Ważne uzbrojenie i zaplecze
Piątek, 22 maja 2015 (03:17)Z gen. bryg. rez. Janem Baranieckim, zastępcą dowódcy Wojsk Lotniczych Obrony Powietrznej w latach 1997-2000, rozmawia Marcin Austyn
Stawianie przez wojsko na francuski śmigłowiec, gdy w kraju mamy działające zakłady dwóch innych światowych producentów, ma swoje uzasadnienie?
– Obserwacja przetargów realizowanych przez Ministerstwo Obrony Narodowej, związanych z ustawową sumą przeznaczaną na finansowanie Sił Zbrojnych RP w wysokości 1,95 proc. PKB rocznie, nie warta była uwagi od 2009 roku. Wszystko przez to, że ekipy rządzące związane z PO i PSL tak ustawiały te przetargi, aby formalnie nie mogły być zrealizowane. W efekcie każdy rok budżetowy zamykano, przenosząc ważny i znaczący przetarg dla armii na kolejne lata. Tak sztucznie ratowano się przed Trybunałem za łamanie Konstytucji RP. Taką „machlojkę” stosowano przez kilka lat z rzędu. My, wojskowi, widząc te rządowo-prezydenckie sztuczki, reagowaliśmy pustym śmiechem. Podobnie teraz reagujemy na „troskę” rządzących o niepodległość Polski, szumnie głoszoną po napaści Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Od wielu lat – już prawie oficjalnie – na przetargi zbrojeniowe w Polsce mają wpływ przedziwne grupy lobbujące. Najważniejsza to ta „zachodnia”, funkcjonująca pod przywództwem Władimira Putina, powstała w okresie wyjścia wojsk sowieckich z NRD. To ona dba o siłę polskiej armii i przemysłu polskiego, w kwietniu 2015 roku znalazła zakład budujący śmigłowce w Europie.
Może takie rozwiązanie ma swoje plusy?
– Chciałbym tu przypomnieć lata 1938-1939 i historię zakupu uzbrojenia dla Polski, a szczególnie kwestię dostaw i zapłaty. Wracam do tych zdarzeń, bo taki scenariusz zapewne się powtórzy. Szczególnie, że w ekipie lobbystów „zachodnich” jest „prorok”, który wie, kiedy wybuchnie III wojna światowa. Stąd po ogłoszeniu decyzji w przetargu śmigłowcowym, jako stary żołnierz i doświadczony logistyk wojskowy straciłem mowę. Wiedzę trzeba czerpać z doświadczeń naszych poprzedników. Trzeba analizować historię i wyciągać wnioski. Przypomnę, że przed II wojną światową produkowaliśmy w kraju kilka typów samolotów klasy światowej, prawie wszystkie na eksport. Lotnictwo polskie praktycznie posiadało tylko samoloty starego typu P-11, najgorsze z produkowanych w kraju. Wracam do tego, bo przyczyny takiej sytuacji były podobne jak obecnie. Państwo jest biedne, a lotnictwo wojskowe, wbrew temu co się mówi, nie było i nie jest priorytetem w armii polskiej.
Jednak polscy lotnicy w czasie wojny zdali egzamin...
– Rzeczywiście, mimo tak słabych maszyn i kilkakrotnej (trzy do pięciu razy) przewagi ilościowej lotnictwa niemieckiego, odnosiliśmy sukcesy. Na naszą korzyść przemawiały – mimo wszystko – stosunkowo duża ilość maszyn polskiej produkcji (225 sztuk) i - co istotne - możliwości techniczne poprawy niektórych parametrów bojowych samolotu w każdym dniu wojny. To te czynniki dały Polsce największe osiągnięcia w niszczeniu lepszych maszyn wroga. Nasze P-11 zestrzeliły 333 różne samoloty niemieckie. Widać zatem, że produkcja samolotów w kraju, nawet mimo błędów w wykorzystaniu niektórych ich typów, spowodowała, że straty lotnictwa niemieckiego były w 1939 roku najdotkliwsze w Polsce.
Chce Pan powiedzieć, że w przetargu śmigłowcowym nie doceniono tej najważniejszej zalety?
– Polska na swoim terytorium posiada ważne w tym rejonie Europy zakłady lotnicze (Mielec, Świdnik, Rzeszów) produkujące śmigłowce i silniki. Tymczasem oddaje się produkcję śmigłowca bojowego państwom zachodnim. To w Polsce, w Mielcu, produkowany jest Black Hawk, sprawdzona w całym świecie bojowa maszyna. Dla USA jest ona wystarczająca, a dla nas jest za mała. W Świdniku produkujemy duży śmigłowiec z polskim „wsadem”. Jego dostosowanie do naszych potrzeb to kwestia tygodni lub miesięcy. Tymczasem Caracala zbudowanego w Polsce zobaczymy najwcześniej pewnie za 15 lat. Podejmując decyzje dotyczące przezbrojenia armii, musimy dokonać analizy tego, kiedy i na jakie zagrożenie chcemy być gotowi. W mojej ocenie, Polsce natychmiast potrzebne jest uzbrojenie strzeleckie z nowoczesnym wyposażeniem i najlepiej dwa lub trzy krajowe zakłady produkcyjne w tym zakresie. Niezbędne jest uzbrojenie rakietowe i bombowe najnowszych typów dla samolotów klasy światowej (F-16), a w offsecie zakłady produkcyjne. I co ważne, nie doprowadzajmy najpoważniejszego sojusznika Polski do zawału. Dziś jesteśmy bezbronni, a tylko Stany Zjednoczone mogą nam sprzedać i udostępnić najnowocześniejsze systemy uzbrojenia dla naszych nowoczesnych samolotów bojowych. Trzeba być krótkowzrocznym politykiem, by nie widzieć tu potrzeby pielęgnacji przyjaznych stosunków, także tych ekonomicznych.