• Niedziela, 10 maja 2026

    imieniny: Antonina, Gardenii, Izydora

Wstańmy z kolan

Sobota, 9 maja 2015 (18:19)

Mniejszość niemiecka na Opolszczyźnie chce, by na stacjach kolejowych były dwujęzyczne tablice nazw miejscowości. Ile zostało nam jeszcze z suwerenności?

W stosunku do Niemiec nie działamy proporcjonalnie. Jesteśmy zbyt mili i uprzejmi. W sytuacji, w której mniejszość niemiecka wysuwa jakiekolwiek roszczenia w stosunku do nas i próbuje wymóc pewne działania, my powinniśmy tego samego żądać od Niemców. Mniejszość polska w Niemczech nie ma nawet 30 proc. tych praw, jakie mają rodacy Angeli Merkel na wschodnim brzegu Odry. Od lat Polacy w Niemczech proszą o interwencję rząd w Warszawie w kwestii poszanowania ich praw przez Berlin. U nas Niemcy mają to, czego sobie zażyczą.

Niemieckojęzyczne tablice kolejowe to nie jedyna kwestia, na którą trzeba zwrócić uwagę. Ciągle jeszcze rząd Ewy Kopacz nie rozwiązał kwestii płacy minimalnej i przepisów prawnych narzuconych przez Berlin na polskich przewoźników. Przypomnę, że od początku tego roku polscy przedsiębiorcy usług transportowych są zmuszani do prowadzenia dokumentacji w języku niemieckim oraz udostępniania najbardziej strzeżonych tajemnic firmy urzędom niemieckim.

Czasami się zastanawiam, co jest bardziej bulwersujące, czy przepisy Niemców uderzające w polski sektor transportowy, czy uległość rządu Ewy Kopacz względem Berlina. Pochylmy głowę przy każdej okazji, zamiast uderzyć pięścią w stół i zacząć powoływać się na przepisy, które stoją po naszej stronie. Niemieckie przepisy łamią prawo europejskie i najpiękniejsze słowa obu rządów tego faktu nie podważą.

Mamy postawę słabych biednych krewnych, którzy boją się odezwać. Nie walczymy o swoje prawa, bo i po co? Po co się odezwać? Po co żyć z podniesioną głową? W wielu sytuacjach rządowi wydaje się, że lepiej być cicho. Żeby nie drażnić tych wielkich. Obecnie panuje błędne przekonanie, że cichy i spokojny może więcej zyskać. A zobaczmy, że cisi i spokojni nie wygrywają nic. Powiedzenie „pokorne ciele dwie matki ssie” nie obowiązuje w polityce.

Żyjemy między Rosją a Niemcami. Do obu krajów podchodzimy ze strachem. Siedzimy cicho, bo zyskamy? Nie zyskamy! Rosyjskie embargo obowiązuje. I jak teraz rozstrzyga się, czy niemieckojęzyczne tablice pojawią się na Opolszczyźnie, tak nie wiadomo, czy wkrótce nie usłyszymy, że potrzebne są rosyjskojęzyczne.   

Krzysztof Tchórzewski