• Czwartek, 9 kwietnia 2026

    imieniny: Marcelego, Dymitra

Schizofrenia polityczna

Poniedziałek, 29 października 2012 (12:56)

Współcześni politycy zachowują się w sposób coraz bardziej irracjonalny. Wielu z nich nie respektuje podstawowych zasad logiki. Nie tylko nie zgadzają się oni ze zdaniem polityków innych partii, ale coraz częściej nie zgadzają się z własnym zdaniem i zaprzeczają samym sobie. Tego typu postawę można nazwać schizofrenią polityczną. Popatrzmy na kilka aktualnych i szczególnie drastycznych przykładów w tym względzie. 

Przykład pierwszy to postawa niektórych polityków partii prawicowych w obliczu ochrony życia człowieka. Chodzi tu o tych polityków, którzy przyznają się do chrześcijaństwa, wiedzą o oczywistym fakcie, że człowiek jest człowiekiem w każdej fazie swego istnienia, twierdzą, że osobiście są za pełną ochroną ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci, a jednocześnie głosują przeciw projektowi ustawy zakazującej eutanazji eugenicznej, czyli zakazującej legalnego zabijania dzieci ciężko chorych w fazie rozwoju prenatalnego.

Jakim argumentem posługują się tacy politycy? Otóż twierdzą, że wolą podtrzymywać obecnie obowiązujący kompromis, chociaż jest on niezgodny z ich osobistymi przekonaniami, z ich osobistą hierarchią wartości oraz z ich sumieniem.

Wyjaśniają, że nie chcą otwierać na nowo dyskusji światopoglądowej. „Zapominają”, że podstawowym warunkiem demokracji jest wolność słowa i dyskusji na każdy temat, a także o tym, że polityk, który poważnie traktuje samego siebie i głosujących na niego wyborców, ma w każdej dyskusji głosić swoje poglądy, a nie poglądy „kompromisowe”, które – jak sam deklaruje - nie są zgodne z jego wiedzą i jego sumieniem.

W powyższej kwestii politycy lewicy są zdecydowanie bardziej wierni swoim własnym przekonaniom. Nie mówią oni, że z chwilą objęcia funkcji publicznej (na przykład prezydenta, premiera, posła, ministra czy radnego) zostawiają swoje osobiste przekonania w domu i że w pełnieniu funkcji publicznych są neutralni światopoglądowo.

Przeciwnie, stanowczo i konsekwentnie głoszą swoje przekonania, na przykład swój ateizm i swoją niechęć do chrześcijaństwa. Aktywnie wspierają wychowanie dzieci i młodzieży zgodne z ideologią, którą oni sami wyznają. Są też konsekwentni w kwestii aborcji.

Nie głosują za żadnym kompromisem, lecz zgłaszają kolejne projekty ustawy, pozwalające na aborcję na życzenie. Czynią tak pomimo świadomości, że zdecydowana większość społeczeństwa jest przeciwna aborcji na życzenie. Politycy lewicy konsekwentnie reprezentują własne zdanie w tym względzie i nie interesuje ich żaden kompromis w tej dziedzinie. Na ich tle „kompromisowcy” z prawicy okazują się tchórzami i kolejnym pokoleniem tych, których lewica uznaje za „pożytecznych idiotów”.

Z kolei znaczna część polityków lewicy rezygnuje z zasad logicznego myślenia i wpada w pułapkę politycznej schizofrenii w odniesieniu na przykład do problemu in vitro. Politycy partii lewicowych od lat konsekwentnie i publicznie demonstrują swoją wrogość wobec dzieci. Ukazują dzieci jako przeszkodę w osiągnięciu szczęścia i jako niepotrzebny ciężar dla dorosłych – jako ciężar, którego na wszelkie sposoby należy się wystrzegać i przed którym należy się „zabezpieczać”.

Promują antykoncepcję, prezerwatywy i oddzielanie współżycia seksualnego od prokreacji. Jeśli mimo to dzieci się poczną, wtedy politycy lewicy traktują aborcję na życzenie jako sposób na uwolnienie się od „problemu” (czyli od dziecka). Popierają rozwody, których największymi ofiarami są właśnie dzieci. Promują związki homoseksualne, czyli związki z definicji niepłodne, jako równoważne małżeństwu kobiety i mężczyzny.

Okazuje się, że w odniesieniu do in vitro politycy lewicy radykalnie „zmieniają swoje stanowisko”, czyli publicznie odsłaniają swoją polityczną schizofrenię. Oto nagle w tej jednej kwestii stają się „przyjaciółmi” dzieci i powtarzają za Kościołem, że potomstwo jest radością rodziców i że w ogóle warto troszczyć się o dzietność, zwłaszcza o dzietność par niepłodnych.

Także jeśli wcześniej – idąc za wskazaniami tychże polityków partii lewicowych – współżyjący seksualnie „zabezpieczali się” przed dziećmi, a kobiety niszczyły własną płodność, przyjmując zbędne, a przez to szkodliwe dla ich organizmu hormony, reklamowane przez lewicę jako „lek” oraz jako przejaw „zdrowia” reprodukcyjnego. Po to, by schizofrenia lewicy była pełna, w zgłoszonym ostatnio projekcie ustawy po raz kolejny domagają się legalizacji aborcji na życzenie, nie wyłączając z tej zasady dzieci poczętych metodą in vitro!

Jeśli więc dziecko poczęte tą metodą okaże się ciężko chore lub jeśli matka w pierwszych miesiącach ciąży rozmyśli się i „przypomni sobie” lewicowe twierdzenia, że dziecko to głównie ciężar i przeszkoda w osiągnięciu szczęścia, to politycy lewicy pozwolą jej legalnie takie dziecko zabić. W żadnym przecież projekcie ustawy lewica nie wyłącza dzieci poczętych in vitro z zasady, że można je zabijać na życzenie.

Na „usprawiedliwienie” nielogiczności tych polityków lewicy, którzy głosują jednocześnie za aborcją na życzenie i za procedurą in vitro jest to, że ta procedura polega na próbie przekazania życia jednemu dziecku kosztem zabicia przez selektywną aborcję czy kosztem zamrożenia kilkunastu lub – przy kilkukrotnym powtórzeniu tej procedury - kilkudziesięciu innych dzieci, poczętych w probówce.

Wniosek z powyższych przykładów jest oczywisty. Jeśli ktoś pragnie publicznie i bezkarnie kierować się wewnętrznie sprzecznymi zasadami, które w codziennym życiu uznajemy za przejaw zaburzeń osobowości, ten powinien stać się politykiem. Okazuje się bowiem, że obecnie schizofrenia polityczna traktowana jest jako powód do dumy i warunek uznania danego człowieka za kogoś „nowoczesnego” i „postępowego”. Politykom – przynajmniej na razie – schizofrenia uchodzi bezkarnie.

ks. dr Marek Dziewiecki