Był odludkiem w rondelku Czackiego.
Zawsze coś mamrotał
i wyłamywał sobie dłonie.
W Kuźni Młodych
recytuje Jasiek pierwsze swoje wiersze.
Wstydził się tworzyć.
Wcale dobre! Ocenili.
To szalenie sympatyczny człowiek!
Uniwersytet – polonistyka – mało poważana wtedy,
ale towarzystwo doborowe:
Wojciech Żukrowski, Jerzy Pietrkiewicz,
Eugeniusz Zieliński, Leon Harari.
Pierwszy tomik wierszy Jana Twardowskiego
to Powrót Andersena. Autor rozdał
40 sztuk egzemplarzy, a napisana
przez Czechowicza recenzja
nigdy się drukiem nie ukazała.
Ludwik Fryde w Antologii współczesnej
poezji polskiej (1918-1938) nie uwzględnił
wierszy Jana Twardowskiego.
We wstępie Fryde napisał:
Antologia uwzględnia
tylko poetów wybitnych…
z pomniejszych tylko część.
Nie zostałem zauważony,
więc przestałem pisać wiersze (J. Twardowski).
Wojna.
Getto – Żydowska Dzielnica Mieszkaniowa.
Trzeba zabrać z Elektoralnej zeszyt
z dziecięcą kalkomanią
i ołowianego żołnierzyka i zejść do schronu.
17 września na kościół Wszystkich Świętych
spadła bomba, strop się zawalił.
Przygniotło wszystkich przed Jankiem.
Janek stracił okulary.
Co dalej z tym nieśmiałym,
mało zaradnym człowiekiem?
Ponoć w Częstochowie po pruszkowskiej dżuli
ukrył się pod wagonem.
Czekał, aż pociąg odjedzie.
Janek?
Niemożliwe!
Inni mówią, że błądził po borach
w Końskich w Radomskiem.
Nazywał się Twardowski – więc wróżył:
nie z pamięci, z rąk wróżę
list dostaniesz i jabłko duże.
I tak zarabiał na chleb.
Byłem ranny w nogę,
ale bohaterem nie byłem.
Śnili mu się koledzy, co zginęli:
Ludwig Fryde,
Julek Krzyżewski,
Mietek Milbrandt,
Krzysio Baczyński z Basią.
Zanim padłeś jeszcze ziemię
przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku?
Czy to serce pękło? (K.K. Baczyński)
Pękło, musiało pęknąć!
Byłem dzieckiem ze szczęśliwego domu.
Miałem marzenia i tęsknoty:
Być żołnierzem i mieć
ukochaną kobietę.
Janie Czcigodny!
Tegom się nie spodziewał,
ale za to kocham Cię więcej,
bo nie tylko w Powstaniu
nie zabiłeś człowieka,
ale byłeś księdzem ubogim,
posłusznym i czystym.
Jan Twardowski w seminarium.
Niemożliwe, ciekawe!
To naprawdę przez Skalskiego?
Magisterium u prof. Wacława Borowego
za pracę: Godzina myśli Juliusza Słowackiego.
Może wystarczy?
Krytycy, przyjaciele wiedzą więcej,
a odtąd będę mówił:
Ksiądz Jan Twardowski.
Otrzymał święcenia kapłańskie
z rąk bp. Wacława Majewskiego
w kościele seminaryjnym (pokarmelickim)
4 lipca 1948 r.
W lipcowy niedzielny poranek
dla innych szary zapewne
jakaś moc przeogromna
z nagła poczęła się we mnie
Jadę z innymi tramwajem
idę z innymi ulicą
nadziwić się nie mogę
swej duszy tajemnicą.
Prymicje
Sama mamusia mnie przeżegnała.
A na obiad prymicyjny były
kartofle ze zsiadłym mlekiem.
Śląskie dziewczęta mnie witały,
a ja:
Własnego kapłaństwa się boję,
własnego kapłaństwa się lękam,
i przed kapłaństwem w proch padam
i przed kapłaństwem klękam.
I modlę się, żebym był taki przeźroczysty,
aby już, Ciebie Chryste, tylko było widać.
A kuria pisze bez rymów:
Zechce przeto JWKs Wikariusz Prefekt
udać się do parafii Żbików i objąć obowiązki
wskazane przez proboszcza…
I tak w kolejności:
Żbików – ten od głupich dzieci
Laski – znajomość z Zawieyskim.
Korniłowicz, Ali i Tadeusz Federowicze
Zofia Landy – siostra Katarzyna.
Żoliborz – u św. Stanisława Kostki
Saska Kępa i kościół Sióstr Wizytek
na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.
Do Sorbony na Kawęczyńskiej
przyjeżdżał ks. Jan Twardowski
z Żoliborza z ks. Zdzisławem Dobieckim.
Ksiądz Dobiecki uczył nas
łaciny i greki,
a ks. Twardowski języka polskiego.
Księże Profesorze, nie gniewaj się,
ale sweter masz nierówno zapięty,
but jeden niezasznurowany,
ogolił ksiądz tylko prawą stronę buzi.
Utykałeś na prawą nogę.
To znak z Powstania.
Byłeś ranny, choć się tłumaczyłeś:
ale bohaterem nie byłem.
Zachowywaliśmy się czasem jak sztubaki.
Wtargnął kiedyś ks. Dobiecki
i rzucił w nas warszawską gwarą
kilka rzęsistych słów.
Uczy was polskiego
największy ze współczesnych
polskich poetów, a wy zachowujecie się
jak żłoby i jeszcze gorzej!
Boże! Wstydu oszczędź!
Zbystrzeliśmy,
ale to było nawrócenie.
Ksiądz Profesor
martwił się sam więcej
niż my razem wzięci
o nasze matury.
Znaliśmy dobrze opowiadane
nam lektury,
ale czekaliśmy
na przedświąteczne lekcje,
bo wtedy Ksiądz Profesor
opowiadał dowcipy,
które potem czytaliśmy w zbiorach:
Coś nie coś, kawałek kawał
kanonik, prałat, zawał.
Tutaj leży mój parobek
pan mu stawiał ten nagrobek
Ktoś dopisał:
Gdyś ty stawiał ten nagrobek
on już nie był twój parobek,
a tyś nie był jego panem
pocałuj go…
Dalej cenzura!
Wiemy tylko, że ktoś policzył
iż nasz Jan od biedronki
napisał 1123 wiersze,
a myśmy się ich uczyli już
w latach 1956-1962 w seminarium
na pamięć
i podsłuchiwaliśmy jego kazania
do dzieci w kościele u Sióstr Wizytek.
Gdyby na dworach papieskich
istniał jeszcze urząd nadwornego poety
Jan Twardowski byłby poetą
Świętego Jana XXIII (A. Kamieńska).
18 stycznia 2006 roku
o godzinie 19.24
miłość nam umarła.
Została tylko na klęczniku
Modlitwa śp. Księdza Prałata
Jana Twardowskiego:
Jezu ufam Tobie
Zamiast śmierci
Racz z uśmiechem
Przyjąć Panie
Pod Twe stopy
Życie moje
Jak różaniec (18.01.2006, godz. 9.30)
Zostawmy wspomnienia.
Czas się pomodlić Janowymi
skrzydlatymi słowy:
Boże,
który stwarzasz jagody…
dziękuję Ci po prostu za to,
że jesteś,
że nie mieścisz się w mej głowie,
która jest za logiczna,
za to, że milczysz…
Jezu Frasobliwy,
w jarzębinach wisisz
dzwońce Cię podziobały
właśnie dlatego Cię kocham,
żeś taki mały…
Przywróć mi Panie z dawnych lat
umarłego ojca list,
sweter od siostry, matki serce,
Kochanowskiego przekład psalmów…
Cud chce najlepiej
a utrudnia mi wiarę
i nie wierzę, że bezbożny nie płacze…
Tylko mali grzesznicy spowiadają się długo
wielcy na błysk mały przyklękną,
wypłaczą się jednym tchem
byłem z nimi, klęczałem, wiem.
Daj mi zwątpić,
bo od tego się wiara
z powrotem zaczyna…
Jakże to dziwne,
że Bóg miał lata dziecinne
Matkę, osiołka, Betlejem
Tyle tajemnic dogmatów
Judaszów, męczennic, kwiatów
i nowe wciąż nawrócenia
można nie mówiąc pacierzy
po prostu w Niego uwierzyć
z tego wielkiego zdziwienia.
Wszystko mi wytłumaczysz
kiedy zamknę oczy.
Znam na pamięć jasnogórskie rysy
ostrobramskie, wileńskie srebro –
wiem po ciemku, gdzie twarz Twoja
i koral,
gdzie Twa rana, Dzieciątko i berło.
Przynoszę Ci Matko kapłaństwo moje
stanąłem w kącie kaplicy,
weź je na ręce jak Syna swego,
a mnie niech zdepczą
butami swymi – pątnicy.
A wciąż widzę u Ciebie
Matko Najświętsza,
że zamiast berła
trzymasz kłębek włóczki
i cerujesz teologię,
w długie jesienne
i zimowe wieczory.
Tak Cię sumiennie zasuwają na noc
w Jasnogórskie blachy pancerne.
To nic!
Wystarczy kochać, słuchać i obejmować.
Daj mi serce czyste i proste,
stare weź do naprawy.
Matko Boska ze Skępego
podaj rączkę proszę,
uratuj wiersze nieśmiałe i bose.
Aniele Boży, Stróżu mój,
zmów ze mną pacierz,
bo miłość nie żyje!
Księże Profesorze,
miałem sen.
Ksiądz stał na przystanku
przy placu Inwalidów.
A dokąd Ksiądz Profesor?
Ja tutaj, na Powązki.
Tam mam miejsce przy mamie.
Poproszę Jurka z Wojtkiem i Jankiem
oni mnie przeprowadzą
– gdy w piekle zelżeje.
Czas zacząć walczyć miłością.
Księże Profesorze, ale…
Czekam na Was najdrożsi
z każdą pierwszą gwiazdką
z niebem betlejemskim,
co w pudełkach świeci
z barankiem wielkanocnym
bez Was świeczki gasną
i nie ma żyć dla kogo…
ten od głupich dzieci.
Oj, Księże Profesorze,
jakie to życie skomplikowane.
Żeby móc tak nareszcie uprościć,
jedną miłość wybrać z wielu miłości,
jedną przyjaźń najbardziej prawdziwą…
to już blisko do tej prostoty
do jedynej tęsknoty za Bogiem.
Amen.