• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Probierz o zakończeniu kariery

Czwartek, 21 maja 2015 (20:16)

W piłkarskiej ekstraklasie emocje sięgają zenitu, ale niestety nie takie, jakich byśmy oczekiwali. Jagiellonia Białystok czuje się pokrzywdzona przez sędziego w meczu z Legią, a warszawianie skarżą się na nierówne traktowanie. Niezależnie od wszystkiego na czele wyścigu o tytuł znów są samotnie Lech Poznań i Legia.

Środowy mecz na Łazienkowskiej oczekiwany był z wielkimi nadziejami, i nie zawiódł. Owszem, jego poziom nie w każdym momencie zachwycał, ale nie brakowało walki i to do ostatnich sekund. Swoje szanse mieli jedni i drudzy, a wszystko rozstrzygnęło się w ostatnich sekundach. A konkretnie ósmej minucie doliczonego czasu gry. Wpierw goście domagali się rzutu karnego. Sytuacja była niejasna, gdyby sędzia Paweł Gil jedenastkę podyktował, obroniłby swą decyzję, ale też chyba nie popełnił wielkiego błędu jej nie dyktując, bo żeby to uczynić trzeba być pewnym swych racji. Gil nie zawahał się jednak sekundy później, gdy nabity piłką w rękę w „szesnastce” Jagiellonii został Giorgi Popchadze. Wskazał na „wapno”, okazję wykorzystał Orlando Sa. Legia wygrała, utrzymała dystans do Lecha, a Jagiellonia pozostała na miejscu trzecim, tyle że ze stratą czterech punktów do lidera.

Po meczu zawrzało. I to dosłownie wszędzie. Michał Probierz, trener Jagiellonii, grzmiał, że trzeba się zastanowić nad sensem polskiej piłki, a w emocjach przyznał, że przez moment zastanawiał się, czy nie rzucić zawodu. Jego podopieczni głośno i jednoznacznie dawali wyraz temu, co się stało. Na boisku i w szatni doszło do słownych przepychanek.

Jedynym, który pracę arbitra ocenił wysoko, był Henning Berg, trener Legii. Nie można mu się dziwić, bo chyba nie mógł postąpić inaczej, skoro jego drużyna otrzymała bezcenny prezent. Norweg zwrócił jednak uwagę na inną rzecz. – Zauważyłem, że w Polsce Legia wzbudza ogromne emocje. Jeśli jakiś sędzia podejmie decyzje dla nas korzystne, to wszyscy o tym mówią i piszą. Jeśli jest odwrotnie, czyli ktoś nas skrzywdzi, to jest w porządku i nikt na ten temat się nawet nie zająknie – podkreślił.

Przewodniczący kolegium sędziów PZPN Zbigniew Przesmycki domaga się zawieszenia Gila po środowym spotkaniu na kilka ligowych kolejek. Sytuacja dziwi, bo przewodniczący Przesmycki, nie tak dawno wyjaśniając, kiedy karny się należy, niemal identyczną sytuację kwalifikował na rzut karny...

Na szczycie grupy mistrzowskiej, i to samotnie, znów znalazły się Lech i Legia, czyli główni faworyci rozgrywek. „Kolejorz” w dobrym stylu pokonał Śląsk Wrocław 3:0, wynik ustalając już do przerwy. Prowadzi, jednak tylko z punktem przewagi nad Legią. Ogromnej szansy utrzymanie bezpośredniego kontaktu z najlepszą dwójką nie wykorzystała Wisła Kraków. Grała u siebie z Pogonią Szczecin, do 94. minuty prowadziła 2:1, lecz zremisowała. 2:2 to ulubiony wynik wiślaków za kadencji Kazimierza Moskala, a ich znakiem rozpoznawczym stały się także tracone bramki w ostatnich sekundach. Nie może zatem dziwić złość trenera. – Jeśli ma się taki zespół, strzela się bramkę dającą prowadzenie w 86. minucie, to nie można nie dowieźć zwycięstwa do końca. A jednak tak się stało. Mam wielki żal, że nie potrafiliśmy, mając takich zawodników w składzie, zorganizować się i wytrzymać parę minut do końca meczu – powiedział.

Lech ma obecnie punkt więcej od Legii, cztery punkty więcej od Jagiellonii, pięć od Lechii Gdańsk i sześć od Wisły. Czy w wyścigu o tytuł pozostała już tylko wielka dwójka? Sporo może się rozstrzygnąć już w najbliższej kolejce, w której Lech zagra w Gdańsku, Legia w Szczecinie, a Jagiellonia spotka się z Wisłą.

Piotr Skrobisz