• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Owacje dla Fabiańskiego

Wtorek, 12 maja 2015 (20:11)

Łukasz Fabiański był jednym z bohaterów 36. kolejki Premier League, a żeby było ciekawiej, fantastyczne interwencje Polaka zadecydowały o wygranej 1:0 Swansea City z jego byłym klubem, Arsenalem Londyn. Wygranej, która mocno pokomplikowała życie „Kanonierom”.

Podopieczni Arsene'a Wengera walczą o drugie miejsce w tabeli, premiowane bezpośrednim awansem do Ligi Mistrzów. Tytuł już wcześniej zapewniła sobie stołeczna Chelsea, a o lokatę tuż za jej plecami „Kanonierzy” rywalizują z Manchesterem City. Gdyby pokonali Swansea, zrównaliby się punktami z najgroźniejszym konkurentem, a mając jeszcze w zanadrzu jeden zaległy mecz, znaleźliby się w nader komfortowym położeniu. Byli zdecydowanymi faworytami, tyle że na ich drodze stanął człowiek, który jeszcze nie tak dawno był ich klubowym kolegą.

Fabiański barwy Arsenalu reprezentował w latach 2007-2014. Długo, bardzo długo. Przeżywał w tym okresie różne koleje losu. Krótko był bramkarzem podstawowym, na którego Wenger stawiał i przed którym roztaczał znakomite wizje przyszłości. Częściej jednak grze drużyny przyglądał się z ławki rezerwowych. Wpierw przegrał rywalizację o względy u francuskiego trenera z Hiszpanem Manuelem Almunią, a potem z Wojciechem Szczęsnym. W końcu uznał, że jego czas w Londynie dobiegł końca. Wenger co prawda namawiał go do przedłużenia umowy, ale zawodnik chciał wreszcie grać. Także po to, by zwiększyć swe szanse występów w reprezentacji Polski.

Po poprzednim sezonie związał się ze Swansea i jak się okazało, był to trafny wybór. W nowych barwach zyskał spokój i pewność siebie. Rzadko, na palcach jednej ręki, można policzyć spotkania, w których popełnił błędy. W aż 13 zachował czyste konto, zbierając bardzo wysokie noty od komentatorów. Wczoraj Brytyjczyków zachwycił, i to w pojedynku dla siebie szczególnym.

Arsenal nawet nie zakładał niepowodzenia i straty punktów, ale długo uderzał głową w mur. Przez godzinę strzały gospodarzy mijały słupek i poprzeczkę, ale w końcu zaczęli trafiać w światło bramki. W ostatnich fragmentach oddali aż dziewięć celnych uderzeń, jednak za każdym razem piłkę wyłapywał Fabiański. W pewnym momencie kamery wychwyciły twarz Wengera, który sprawiał wrażenie, jakby nie mógł uwierzyć w to, co się dzieje. I Polak pozostał niepokonany, a jakby tego było mało, w 85. minucie jego koledzy wyprowadzili zabójczą kontrę, wykończoną przez Bafetimbiego Gomisa.

- Bez cienia wątpliwości to był dla mnie specjalny mecz. Zwycięstwo, a także nagroda dla piłkarza meczu były powodem do dumy. Nie ukrywam jednak, że grając przeciw Arsenalowi, na jego stadionie, czułem się trochę dziwnie. Przed wyjściem na boisko nieco się nawet stresowałem, lecz po pierwszym gwizdku sędziego liczyła się tylko gra i dobro zespołu – przyznał nasz reprezentant. Po meczu otrzymał owację, nie tylko od fanów Swansea, ale i kibiców Arsenalu. – To było bardzo miłe, bo uświadomiło, że kibice pamiętają i mają w sercu swych byłych piłkarzy – podkreślił Fabiański.

A co na to Wenger? – Łukasz bronił świetnie, lecz chyba za bardzo ułatwiliśmy mu sprawę – przyznał. Czy żałuje, iż postawił na Szczęsnego, który obecnie jest tylko rezerwowym? Być może tak.

A Swansea, dzięki Fabiańskiemu, wciąż liczy się w grze o miejsce premiowane występami w Lidze Europejskiej.

Piotr Skrobisz