Nokaut w I turze
Sobota, 16 maja 2015 (04:18)Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Rafał Stefaniuk.
Jesteśmy na półmetku kampanii przed II turą wyborów prezydenckich. Według sondaży, powiększa się przewaga Andrzeja Dudy nad Bronisławem Komorowskim.
– Fakt wygrania I tury ośmielił wyborców i przekonał ich do tego, że kandydat PiS jest w stanie wygrać wybory. Na dzień dzisiejszy tendencja jest na korzyść Andrzeja Dudy. Na pewno wyborcy znają go już bardzo dobrze i coraz lepiej rozumieją jego program. Jednak nie przesądzałbym o jego końcowym triumfie, bo na to złoży się kilka czynników, m.in. wynik debat czy czynnik tak prozaiczny jak pogoda.
Co bardziej wpłynęło na wzrost poparcia w sondażach: zwycięstwo w I turze czy sposób prowadzenia kampanii?
– To są naczynia połączone. Kampania Dudy jest robiona w sposób profesjonalny i przynosi dobre owoce. Drugą sprawą jest materiał. Gdyby był zły, to i efekt końcowy byłby mizerny. Duda jest dobrym materiałem na prezydenta. Daje się dobrze „skroić”, poprowadzić. Oprócz tego, że ma dobry sztab, to jest osobą inteligentną. Potrafi słuchać, przyznać komuś rację, a gdy trzeba, samodzielnie działać. To jest wręcz kluczowe.
Śledzi Pan pojawiające się memy o prezydencie Komorowskim?
– Tak. Społeczność internetowa rządzi się swoimi prawami. Widoczna jest jednak batalia punktująca wpadki Bronisława Komorowskiego. W tego typu działaniach zawsze trzeba być ostrożnym, bo memy mogą się obrócić także na innych polityków. Jest to jednak wyraz tego, co społeczeństwo czuje i myśli. Bronisław Komorowski jest także taką osobą, która ma pecha bądź sama prowokuje społeczność internetową do określonych zachowań.
Sztab Komorowskiego żałuje decyzji o spacerze prezydenta po mieście z początku tygodnia?
– Tej drugiej tury nie miało być. Stąd się dzisiaj biorą te wszystkie gafy, wpadki i niedopracowania ze strony Komorowskiego. Był przecież tylko wariant A – zwycięstwo w I turze. Nikt jednak nie brał pod uwagę wariantu B – porażki. Ten wariant nie istniał w planach, więc nikt nie rozpisał na niego scenariusza. Stąd to zamieszanie i panika. Już teraz Ewa Kopacz przestała się kryć, że ona i jej rząd są stroną w wyborach. Oni od tygodnia są grupą wpływowych ludzi, którzy zrobią wszystko, aby ich kandydat wygrał.
Jednym zdaniem – wszystkie ręce na pokład?
– Tak, teraz tak to wygląda. Przed pierwszą turą dawano konia z rzędem temu, kto przewidział, że Duda wyprzedzi Komorowskiego. Tylko pamiętajmy, że sytuacja z wyborami prezydenckimi jest jak w boksie. Kiedy walczy się o mistrzowski pas, to funkcjonuje zasada, że dotychczasowego mistrza trzeba znokautować, żeby wygrać. Bo jak to mówią w boksie – na punkty jeszcze nikt nie wygrał z mistrzem. Coś w tym jest. Andrzej Duda znokautował Bronisława Komorowskiego w pierwszej rundzie i stąd ta panika, te słynne „wszystkie ręce na pokład” i ratowanie tego, co się da. Czasu jest jednak mało. Przed nami jeszcze dwie debaty, w których wszystko się może zdarzyć. Ale jak w boksie wszystko wyjdzie na jaw: taktyka, spryt, szybkość…
Pozostając w terminologii sportowej, Komorowski ma atuty do znokautowania Dudy w debacie?
– Jeżeli nie będzie faulował, to nie. Tak naprawdę tylko faul może uratować Komorowskiego, czyli próba czarnego PR i dyskredytowania. Bronisław Komorowski do spółki ze stroną rządową musieliby wyciągnąć coś, co mogłoby zadziałać na niekorzyść kandydata PiS. I tak naprawdę poza faulem Komorowski nie ma szans na wygranie z Dudą. To widać. Braki w kontaktach z Polakami, nie umiejętność rozmawiania i słuchania...
Trzeba więc zapytać, co jest atutem Andrzeja Dudy – pretendenta do mistrzostwa?
– Spotkania z wyborcami są najlepszym wyznacznikiem, kto jest jakim kandydatem. Spotkania Komorowskiego wyglądają tak, że jest on i tłum dziennikarzy otoczeni przez BOR. Z kolei Andrzej Duda nie boi się wejść w tłum i rozmawiać. To jest jego fenomen. To się później przekuło na to, że nie bał się podnieść rękawicy rzuconej przez Pawła Kukiza i zadeklarował, że chętnie weźmie udział w debacie, którą muzyk poprowadzi. Duda, który jest przeciwnikiem JOW w pełniej formie podawanej przez Kukiza, zgodził się z nim spotkać i rozmawiać. Z kolei Komorowski, deklarujący pełne poparcie dla projektu JOW, bał się stanąć do debaty. Wyszła tutaj czystość intencji. Zamiast walczyć o 20 proc. wyborców, Komorowski uciekł z ringu. Był to kolejny strzał w kolano.