• Niedziela, 10 maja 2026

    imieniny: Antonina, Gardenii, Izydora

Zdążyć z caracalem przed wyborami

Czwartek, 28 maja 2015 (18:30)

Z mec. Bartoszem Kownackim, posłem PiS, zastępcą przewodniczącego sejmowej Komisji Obrony Narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Caracal pozytywnie zaliczył testy, ale sprawa przetargu śmigłowcowego nadal wywołuje ożywioną dyskusję. PiS próbuje dociec, dlaczego taki właśnie wybór, m.in. składając zawiadomienie do prokuratury. Co budzi największe wątpliwości?

– Tych wątpliwości jest cała masa. Przede wszystkim – dlaczego wybrano jeden śmigłowiec do de facto czterech zadań, zbudowany na jednej platformie? Eksperci są zdania, że do działań zarówno na lądowych, jak i morskich powinny być różne śmigłowce. Potwierdza to również rynek zbrojeniowy, bo dotychczas nie ma na świecie śmigłowca, jaki sobie wymarzyli polscy wojskowi. Żeby spełnić te ambicje, należałoby skonstruować od podstaw nowy śmigłowiec i niejako uszyć go dokładnie pod polskie wymiary. Kolejna niejasna sprawa dotyczy liczby zamawianych śmigłowców, najpierw mówiono o 26, później o 70, a w końcu stanęło na 50, ale to zdaje się też nie jest ostateczna liczba. Takie skakanie po liczbach jest niepoważne i niekorzystne dla zamawiającego. Tym, co mogło wzbudzić niepokój, były też docierające do nas informacje, że wymagania były zmieniane w toku negocjacji, mało tego, były to wymagania ukierunkowane pod konkretny model śmigłowca Caracal firmy Airbus. To wymaga sprawdzenia przez prokuraturę: czy i kiedy dochodziło do zmiany wymagań, w jakim stopniu promowały one jeden określony model śmigłowca. Sporo wątpliwości budzi także kwestia ogromnych kosztów za 50 maszyn, podczas gdy inne firmy startujące w tym przetargu, a więc koncern Sikorsky i PZL Mielec oraz AugustaWestland i PZL Świdnik za tą samą kwotę 13 miliardów złotych proponowały 70 śmigłowców. Ponadto śmigłowiec zaoferowany Polsce wydaje się niemal dwukrotnie droższy od tego, który Francuzi sprzedali np. armii brazylijskiej. Niejasności budzą też kwestie dotyczące serwisowania. Wszystko to sprawia, że zaoferowany nam przez Francuzów sprzęt jest bardzo drogi w porównaniu z innymi niekoniecznie gorszymi ofertami.

Równie ważne, co bezpieczeństwo militarne, jest także bezpieczeństwo ekonomiczne. Czy w tym aspekcie wybierając caracala, śmigłowiec podobnej klasy co Black Hawk czy AW-149, ale produkowany poza Polską, sami nie strzelamy sobie w kolano?

– To istotna kwestia. Trzeba jasno powiedzieć, że podstawą bezpieczeństwa państwa w dzisiejszej rzeczywistości jest bezpieczeństwo ekonomiczne. Jeżeli państwo jest bogate, jeżeli liczy się w światowej gospodarce, to inaczej jest traktowane w negocjacjach czy w obliczu jakichkolwiek problemów, czy konfliktów zbrojnych. Biorąc to pod uwagę, jeżeli wytransferujemy – zresztą po raz kolejny – miliardy złotych za granicę, a nie zainwestujemy ich w Polsce, to jest to działanie szkodliwe dla polskiej gospodarki. Wybierając ofertę firmy, która produkuje śmigłowce w Polsce, można było zaoszczędzić przynajmniej kilka miliardów złotych, które wróciłyby do budżetu państwa w formie różnych podatków czy innych danin publicznych. Natomiast, jeżeli ktoś decyduje się na inne rozwiązanie, gdzie po wskazaniu na Airbusa powstanie czy zostanie utrzymanych we Francji kilka tysięcy miejsc pracy, narażając się na to, że tyleż samo miejsc pracy nie zostanie utworzone czy wręcz zostanie zlikwidowane w Polsce, nie biorąc już pod uwagę interesów kooperantów, którzy mogliby, a wszystko wskazuje, że nie zarobią na tym przedsięwzięciu, to bez wątpienia jest to działanie wbrew interesowi państwa polskiego. Bezpieczeństwo gospodarcze i tworzenie potencjału obronnego jest ogromnie ważne i tak oczywiste, że aż dziwne, iż obecny rząd tego nie dostrzega. Nie ma poważnego, liczącego się państwa, które kupowałoby uzbrojenie od innych w sytuacji, kiedy może je wyprodukować u siebie czy to przez rodzime fabryki, czy to przez firmy, które inwestują i lokują swoją produkcję w danym kraju.                 

PiS przygotowało dezyderat, który miał wezwać rząd do wstrzymania się z podpisaniem umowy z francuskim producentem do czasu wyłonienia nowego rządu…

– W Sejmie jest tak, że na początku każdego posiedzenia plenarnego czy komisji przedstawiany jest porządek obrad, a prowadzący zadaje pytanie, czy jest wniosek, propozycja uzupełnienia o kwestie ważne związane z aktualnymi wydarzeniami. Ponieważ I etap przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii został zakończony i do fazy testów został wyłoniony jeden śmigłowiec francuski Caracal i pomimo iż zapowiadano, że testy potrwają ok. 30 dni, a trwały niewiele ponad tydzień, co naszym zdaniem jest dość krótkim czasem na sprawdzenie wszystkich parametrów technicznych, co więcej mimo deklaracji do udziału w testach nie dopuszczono strony społecznej, co zapewniłoby transparentność tego postępowania, co więcej rząd, jak mówią media, będzie chciał zakończyć całą procedurę przetargową do września, wobec tego uznaliśmy, że to nadzwyczajne przyspieszenie rządu w tej sprawie wymaga zastopowania. Najlepszym sposobem jest podjęcie dezyderatu, który zobowiązałby ministra obrony do powstrzymania się z podpisywaniem umowy o zakupie śmigłowców do czasu jesiennych wyborów parlamentarnych. Stawiamy sprawę jasno, legitymację do tego, aby decydować o kwestiach tak ważnych dla polskiej gospodarki, dla budżetu Polski będzie miał nowy rząd wyłoniony po jesiennych wyborach. Do tego czasu ta umowa nie może być podpisana, chyba że ktoś obawia się, że przetarg rzeczywiście został przeprowadzony w sposób nierzetelny. Nowa władza, mając dostęp do dokumentów, będzie mogła ocenić, czy oferta Airbusa się broni, być może trzeba ją doprecyzować, czy może należy ten przetarg unieważnić i całą procedurę przeprowadzić jeszcze raz od nowa.

Wniosek PiS został jednak storpedowany przez przewodniczącego sejmowej Komisji Obrony Narodowej Stefana Niesiołowskiego, który w kampanii prezydenckiej był nieobecny, teraz znów się pojawia i to z mocnym akcentem. Jak to wyglądało?

– Przewodniczący Stefan Niesiołowski zerwał posiedzenie Komisji Obrony Narodowej, do czego w mojej ocenie nie miał prawa. Zrobił to w sposób rażąco nieprofesjonalny, w sposób, który uchybia powadze Sejmu RP. Mieliśmy jeszcze jeden punkt dotyczący gospodarki, a konkretnie założeń offsetowych i chcieliśmy do porządku obrad dołożyć kolejny – właśnie dotyczący dezyderatu. Umożliwiłoby to głosowanie i niewykluczone, że uzyskalibyśmy większość. Tymczasem przewodniczący Niesiołowski zerwał posiedzenie komisji, być może obawiając się, że taki dezyderat powstałby, a co za tym idzie rząd zostałby formalnie zobligowany, aby powstrzymać się z ostatecznym podpisaniem umowy. Trudno zrozumieć tę panikę, być może komuś nadzwyczaj zależy, żeby całą sprawę zakończyć jeszcze przed wyborami.

Czego obawia się PO, odrzucając ten dezyderat?

– W naszej ocenie, sprawa powinna zostać zbadana dogłębnie. Pośpiech zwłaszcza w tak istotnych sprawach jak wybór śmigłowca dla polskiej armii jest złym doradcą. Być może ktoś ma świadomość, że po wyborach i dokładnej analizie sprawa ta zakończy się niepomyślnie. Powiedzmy sobie wprost, niewykluczone, że ocena umowy mogłaby być negatywna, że jej warunki mogły być lepiej wynegocjowane, że być może nie ten helikopter powinien być wybrany. Jeżeli umowa zostanie zawarta teraz, to po jesiennych wyborach nowemu rządowi będzie bardzo trudno ją unieważnić i grube miliardy złotych będą wydane niekoniecznie na najlepszy dla nas sprzęt. Widać komuś na tym bardzo zależy.

Rząd PO – PSL w tej sprawie ma coś do ukrycia?

– Obserwując nawet z zewnątrz, można dostrzec, że coś w tej sprawie jest na rzeczy. Myślę, że każdy z nas powinien sobie odpowiedzieć na pytanie co… Nie chciałbym się narazić na proces o naruszenie czyichś dóbr osobistych, ale sprawa jest dość oczywista, dlatego stawiamy ją bardzo jasno. Jeżeli wiceminister Mroczek twierdzi, że cały przetarg był przejrzysty, transparentny, nie budzi żadnych wątpliwości, że jest to najlepsza z możliwych ofert, to w naszej ocenie tym bardziej powinien się przychylić do wniosku, aby sprawę przeanalizował i jeżeli rzeczywiście jest to bezapelacyjnie najlepsza oferta dopiął nowo wyłoniony rząd. Być może nie jest to najlepsza oferta dla Polski i stąd te gorączkowe ruchy i pośpiech. Warto też zwrócić uwagę na zachowanie koncernu Airbus, chodzi o włączenie się w kampanię prezydenta Komorowskiego, zresztą ta kwestia pojawiła się również w debacie. Kolejna kwestia dotyczy kampanii reklamowej, nie tylko organizowanej przez Airbusa, ale także przez miasta, które rzekomo mają skorzystać na przetargu. Wygląda to tak, jakby próbowano wzbudzić przeświadczenie, że Łódź, Radom czy Dęblin skorzystają na wyborze oferty Airbusa, a nie skorzystałyby w przypadku innych ofert. I tu trzeba przeciąć tę nieprawdziwą narrację i powiedzieć, że wprost przeciwnie – też by skorzystały. Pojawiła się spora ilość ogłoszeń, np. w „Gazecie Wyborczej”, które za reklamę rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych mają zmiękczyć część mediów, żeby o sprawie nie pisały. Myślę, że jest to też próba dla polskiego dziennikarstwa, dla polskich mediów, czy będą w sposób rzetelny informowały i relacjonowały sprawę przetargu śmigłowcowego, przedstawiając argumenty obydwu stron, czy staną po czyjejś stronie…

Jak skomentuje Pan wypowiedź wicepremiera Siemoniaka, który odnosząc się do apeli PiS, stwierdził, że próbujecie politycznie rozegrać sprawę śmigłowca?

– Jeśli się nie ma argumentów, to mówi się, że sprawa jest polityczna. Po to jesteśmy politykami i po to jesteśmy w Sejmie, żeby dbać o dobro wspólne obywateli Polski. Jeżeli oceniamy, że ten kontrakt jest niejasny, a wręcz szkodliwy dla Polski, dla naszych firm i ich pracowników, którzy mogą stracić miejsca pracy i ratując się, będą musieli wyjechać za chlebem za granicę, jeżeli uważamy, że inne oferty w najgorszym wypadku nie były gorsze, za to ich wybór stwarzałby perspektywy dla polskiej gospodarki, to nie wolno nam milczeć. Trzeba podjąć dyskusję, rozmawiać na argumenty, a nie zamykać sprawę, jak zrobili to prezydent Komorowski i min. Siemoniak, twierdząc, że interesuje ich wyłącznie to, kiedy śmigłowiec zostanie dostarczony i czy spełnia wymagania techniczne, nic więcej. Mieć takie klapki na oczach i jeszcze komuś zarzucać, że sprawa jest rozgrywana politycznie, jest niepoważne. Sprawa tego przetargu ma być rozstrzygnięta zgodnie z polskim interesem, z interesem państwa polskiego i Polaków, którzy żyją w naszym kraju, a nie w interesie obywateli Francji czy jakiegokolwiek innego państwa.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki