• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Branża szklarska to trudny i wymagający rynek

Czwartek, 21 maja 2015 (05:11)

Z Dariuszem Gawrońskim, dyrektorem generalnym Krośnieńskich Hut Szkła „Krosno” SA, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Krośnieńskie Huty Szkła mimo postawienia w stan upadłości likwidacyjnej wciąż produkują, mało tego – zwiększają zatrudnienie. To chyba dobrze rokuje…?

– Zatrudnienie staramy się zawsze dostosowywać do naszych zamówień handlowych. Jeżeli mamy mniejszą ilość zamówień, to niestety część osób jesteśmy zmuszeni zwolnić. Wówczas odchodzą od nas pracownicy, którym kończą się umowy zawarte na czas określony. Natomiast jeżeli mamy większą ilość zamówień, a tak jest np. obecnie, i nie jesteśmy w stanie ich zrealizować siłami, którymi aktualnie dysponujemy, to zatrudniamy dodatkową ilość pracowników. Aktualnie jesteśmy obłożeni dużymi zamówieniami i dlatego musieliśmy zatrudnić nowe osoby.

Czy łatwo znaleźć specjalistów dla branży hutniczej?

– Zatrudniliśmy 120 osób na wydziale obróbki ręcznej. Uruchomiliśmy także czterobrygadowy system pracy, co oznacza, że produkujemy przez siedem dni w tygodniu. Część z nowo zatrudnionych to hutnicy, a część to osoby pomocnicze, które pomagają hutnikom wyprodukować dany wyrób. Region krośnieński słynie z produkcji szkła, bo  – przypomnę – kiedyś funkcjonowało tu znacznie więcej hut niż dzisiaj, stąd znaleźć ludzi, którzy znają się na obróbce szkła, jest dzisiaj sprawą jeszcze stosunkowo łatwą. W miarę upływu czasu może być jednak z tym problem, dlatego zamierzamy wprowadzić wewnętrzny system szkolenia hutników. Będzie on polegał na tym, że bardziej doświadczeni hutnicy zajmą się szkoleniem mniej doświadczonych czy nowych adeptów, którzy będą się chcieli uczyć i szkolić do tego zawodu. Rynek pracy ewoluuje w innych kierunkach, stąd coraz trudniej znaleźć dziś wykwalifikowanych hutników szkła, nie ma też szkół, które kształciłyby w tym zawodzie, tak jak to było dawniej. To wszystko sprawia, że na rynku nie ma nadwyżki hutników, dlatego sami musimy zadbać o nowe kadry.

Co sprawia, że dobrze prosperujący zakład, jakim są KHS – firma bądź co bądź o ugruntowanej renomie nie tylko w Polsce – nie może znaleźć nabywcy?

– To trudne pytanie. Trzeba wziąć pod uwagę, że jest to duży zakład, dodatkowo branża hutnicza, w obrębie której funkcjonujemy, jest trudnym obszarem. Zakład jest przygotowywany do sprzedaży raczej dla inwestora branżowego – czyli dla huty, która zna się na produkcji szkła, a nie pod inwestora finansowego. Sądzę, że na razie zaporowa jest także cena, jaką potencjalny nabywca musiałby wyłożyć, kupując Krośnieńskie Huty Szkła. Uważam, że gdyby była niższa, to pewnie już dawno znalazłby się nabywca, np. jakiś fundusz inwestycyjny, który kupiłby zakład, a za kilka lat sprzedałby cały majątek z dużym zyskiem.

Kolejne przetargi nie przyniosły rozstrzygnięcia. Czy w ogóle jest zainteresowanie KHS?

– Kupnem KHS jest zainteresowanych kilku poważnych inwestorów branżowych. Jednak czy znajdzie się nabywca, to okaże się – mam nadzieję – już 14 lipca, kiedy odbędzie się kolejny przetarg, a jeżeli nie, to w perspektywie najbliższych kilkunastu miesięcy. To, że KHS nie znajdują nabywcy, to jeszcze nie jest katastrofa, ponieważ firma prosperuje, jest w ciągłym ruchu i – co ważne – zatrudnia. Jeżeli nowy inwestor będzie chciał dokonać zakupu, to przejmie firmę z pracownikami, z rynkiem zbytu i z majątkiem, który przez okres funkcjonowania przedsiębiorstwa w upadłości nie został zdegradowany czy rozczłonkowany, a wręcz przeciwnie – jest utrzymywany w dobrym stanie. Nowy inwestor będzie mógł zatem kontynuować produkcję i w dalszym ciągu rozwijać zakład z korzyścią dla siebie i zatrudnionych tu pracowników.

Jakim zainteresowaniem cieszą się wyroby KHS?

– Nie ukrywam, że branża szklarska to trudny obszar, trudny i wymagający jest także rynek zbytu, który zmienia się bardzo dynamicznie. Stąd cały czas trzeba monitorować to, co się dzieje w świecie, żeby nie wypaść z obiegu. Tym bardziej że konkurencja jest bardzo duża i patrzy nam na ręce. Mimo to dajemy sobie radę. Uczestniczymy w targach branżowych w Europie i nie tylko, co pozwala rozszerzać kontakty i pozyskiwać nowych odbiorców. Do 30 proc. naszych wyrobów trafia na rynek krajowy, pozostałą część stanowi eksport.

Gdzie trafiają wyroby KHS?

– Sprzedajemy i można powiedzieć jesteśmy obecni na rynkach kilkudziesięciu krajów całego świata. Europa, Ameryka, bo nie tylko Stany Zjednoczone, Meksyk, Brazylia, Chiny, Australia, Nowa Zelandia – to może świadczyć, że spektrum eksportu naszych wyrobów jest dosyć szerokie. Są także perspektywy otwarcia na kolejne rynki. Mam nadzieję, że jeżeli uda się sprzedać KHS po dobrej cenie, to uda się spłacić dużą część wierzycieli, bo zadłużenie firmy było spore. Nie sądzę, żeby z pieniędzy pozyskanych ze sprzedaży KHS udało się zaspokoić wszystkich wierzycieli. Jednak im wyższa będzie cena, za jaką KHS zostaną sprzedane, to tym więcej z nich odzyska swoje pieniądze. Inwestor branżowy, jeżeli taki kupi KHS, to mam nadzieję, że będzie nadal inwestował w rozwój firmy, być może też w nowe technologie. To z kolei pozwoliłoby na co najmniej utrzymanie zatrudnienia i gwarancje pracy dla załogi.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki