Pantofelek ważniejszy niż człowiek
Piątek, 15 maja 2015 (04:19)Rządowy projekt in vitro stał się przedmiotem prac podkomisji. Jednakże sposób procedowania ustawy pozostawia wiele do życzenia. Przewodniczący podkomisji z ramienia Platformy Obywatelskiej Grzegorz Sztolcman zachowywał się wbrew jakimkolwiek standardom obowiązującym w parlamentach.
Moje uwagi co do projektu in vitro i sposobu jego procedowania zaczynają się już od jego tytułu. Projekt nosi nazwę „o leczeniu niepłodności”. Takiemu nazewnictwu można się sprzeciwiać na bazie natury merytorycznej, etycznej i prawnej.
Zgłosiłem więc swój sprzeciw co do tej nazwy. Moje uzasadnienie było kilkakrotnie przerywane przez przewodniczącego. Starałem się też wystąpić z wnioskiem formalnym do dwóch niezależnych ośrodków prawnych, które w oparciu o EBM, czyli medycynę opartą na faktach, wydałyby ekspertyzę, czy in vitro można zaliczyć do metod leczących niepłodność. Poprosiłem o poddanie wniosku pod głosowanie i przełożenie posiedzenia komisji do czasu wpłynięcia ekspertyz.
Swój wniosek chciałem uzasadnić w ten sposób. Analizując dane co do skuteczności in vitro, dowiadujemy się, że na przestrzeni 13 lat trwania tej procedury w Wielkiej Brytanii jej rzeczywista skuteczność wyniosła 3,21 proc. Z kolei raport z rocznego trwania rządowego projektu refundacji in vitro informuje nas, że skuteczność tej procedury w kwestii uzyskania ciąży wyniosła 30 proc., z kolei urodzenia dziecka 10 proc. Zastanówmy się więc, czy istnieje jakakolwiek metoda leczenia, która by zakładała, że na 100 przypadków minimum 90 umiera? Może ktoś z nas zna takiego generała, który wysłał by swoich żołnierzy na akcję, wiedząc, że ze 100 żywych wróci od 3 do 10, a reszta zginie? To udało mi się powiedzieć dopiero po kilkakrotnym przerywaniu!
Uwagi mam też do definicji zarodka. Rządowy projekt definiuje zarodek, czyli embrion ludzki, jako grupę komórek. W tej samej ustawie w słowniczku dowiadujemy się, że chimera i hybryda są to organizmy. Natomiast embrion w ich ocenie już nie jest organizmem! Bo, jak tłumaczą, organizm musi mieć organy i dlatego zarodka nie można nazwać organizmem!
Spytałem więc, czy pantofelek jest organizmem? Jest to przecież jednokomórkowiec, a jest organizmem! Widzimy to? Większe prawa nadaje się chimerze, hybrydzie i pantofelkowi niż ludzkim zarodkom.
Gdy chciałem zgłosić swoje poprawki do projektu, oznajmiono mi, że projekt ten traktowany jest jako wprowadzający prawo z zakresu Unii Europejskiej i każda poprawka wymaga poparcia trzech posłów… Jest to zaskakująca sytuacja, gdyż funkcjonują podkomisje, w których jest 5 posłów, z czego tylko 1 albo 2 z opozycji, więc wtedy nie wniesiono by żadnej poprawki.
To była moje ostatnia wypowiedź, bo potem nie dawano mi dojść do głosu. Oznajmiłem więc podkomisji, że skoro większe prawa ma pantofelek niż zarodek ludzki, a i standardy parlamentarne są naruszane, wobec tego muszę opuścić salę. Tak też zrobiłem.
Dziwi ten upór w forsowaniu in vitro i zamykanie oczu na merytoryczne wskazania. Mimo rządowego, wypaczonego nazewnictwa pamiętajmy, że in vitro nie jest metodą leczenia! Gdyby tak było, kolejne dzieci mogłyby się rodzić w sposób naturalny, a tak nie jest…
Czesław Hoc