• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Zarząd TVP boi się pracowników

Poniedziałek, 29 października 2012 (15:00)

Z Przemysławem Najmołą, przewodniczącym NSZZ „Solidarność” TVP, rozmawia Izabela Kozłowska

Dlaczego zadecydowali się Państwo na zorganizowanie dzisiejszej pikiety?

- Podstawą do protestu jest spór zbiorowy, który od ponad roku trwa między Zarządem a naszym związkiem i drugim związkiem reprezentatywnym, tj. OPZZ. Ma on podłoże m.in. finansowe. Nasi pracownicy od 2 lat mają w sposób sukcesywny zmniejszane wynagrodzenia. W tej chwili spadki te sięgają od 25 do 40 proc. Rozumiemy, że sytuacja ekonomiczna naszej firmy jest trudna. Niemniej jednak związek właśnie ponad rok temu przedstawił ponad dwadzieścia propozycji oszczędności w firmie. Zarząd uznał, iż najważniejszą oszczędnością jest oszczędzanie na własnych pracownikach, i to nie wszystkich.

Kogo ograniczenia nie dotknęły?

- Nie potrafię precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie. Jednak podejrzewamy, że skoro Telewizja Polska hołubi gwiazdy, to te wynagrodzenia pewnie nie zostały zmniejszone.

Joanna Stempień-Rogalińska, rzecznik Telewizji Polskiej, powiedziała w wywiadzie dla NaszegoDziennika.pl o „upoważnieniu pełnomocnika Zarządu ds. kontaktów ze związkami zawodowymi i Radą Pracowników TVP do pilnego spotkania się z przewodniczącym zakładowej >Solidarności< w celu wyjaśnienia motywów ogłoszenia przez związek akcji protestacyjnej”.

- Takiego spotkania ze związkami, z Radą Pracowników nie było. Z moich informacji wynika, że Rada półtora roku czekała na spotkanie z Zarządem. To myślę, że jest miara tego, jak pracodawca traktuje swoich pracowników.

Od momentu ogłoszenia protestu do dziś minęło kilkanaście dni. Czy w tym czasie ktokolwiek się z Państwem kontaktował w tej sprawie?

- W ramach sporu zbiorowego odbyło się jedno spotkanie z niepełnym składem Zarządu, które również nie przyniosło oczekiwanych przez nas rezultatów. Powiem więcej - na tamtym spotkaniu omawiane były konkrety. Ostrzegaliśmy pana prezesa przed podejmowaniem takich decyzji, wykazując, że są to działania, które mogą przynieść szkodę firmie. Niestety, stało się tak, że po naszych rozmowach podjęto takie a nie inne decyzje. My w dalszym ciągu chcemy rozmawiać z Zarządem. Dziś dziennikarze będą mieli rozdawaną taką ulotkę z kilkoma tematami, które chcielibyśmy omówić z Zarządem Telewizji Polskiej.

Jakie to są tematy?

- Wśród tych tematów znalazło się m.in. rozliczenie autorów szkodliwych dla firmy decyzji produkcyjnych, programowych i organizacyjnych. Chcielibyśmy usłyszeć, dlaczego nie wykorzystuje się własnego sprzętu, studiów i pracowników, a produkcję wyprowadza się na zewnątrz; dlaczego marginalizuje się rolę oddziałów terenowych, co jest wyjątkowym skandalem. Praktycznie rzecz biorąc - oddziały te robią tylko i wyłącznie programy informacyjne, a jeszcze całkiem niedawno miały specjalizację w poszczególnych dziedzinach, w związku z tym marginalizujemy nasze dobro; dlaczego zatrudnia się współpracowników w momencie, w którym regulamin pracy mówi bardzo wyraźnie, że pierwszeństwo w zatrudnieniu mają pracownicy etatowi, a dopiero później, jeżeli nie można tego wykonać siłami pracowników, robią to współpracownicy. Myśmy też, znając sytuację finansową firmy, proponowali dość drastyczne rozwiązanie – wprowadzenie na czas „wychodzenia z kryzysu” maksymalnej wysokości wynagrodzenia w Telewizji Polskiej. To też nie zostało przyjęte przez Zarząd. Jest szereg kwestii, o których można i trzeba rozmawiać. Tylko ta rozmowa nie może być taką, by jedynie ją odbyć i ewentualnie pochwalić się mediom. Chodzi o to, by konkretne sprawy rozwiązywać. Jest takie stare przysłowie: „Pies szczeka, a karawana idzie dalej”, i zdaje się, że to tak wygląda w Telewizji Polskiej.

Jak będzie przebiegał dzisiejszy protest?

- Gwarantuję, że będzie spokojny. O godz. 18.00 rozpocznie się pikieta przed budynkiem, o ile pracodawca pozwoli nam wejść na plac przed Budynek B. Z tego, co wiem, już jest zamówiona kompania policji i wynajęta firma ochroniarska. Pracownicy już dzisiaj nie mogli parkować na parkingu przed telewizją. Wygląda na to, że pracodawca boi się swoich pracowników, a jedyną formą rozmowy jest szpaler policji…

W przyszłości odbędą się kolejne akcje protestacyjne?

- Oczywiście, nie zamierzamy po tej akcji zaprzestać naszej działalności. Nie sądzimy, aby pracodawca rozwiązał problemy, o których my w tej chwili głośno mówimy. Ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych dość precyzyjnie określa, co dalej możemy robić. Dzisiaj po liczbie osób, które przyjdą na pikietę, oszacujemy, czy pracownicy chcą kontynuacji akcji protestacyjnej. Jeżeli dojdziemy do wniosku, że tak, to ustawa określa to bardzo dokładnie. Spiszemy protokół rozbieżności z pracodawcą i przystąpimy do referendum. Bez względu na to, czy jesteśmy w formie zastraszani, czy też nie.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska