Arcywyzwanie Bayernu
Wtorek, 12 maja 2015 (13:40)Postaramy się pokazać wszystko, co mamy najlepszego, ale musimy przy tym być bardzo ostrożni – zapowiedział przed dzisiejszym meczem z Barceloną trener piłkarzy Bayernu Monachium Josep Guardiola. Przed nim i jego podopiecznymi arcywyzwanie, odrobić stratę 0:3 z Camp Nou. Na razie jedną nogą w finale Ligi Mistrzów są Katalończycy.
Stojące przed monachijczykami zadanie wydaje się awykonalne. Porażka 0:3 była bardzo dotkliwa, a jakby tego było mało, Barcelona znajduje się w rewelacyjnej formie, a Guardiola musi główkować, jak wypełnić lukę po wielkich gwiazdach i przekonać zawodników, że wszystko jeszcze może się zdarzyć. Na ile to mu się udało, zobaczymy wieczorem.
- Jeszcze nie odpadliśmy, dopóki piłka gra, trzeba walczyć i wierzyć. Wiele razy pokazywaliśmy, że na własnym stadionie jesteśmy w stanie dokonywać rzeczy niesamowitych, dlatego wyjdziemy na boisko z przekonaniem, że nie wszystko stracone – powiedział Robert Lewandowski.
Tydzień temu na Camp Nou miał jedną okazję, walczył, biegał, lecz tego dnia Bayern w ofensywie zaprezentował się słabo. Dziś też nie zaatakuje jednak z furią od pierwszych minut. Guardiola doskonale wie, że jego piłkarze muszą strzelić co najmniej trzy bramki, ale też ma świadomość, że podjęcie z Barceloną otwartej wojny mogłoby skończyć się katastrofą.
- Nie zagramy na „hurra” do przodu. Oczywiście chciałbym szybko zdobyć trzy gole, ale z takim zespołem jak Barcelona to nierealne. Musimy zagrać mądrze, z głową, bardzo cierpliwie i ostrożnie – podkreślił Guardiola.
Kilka dni temu pojawiły się rewelacje katarskich mediów, jakoby po sezonie miał przejąć Manchester City. Informowano o jego konflikcie z piłkarzami, o rozluźniających się stosunkach z władzami klubu. Spekulacje przeciął sam.
- Nigdzie nie odchodzę. Mam kontrakt ważny przez rok i w kolejnym sezonie nadal będę prowadził Bayern – zaznaczył.
Dzisiejsze spotkanie może jednak mieć niebagatelne znaczenie co do jego przyszłości. Ewentualna wygrana uczyniłaby z Pepa trenera-cudotwórcę, porażka i odpadnięcie (dużo bardziej realne) mimo wszystko rozpęta na nowo dyskusję o tym, co stanie się jutro. Albo raczej stać może.
Barcelona na wszystkich frontach wygrała osiem ostatnich meczów. Strzeliła w nich aż 28 bramek, straciła zaledwie jedną. To liczby piorunujące. Lionel Messi, Neymar i Luis Suarez znajdują się w rewelacyjnej formie, cieszą się i bawią grą, co oczywiście przekłada się wprost na rozpacz i frustrację ich przeciwników. Bayern z kolei odpadł z Pucharu Niemiec, a trzy ostatnie spotkania przegrał, bez jednego strzelonego gola. Pamiętając jeszcze o tym, że dziś na boisko nie wyjdą Arjen Robben, Franck Ribery, David Alaba i Holger Badstuber, ciężko oczekiwać dobrego scenariusza dla Bawarczyków. Gdyby naprzeciw nich stanął ktokolwiek inny, można by napisać, że to przecież Bayern, który stać na wszystko i wszystko może. Nie sposób jednak wyobrazić sobie, by Barcelona przegrała 0:4.
- Jesteśmy w korzystnym położeniu, jednak jeszcze nie awansowaliśmy do finału. Mamy w sobie dużo pokory, bo Bayern u siebie jest niezwykle groźny i potrafi odrabiać dużą stratę. Zagramy z pełną koncentracją – zapowiedział Luis Enrique, trener „Dumy Katalonii”.
Piotr Skrobisz