Hamilton na 3 lata w Mercedesie
Środa, 20 maja 2015 (20:17)Brytyjczyk Lewis Hamilton przedłużył na trzy lata kontrakt z Mercedesem. Choć kwestie finansowe strony utrzymały w tajemnicy, mówi się, że został najbogatszym kierowcą w Formule 1.
Hamilton i Mercedes negocjowali już od dawna. Raz byli blisko, innym razem się od siebie oddalali, a sprawy nie ułatwiały stosunki panujące między Brytyjczykiem a drugim kierowcą teamu, Niemcem Nico Rosbergiem. Mówiąc delikatnie – chłodne. Nikt jednak nie chciał się rozstać. Hamilton miał świadomość, że Mercedes to obecnie najlepsze miejsce pracy w F1, a zespół wiedział, że nie znajdzie nikogo lepszego od Brytyjczyka.
W ubiegłym sezonie Lewis został mistrzem świata, tocząc do końca porywającą walkę z Rosbergiem. Wygrał jednak dużo więcej wyścigów od Niemca i w zgodnej opinii na tytuł zasłużył. W 2015 r. nie zwolnił. Z pięciu do tej pory rozegranych eliminacji był najszybszy w aż trzech. W dwóch zajął drugie miejsce i oczywiście zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji generalnej cyklu.
W ubiegłym tygodniu Hamilton poinformował, że będzie miał coś ciekawego do przekazania tuż przed Grand Prix Monte Carlo. Także jego szefowie tłumaczyli, że chcieliby wszystko sfinalizować w najbliższej przyszłości. I dziś strony przyznały, że umowa została parafowana.
– W Mercedesie czuję się jak w domu i jestem bardzo szczęśliwy, że spędzę tu kolejne trzy lata. W tym teamie imponuje mi podejście do swych obowiązków każdego, każdy jest prawdziwym pasjonatem wyścigów. Nawet po ubiegłorocznym, tak wspaniałym sezonie, każdy chce jeszcze więcej i ja myślę identycznie – powiedział Hamilton. – Bolid, jakim obecnie dysponuję, jest zdecydowanie najlepszym pojazdem do ścigania, jaki kiedykolwiek miałem do dyspozycji. Rywalizowanie w nim jest przyjemnością – dodał.
Strony oficjalnie nie poinformowały o finansowych szczegółach kontraktu. Brytyjskie media już w ubiegłym tygodniu podały jednak, że ich rodak za trzyletnią umowę dostanie niewiarygodne 130 milionów funtów, co uczyniłoby z niego najlepiej opłacanego kierowcę Formuły 1. I można w te rewelacje spokojnie wierzyć.
Piotr Skrobisz