Brudna gra Komorowskiego
Wtorek, 19 maja 2015 (10:18)Niedzielna debata dwóch kandydatów do urzędu prezydenckiego przyniosła brutalne ataki urzędującej głowy państwa na swojego konkurenta, i to niestety oparte na kłamstwach.
Prezydent Komorowski posunął się do przedstawienia w pytaniach nieprawdziwych poglądów Andrzeja Dudy w dwóch sprawach: unijnej polityki klimatycznej i wspólnej polityki rolnej, wyciągając pytania napisane na kartkach i powołując się na jakieś mało znane portale internetowe.
Tak się składa, że od blisko roku pracuję razem z Andrzejem Dudą w Parlamencie Europejskim i po wielokroć słyszałem jego wypowiedzi na sali plenarnej w obydwu sprawach, niepozostawiające żadnych wątpliwości.
Jest on zdecydowanie przeciwny zaostrzeniu polityki klimatycznej, pod czym niestety podpisała się premier Ewa Kopacz, i zdecydowanie wspiera wyrównanie dopłat bezpośrednich w ramach Wspólnej Polityki Rolnej.
Przypisywanie mu innych poglądów jest oczywistym kłamstwem i posuwający się do tego urzędujący prezydent dyskredytuje samego siebie i niestety potwierdza bardzo niekorzystne opinie na temat jego prawdomówności.
Niestety, te kłamstwa były kontynuowane także wczoraj między innymi na spotkaniu z mieszkańcami Katowic, na które ściągnięto niezwykle „zasłużonego” dla Śląska europosła Jerzego Buzka (w czasie swoich rządów zlikwidował 23 kopalnie, a pracę straciło ponad 100 tysięcy górników).
Prezydent Komorowski wyraźnie pobudzony (być może znowu wypił za dużo Red Bulli) znowu krzyczał, żeby Andrzej Duda wyjaśnił, dlaczego postępuje w sposób dwulicowy, dlaczego oszukuje górników.
Mówi to po raz kolejny człowiek, który w sprawie paktu klimatyczno-energetycznego podpisanego najpierw w 2008 przez ówczesnego premiera Donalda Tuska, a teraz w zaostrzonej formie przez premier Ewę Kopacz nie kiwnął nawet palcem.
Przypomnijmy tylko, że w unijnych propozycjach konkluzji w październiku 2014 roku podpisanych przez Ewę Kopacz napisano bardzo wyraźnie: redukcja emisji CO2 o 40% (a w zasadzie nawet o 43%) do roku 2030 w ramach ETS, czyli europejskiego systemu handlu emisjami.
Ta 43-procentowa redukcja zostanie osiągnięta poprzez podniesienie obecnie obowiązującego rocznego współczynnika redukcji z 1,74% do 2,2%, a w konsekwencji cen uprawnień do emisji CO2 do poziomu od 20 do 30 euro za tonę.
Zresztą już od paru lat KE staje na głowie, aby ceny tych uprawnień rosły w ramach obowiązujących rozwiązań redukcyjnych (do roku 2020 o 20% i 20% udział energii odnawialnej w całkowitym zużyciu energii).
Wprawdzie ze względu na światowy i europejski kryzys zapotrzebowanie na energię w Europie w ostatnich latach zamiast wzrosnąć spadało, w związku z tym cena uprawnień do emisji CO2 w ramach wolnego handlu emisjami malała i wynosiła już „zaledwie” 5 euro za tonę CO2.
Najpierw więc KE przeforsowała zdjęcie z rynku 900 mln uprawnień w latach 2014-2016 i przesunięcie ich na lata 2019-2020 (choć to tylko wybieg, zapewne nigdy one na ten rynek nie wrócą), w związku z tym już od lutego tego roku cena uprawnień do emisji CO2 wzrosła do 7-8 euro za tonę.
Ale to wszystko dla KE mało, bo cena na tym poziomie nie wymusza przecież odchodzenia od produkcji energii z węgla i przechodzenia na gaz albo atom, dlatego też KE szukała sposobów, aby podwyższyć cenę uprawnień przynajmniej do 20 euro za tonę, i to już od roku 2020, i dzięki ustaleniom tego szczytu takie ceny osiągnie.
Co więc z tego, że mamy jakąś pulę darmowych uprawnień, skoro elektrownie będą musiały także kupić coraz więcej pozwoleń po znacznie wyższych niż do tej pory cenach, a ponadto inwestować w nowe bloki energetyczne grube miliardy złotych.
Przecież to wszystko trzeba będzie wliczyć w ceny energii elektrycznej i cieplnej, a za chwilę URE zniesie jakiekolwiek ograniczenia w limitowaniu tych cen.
Ruszą więc one z kopyta i zapłaci za nie przemysł likwidacją miejsc w Polsce i przenoszeniem produkcji za naszą wschodnią granicę (tam pakiet nie obowiązuje), zapłacą także gospodarstwa domowe, bo przecież domy i mieszkania trzeba ogrzać i oświetlić.
Pani premier Kopacz chyba jednak nie zdaje sobie sprawy, że sprzedała podstawowe interesy polskiej gospodarki i gospodarstw domowych w naszym kraju za „szklane paciorki i perkal”.
Nie zdaje sobie sprawy także prezydent Bronisław Komorowski, a ponieważ sytuacja na Śląsku jest dla rządzących coraz trudniejsza, dobrze jest znaleźć jakiegoś kozła ofiarnego i w związku z tym uderzono w Andrzeja Dudę.
Co z tego, że to gra nieczysta, skoro przegrana blisko, sięga się nawet po brudne metody.
Dr Zbigniew Kuźmiuk