Pieniądz nie ginie
Wtorek, 26 maja 2015 (09:57)Z prof. Jerzym Żyżyńskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, członkiem sejmowej Komisji Finansów Publicznych, rozmawia Rafał Stefaniuk
W jakim stanie ekonomicznym Polski przyjdzie rozpoczynać urzędowanie Andrzejowi Dudzie?
– Andrzej Duda obejmuje kraj w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej. Jesteśmy krajem podrzędnym i peryferyjnym, który nie ma specjalnych atutów rozwojowych. Nie mamy silnych gałęzi przemysłu, które budowałyby silną pozycję Polski. W międzynarodowym podziale pracy zepchnięto nas do pozycji kraju, który podporządkowany jest dyktatowi Unii Europejskiej, lecz głównie Niemiec. Naszym zachodnim kontrahentom chodzi o to, żebyśmy produkowali jak najtaniej i to jest jeden z powodów biedy Polaków. Mamy jedne z najniższych płac w Europie, ale za to największe poczucie braku perspektyw wśród osób młodych.
Są jakieś pozytywy?
– Całkiem dobrze przędzie rynek usług. Mamy tam nadwyżkę rachunku bieżącego. Ale gdy się temu bliżej przyjrzymy, to zaobserwujemy, że sukcesy odnosimy w produkcji oprogramowania do smartfonów czy w pisaniu gier komputerowych. Gry, choć są dobre i sprawiają przyjemność, to jednak istotniejszy jest przemysł, a ten stoi słabo. Po prostu nie stworzono koncepcji przejścia od gospodarki, którą odziedziczyliśmy po PRL, do funkcjonowania w ramach Unii Europejskiej.
Na co w pierwszej kolejności w kwestii ekonomicznej uwagę powinien zwrócić prezydent elekt?
– Jakby Rada Ministrów nie rządziła, to zawsze robi to pod wpływem wielu bieżących czynników i różnych grup nacisku. Rząd jest wieloma sprawami czy powiązaniami uwarunkowany. Zadaniem prezydenta będzie motywowanie rządu do działań w określonym kierunku. Na pierwszy front powinno pójść zmniejszanie nierówności. Dalej jest to, o czym Duda mówił, a więc zastopowanie szkodliwej prywatyzacji, choć już i tak niewiele zostało. Platforma dobiła przemysł polityką prywatyzacyjną. Trzeba także wzmacniać ekonomiczną pozycję kraju w ramach UE.
Duda dużo uwagi w kampanii poświęcił kwestii emerytur…
– To, co zrobiono z polskim systemem emerytalnym, jest karygodne. W tej kwestii do poprawienia jest bardzo wiele. Platforma ze szczególną dbałością dążyła do wspierania złych tendencji ze strony pracodawców, żeby zatrudniać ludzi na umowy nieobciążone ZUS-em. Miało to zmniejszyć koszty pracy. To jest błąd! Bo, jak wiadomo, żeby uzyskać jakiś efekt, to zawsze trzeba ponieść koszty. Zbudowano więc chorą strukturę. Andrzej Duda świetnie zdaje sobie sprawę z tej sytuacji. A dla Polaków ważne jest, jak prezydent postrzega ich problemy.
Postulował także za podniesieniem kwoty wolnej od podatku do poziomu 8 tys. zł…
– Oczywiście budżet bezpośrednio traci na podniesieniu kwoty, ale są pewne efekty wtórne, z czego wiele osób nie zdaje sobie sprawy. Przecież ten pieniądz nie ginie. On pozostaje po stronie ludzi. I to w pierwszej kolejności tych niezamożnych. Następnie zostaje wydany. Bo przypomnijmy, że ludzie biedni mają prawie 100-procentową stopę konsumpcji. To oznacza, że ich pieniądze prawie w całości są wydawane i to na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Jeżeli wydają, to ktoś zarabia. A zarabiają zwłaszcza lokalni przedsiębiorcy. Wpływy zwiększają się także z udziału podatku VAT. Próbowałem to bardzo ostrożnie policzyć i wyszło mi, że budżet straci na tym niewiele. Ale przy tym zaobserwujemy wiele pozytywnych zjawisk wokół gospodarki.