Ile Sienkiewicza w marszu?
Poniedziałek, 18 maja 2015 (19:45)Z Witoldem Tumanowiczem, prezesem Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości”, rozmawia Rafał Stefaniuk
Według jednego z tygodników podpalenie budki pod ambasadą Rosji podczas Marszu Niepodległości w 2013 r. to efekt polecenia ministra Bartłomieja Sienkiewicza...
– Nie czuję się zaskoczony tymi informacjami, gdyż pogłoski o tym docierały do nas od dłuższego czasu. Natomiast opublikowana rozmowa minister Elżbiety Bieńkowskiej z Pawłem Wojtunikiem potwierdza, że są to uzasadnione oskarżenia. Jest to sprawa oburzająca, gdyż pokazuje, że minister zamawia burdy podczas legalnego marszu. To jest rzecz skandaliczna i niebezpieczna.
Jakiego rodzaju były to pogłoski?
– Kluczowa dla nas jest relacja świadków, którzy byli na miejscu całego wydarzenia. W ich ocenie budka spaliła się zbyt szybko. Twierdzili, że ogień zajął ją całą, tak jakby to był samozapłon. To w żaden sposób nie wyglądało w sposób naturalny.
Gdyby te informacje okazały się prawdziwe, to by potwierdziło tezę, że „państwo polskie istnieje tylko teoretycznie”?
– I co ciekawsze, to minister jest autorem tych słów. To nie jest tak, że nasze państwo istnieje teoretycznie. Ono istnieje faktycznie, ale działa skrajnie źle i niekompetentnie. A to wszystko dzieje się w służbie osób niegodnych zaufania.
Jaki cel chciano osiągnąć poprzez podpalenie?
– Pamiętajmy, że całe wydarzenie miało miejsce pod koniec 2013 r., a więc przed samym maratonem wyborczym. Wiele osób podejmowało decyzję o startach w wyborach, także osoby powiązane z Marszem Niepodległości. Można więc się domyślać, że to miało dyskredytować tę inicjatywę.
Podpalenie miało swoje reperkusje. Zatrzymano w tej sprawie człowieka…
– Tak, zatrzymano człowieka. Następnie umorzono postępowanie. Ale przez 2 miesiące, bez żadnych zarzutów, przetrzymywano go w areszcie. Oczywiście to wyłączenie człowieka z życia na dwa miesiące odbyło się to w majestacie prawa. Teraz okazuje się, że bardzo prawdopodobne jest to, że minister Sienkiewicz wrobił niewinnego człowieka.