Mało profesjonalny autorytet
Środa, 20 maja 2015 (04:18)Z dr Hanną Karp, medioznawcą, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk
W swoim programie Tomasz Lis przytaczał wpis na Twitterze, który rzekomo zamieściła córka Andrzeja Dudy. Wpis ten uderza w kandydata PiS na prezydenta. Jak się później okazało Kinga Duda nie miała nic wspólnego z tym wpisem. W Pani ocenie poważny program telewizyjny mógł pozwolić sobie na niesprawdzenie prawdziwego autora wpisu?
– Jesteśmy w końcowym etapie kampanii wyborczej, gdy każda informacja o kandydatach ma wielkie znaczenie. Tak nieprofesjonalne podejście do sprawy przez dziennikarza, który chciałby być autorytetem w swojej dziedzinie, kompromituje nie tyle postać Tomasza Lisa, ale podaje w wątpliwość profesjonalizm jego miejsca pracy. Jest to dla nas bardzo ciekawa, a zarazem bardzo ważna informacja. To znaczy, że każda dowolna informacja, w żaden sposób nie weryfikowana może być przez niego upubliczniona. Sprawa ta nie może się zakończyć tylko na słowach oburzenia, ale musi mieć konkretne skutki. Oto niemal w przededniu ciszy wyborczej opinia publiczna została wprowadzona w błąd. Prezes Braun powinien wyciągnąć wnioski z całego wydarzenia. W tym wypadku jedyną decyzją może być dymisja Lisa.
Lis po programie przeprosił na Twitterze Kingę Dudę i stwierdził, że nie wiedział, że ktoś się pod nią podszywa. Przeprosiny choć na miejscu, to jednak Twitter nie ma takiego zasięgu jak program w telewizji...
– W tej kwestii przeprosiny są niczym, gdy weźmiemy pod uwagę kontekst przekazanej informacji o wpisie, szybkość jej rozchodzenia oraz jej znaczenie. Było to także uderzenie wprost w kontrkandydata urzędującego prezydenta. Mimo przeprosin skutki tego błędu nie znikają i jest on w dalszym ciągu dyskwalifikacją dziennikarza. Samo tłumaczenie jest także niepoważne. Tak doświadczony dziennikarz powinien zdawać sobie sprawę z tego, że słowo „przepraszam” niczego nie zmienia. Jeżeli prezes TVP Juliusz Braun nie zareaguje, to znaczy, że on także nie rozumie błędu, jaki został popełniony. A to znaczy, że on także nie rozumie znaczenia i wagi informacji dziennikarskiej. Sam więc powinien zastanowić się nad własną dymisją.
Zarówno podczas programu Tomasza Lisa, jak i w całej kampanii prezydenta Komorowskiego wspiera aktor Tomasz Karolak. Jaki cel chce się osiągnąć poprzez angażowanie celebrytów w kampanię?
– Charakter ostatnich wystąpień Karolaka oraz histeria, która im towarzyszyła, pozwala wątpić w powagę samego aktora. Podobnie jak wszystkich tych, którzy zdecydowali się transmitować jego wystąpienie. Zaangażowanie aktora w kampanię wskazało dobitnie myślącym widzom, jak bardzo środowisko celebrytów jest zaangażowane w kampanie polityczne poszczególnych partii i jak jest od tych partii uzależnione. Widzimy, jak bardzo środowiska aktorów i Platformy są ze sobą splecione. Można też odnieść nieodparte wrażenie, że obecnie aktorstwo ma charakter usługowy i funkcjonuje na skinienie poszczególnych polityków.
Swoją debatę prezydencką chciała zorganizować Telewizja Trwam. Niestety sztab Komorowskiego nie odpowiedział na oficjalne zaproszenie. W Polsce dochodzi do stygmatyzowania mediów?
– Prezydent ma prawo wyboru, gdzie chciałby prowadzić debatę i na jakich warunkach. Natomiast brak oficjalnej odpowiedzi świadczy o tym, że prezydent wybiera tylko tych, których akceptuje, a innych świadomie ignoruje, aby wywołać wrażenie, że inni nie istnieją. To kolejny przykład na to, jak prezydent i ugrupowanie, z którego się wywodzi, lekceważą tych, z którymi nie jest im po drodze. Dowodzi to także tego, że w Polsce są środowiska, które są całkowicie ignorowane przez establishment polityczny. Można więc powiedzieć, że środowisko Telewizji Trwam jest stygmatyzowane, a już na pewno symbolicznie naznaczone wielkim znakiem minus, który ma Polakom mówić, że to są ci, z którymi nie warto rozmawiać. Bo to są jacyś „gorsi”, niegodni uwagi… Z jakiego powodu? Nie wiem. Płacą podatki jak każdy obywatel i finansują także urząd prezydenta RP. Wypada, żeby chociażby ktoś ze sztabu Komorowskiego wytłumaczył, dlaczego środowisko Telewizji Trwam i widzów tej telewizji jest niegodne spotkania i rozmowy.