Konsekwentna gra Dudy
Wtorek, 26 maja 2015 (04:16)Z dr. Marcinem Zarzeckim, socjologiem polityki i wicedyrektorem Instytutu Socjologii UKSW, rozmawia Rafał Stefaniuk
Zwycięstwo Andrzeja Dudy jest początkiem zmiany wśród elit politycznych?
– Na pewno tak, jest to początek. Dobrze, że użył Pan tego określenia. Ale zobaczymy, na ile będzie to ewolucyjne. To zwycięstwo jest symptomem wskazującym nie na radykalne zmiany w obrębie elit politycznych, ale na radykalną zmianę w świadomości Polaków. Wyborcy wreszcie zaczęli dostrzegać, że działania PO prowadzą do coraz większego rozwarstwienia społecznego. Już nawet ten stały elektorat PO nie ma argumentów, aby bronić swojej partii. Zwycięstwo Andrzeja Dudy mówi nam o zmianach w percepcji wyborców, w tym przez lojalistyczne grupy platformersów. Mówi nam także o tym, co się dzieje wewnątrz PO, mimo podtrzymywania twierdzeń o pełnej jedności.
A całe elity polityczne przez to ulegną zmianie?
– Pewnie nie. Do tego wymagany jest czas. Musimy przede wszystkim czekać na wybory parlamentarne. System polskiej władzy wykonawczej sprawia, że funkcja prezydenta nie jest silna. Ale teraz Platforma nie może mieć tego luksusu, że nikt się jej nie przeciwstawi. A zauważmy, że ujawniło się u nas pewne zjawisko, w którym gdy jedna partia traci poparcie, to inne próbują ugrać coś dla siebie. To widać wśród komentatorów lewicy, którzy mocno uderzają w Platformę. Przy dobrej współpracy PiS i prezydenta Dudy i przy odwracaniu niektórych reform Platformy, takich jak reforma emerytalna, to może dojść do wypychania kandydatów PO przez kandydatów PiS. Będziemy więc świadkami bardzo ciekawych zjawisk.
Pod względem warsztatowym jaka była ta kampania przed II turą wyborów?
– Była całkowicie inna niż ta w I turze. W II turze walka była wyrównana, bo sztab Komorowskiego wreszcie zaczął działać. Zaczęto szukać pomysłu na sprzedaż swojego kandydata. Jednak pewne rzeczy były nie do odrobienia. Jeżeli lekceważyło się społeczeństwo i przed I turą nie prowadziło się kampanii, to w 2 tygodnie nie da się wszystkiego nadrobić. Wykorzystywano także marketing szeptany i wirusowy. Pojawiły się „hejty” w internecie. Była to kampania oparta głównie na spotach negatywnych. Ale tak jest w II turze, tu nie ma miejsca na półśrodki czy niedopowiedzenia. Wreszcie pojawiły się także debaty. I te w mojej ocenie były kluczowymi elementami. Wszystkie badania pokazują, że zwolennicy kandydata będą oceniać go jako zwycięzcę. Dlatego debaty kierowane są do niezdecydowanych. To była profesjonalna kampania po stronie każdego z kandydatów.
To co pomogło Andrzejowi Dudzie?
– Konsekwencja w działaniach. Wykonał potężną pracę, wykorzystując bezpośredni kontakt z wyborcami. Po I turze, gdy segmentowano ponownie klientów, zauważono terytorialnie, że w pewnych regionach otrzymał mniejszą liczbę głosów i w II turze z chirurgiczną precyzją operowano wokół tych obszarów, które były strategiczne. To była więc kampania przemyślana bardzo mocno przez ludzi z PiS i bardzo profesjonalna.
Pana studenci będą czytać o niej w podręcznikach?
– Myślę, że nie było aż tak dobrze. Taką kampanią była ta w 1995 r., kiedy to Aleksander Kwaśniewski wykorzystał doświadczonych francuskich spin doktorów. Ta kampania była profesjonalna, ale w ostatnim czasie wszystkie są profesjonalne. Już teraz na amatorską kampanię może pozwolić sobie tylko polityczny plankton. Na pewno to, co zaskoczyło w tej kampanii, to było wykorzystanie internetu, aby zdobyć poparcie ludzi młodych. Oni w tej przestrzeni wirtualnej funkcjonują i jest to dla nich świat naturalny. Na pewno ciekawe w tej kampanii były rozwiązania z marketingu szeptanego, z wykorzystaniem memów politycznych, grup notariuszy, którzy kontrolowali fora internetowe i zamieszczali komentarze korzystne dla wybranych kandydatów bądź hejtowali zdanie innych. Pod tym względem kampania była bardziej intensywna niż poprzednie.