• Niedziela, 29 marca 2026

    imieniny: Wiktoryna, Eustachego

Patron trudnej wolności

Sobota, 16 maja 2015 (18:57)

Z o. Aleksandrem Jacyniakiem SJ, kustoszem sanktuarium w Świętej Lipce, rozmawia Małgorzata Jędrzejczyk

Wspomnienie liturgiczne męczennika św. Andrzeja Boboli przypada w połowie kampanii przed drugą turą wyborów prezydenckich. Jak to odczytywać?

– Trudno nie odczytać tego jako znaku Opatrzności. Święty Andrzej Bobola jest patronem Polski. Powinniśmy tę drugą turę wyborów zawierzać Bogu zwłaszcza za jego przyczyną. Drugi znak to ten, że skoro wybory odbędą się w niedzielę Zesłania Ducha Świętego, mamy szansę urzeczywistnić modlitwę św. Jana Pawła II: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”. Niech to, co stanie się efektem tych najbliższych dni, wyborów prezydenckich, będzie kolejną odsłoną zstępowania Ducha Świętego na ziemię, odnawiania jej.

Święty Andrzej Bobola nazywany jest patronem naszej trudnej wolności. Święty dawał o sobie znać w dziejowych momentach naszej Ojczyzny, właśnie wtedy, kiedy tę wolność traciliśmy. Jakie znaczenie miały jego objawienia?

– Rzeczywiście, św. Andrzej Bobola zawsze był obecny w naszej polskiej trudnej historii. W 1819 r. w Wilnie ukazał się dominikaninowi o. Alojzemu Korzeniewskiemu, któremu władze carskie zabroniły jakiejkolwiek działalności ze względu na jego postawę patriotyczną. Nie mógł odprawiać Mszy św., spowiadać, głosić kazań. Któregoś wieczoru, gdy modlił się do Boga, przyzywał wstawiennictwa, wówczas Sługi Bożego Andrzeja Boboli, ten ukazał się mu. Powiedział, by otworzył okno w celi. I za tym oknem zakonnik zobaczył rozgrywające się działania wojenne toczone przez wojska różnych państw. „Gdy ta wojna, którą tu widzisz, dobiegnie końca, Polska odzyska niepodległość, a ja stanę się jej głównym patronem” – powiedział wówczas Andrzej Bobola. Proroctwo o odzyskaniu niepodległości spełniło się po 99 latach, proroctwo o patronacie spełniło się dopiero w 2002 r. Niemniej objawienie ojca Korzeniewskiego lotem błyskawicy obiegło wszystkie trzy zabory, dodając otuchy tym, którzy zaczynali tracić nadzieję w to, że Polska kiedykolwiek odzyska niepodległość.

Pomocy św. Andrzeja Boboli polscy biskupi, Polacy przyzywali w 1920 r. w obronie przed atakiem bolszewików.

– Gdy w roku 1920 wojska bolszewickie zbliżały się do granic Warszawy, biskupi polscy zebrani na Konferencji Episkopatu Polski w Częstochowie zwrócili się do Papieża Benedykta XV z prośbą o rychłą kanonizację bł. Andrzeja Boboli i ogłoszenie go patronem odrodzonej i zagrożonej w swoim bycie Ojczyzny. Zarządzili także nowennę w intencji ocalenia Ojczyzny. Szczególnie podniośle i dramatycznie przebiegała ta nowenna w Warszawie. Modły do Boga zanoszono za przyczyną Matki Bożej Łaskawej, Patronki Warszawy, bł. Andrzeja Boboli, bł. Władysława z Gielniowa. W trzecim dniu modlitwy, w niedzielę, 8 sierpnia, z wszystkich świątyń stolicy na plac Zamkowy wyruszyły procesje. I tam przy odgłosach armat odbyło się nabożeństwo przebłagalne za grzechy i błagalne o ocalenie. Wojska bolszewickie znajdowały się wtedy jakieś 16 km od granic Warszawy. Na nabożeństwo przybył także bł. Andrzej Bobola w znaku swoich relikwii cząstkowych, które specjalnie przywieziono z Krakowa. Na zakończenie nowenny, w nocy z 14 na 15 sierpnia, zaistniał słynny Cud nad Wisłą – zwycięstwo polskich wojsk sześciokrotnie mniej licznych od sił bolszewików.

Potem na długi okres Polacy zapomnieli o patronie Polski. O swój kult sam święty dopominał się, objawiając się w Strachocinie…

– Święty Andrzej Bobola wielokrotnie przychodził nocą na plebanię w Strachocinie. To były lata 80. XX w. Gdy obecny kustosz tamtejszego sanktuarium przełamał strach i zapytał, kim on jest i czego chce, przeszył go głos: „Jestem Andrzej Bobola, zacznijcie mnie czcić w Strachocinie”. To jest najbardziej prawdopodobne miejsce jego urodzin, choć trudno to potwierdzić, gdyż w wyniku napadu Tatarów na Strachocinę spłonęły wszystkie dokumenty, które mogłyby potwierdzać ten fakt.

Jednak przesłanie św. Andrzeja „Zacznijcie mnie czcić w Strachocinie” wydaje się mieć szersze znaczenie, nie chodzi tylko o tę małą miejscowość na południu Polski, ale o oddawanie mu czci w ogóle. Dlaczego św. Andrzej Bobola niejako sam jest zatroskany o rozwój swojego kultu? Przypomniał przecież o sobie w Pińsku 45 lat po swojej śmierci, gdy już o nim zapomniano, i na skutek tego objawienia odnaleziono trumnę z jego ciałem i wystawiono na widok publiczny. Pewnej duszy mistycznej św. Andrzej wyznał, że poprzez swoją wierność Chrystusowi aż do niezwykle okrutnej męczeńskiej śmierci wysłużył sobie niejako u Boga szczególną łaskę możliwości orędowania w wielu sprawach. Sam mogłem się o tym wielokrotnie przekonać, ale też wiele osób dzieliło się ze mną tym, jak św. Andrzej bardzo skutecznie im pomógł. Natomiast wydaje się, że św. Andrzej może pomagać nam nie tylko w różnych kwestiach osobistych, ale także w wielkich sprawach naszej Ojczyzny.

Komu zależało, by zatrzeć ślady kultu św. Andrzeja?

– Świadomość tego, że jest on patronem Polski, była o wiele bardziej żywa w okresie międzywojennym niż po wojnie. Dlaczego tak się stało? Po wojnie władzom komunistycznym św. Andrzej Bobola był bardzo nie na rękę – zginął z rąk Kozaków, to godziłoby w przyjaźń polsko-sowiecką. Jego relikwie przechwycili komuniści i zabrali do Moskwy. Stamtąd dopiero z trudem oddali je do Stolicy Świętej. I w związku z tym w czasach komunistycznych św. Andrzej Bobola był kimś niemile widzianym, a jednocześnie kimś, kto pozostawał jednak w świadomości komunistów – podczas jednego z przesłuchań ks. Jerzemu Popiełuszce w urzędzie bezpieczeństwa zagrożono: „Uważaj, bo zrobimy z tobą to, co zrobiono z Andrzejem Bobolą”.

Jak więc dziś pielęgnować kult św. Andrzeja Boboli?

– Dziś potrzeba odbudowania głębokiej świadomości w Narodzie Polskim, że to jest wielki orędownik, nie tylko spraw prywatnych, ale też ogólnonarodowych. Uczy nas bezkompromisowej wierności Bogu w obronie wiary katolickiej, wytrwałości pomimo trudności. Uczy nas wielkiego zapału w niesieniu Dobrej Nowiny innym, w proponowaniu im prawd wiary katolickiej, wypływającej z przesłania biblijnego.

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Jędrzejczyk