• Niedziela, 10 maja 2026

    imieniny: Antonina, Gardenii, Izydora

To nie była czysta gra

Środa, 6 maja 2015 (13:30)

Z Marianem Kokoszką, przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w PZL Mielec, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Od ogłoszenia wyboru francuskiego koncernu AirbusHelikopters upłynęły już blisko dwa tygodnie. Czy powoli uznajecie porażkę? 

– Absolutnie nie. Wciąż trudno nam uwierzyć w to, co się stało, i pogodzić się z tym faktem. Przegrana, jeżeli następuje w warunkach fair play, jest łatwiejsza do przełknięcia, bo wygrywa lepszy, ale tu nie mieliśmy do czynienia z czystą grą, a wprost przeciwnie. Oburzenie i stale rosnący stan napięcia nie wypływają z naszej winy, ale ze sposobu, w jaki MON informuje o wyborze francuskiego oferenta, ale też z dość pokrętnych tłumaczeń tej decyzji. To musi budzić i budzi nasze obawy co do przejrzystości zarówno samej procedury, jak i całego procesu wyłaniania producenta śmigłowca wielozadaniowego dla polskiej armii. Niestety, ale mamy też do czynienia z kampanią oszczerstw i kłamstw, które naruszają dobre imię zarówno PZL Mielec, jak i PZL Świdnik.   

Jakie konsekwencje może przynieść dotychczasowe rozstrzygnięcie przetargu dla PZL Mielec?

– Po decyzji MON pojawiło się szereg różnych głosów. Są tacy, którzy uważają, że przegrana w przetargu nie powinna mieć znaczenia dla tak poważnego producenta, jakim jest koncern Sikorsky Aircraft Corporation, właściciel PZL Mielec, ale są również opinie, że może to zaowocować zwolnieniami w naszej firmie. Na razie skupiamy się na działaniach zmierzających do wyjaśnienia decyzji MON.

No właśnie pokłosiem tej decyzji i dość niejasnego tłumaczenia kierownictwa MON co do wyboru francuskiego oferenta mają być demonstracje w Mielcu, ale nie tylko…

– Scenariusz akcji protestacyjnych jest już gotowy i będzie miał nie tylko wymiar regionalny. Rozpocznie się w Świdniku cichym marszem protestu już dzisiaj. Z kolei w piątek odbędzie się pikieta na placu Armii Krajowej w Mielcu, w której udział zapowiedzieli związkowcy nie tylko z Podkarpacia i zapewniam, że cicho nie będzie. Na tę pikietę zaprosiliśmy przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „S” Piotra Dudę, marszałka województwa podkarpackiego, parlamentarzystów oraz samorządowców, zapraszamy także mieszkańców naszego miasta. Chcemy przedstawić nasze racje i mamy nadzieję wspólnie znaleźć rozwiązanie sytuacji, jaka wytworzyła się po szkodliwym rozstrzygnięciu przetargu śmigłowcowego przez rząd. Są bowiem przesłanki, aby ten przetarg został unieważniony.

To tylko jedna z form protestu. Będą kolejne?

– Rozpoczęliśmy od skierowania pisma do MON w sprawie ponownego zaangażowania społecznego obserwatora w komisji przetargowej, który miałby dostęp do wszystkich dokumentów związanych z procedurą wyłonienia producenta śmigłowca dla naszego wojska. Wystąpiliśmy także o zwołanie w trybie regulaminowym posiedzenia sejmowej Komisji Obrony Narodowej, gdzie muszą paść pytania i merytoryczne odpowiedzi na temat rozstrzygnięcia tego przetargu. Trzeba zrobić wszystko, aby wyjaśnić wszystkie niejasności wokół tego przetargu. Każda dobra inicjatywa spotka się z naszym poparciem. Oprócz tego nie wykluczamy protestów, jakie NSZZ „S” będzie prowadził na szczeblu ogólnopolskim w Warszawie przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów czy siedzibą MON.

Minister obrony Tomasz Siemoniak, tłumacząc decyzję o wyborze śmigłowca wielozadaniowego dla naszej armii, mówił, że będą kolejne przetargi...

– O wiarygodności słów min. Siemoniaka, jak zresztą całej tej ekipy rządzącej obecnie Polską, świadczy najlepiej, naszym zdaniem, fałszywa czy wręcz kłamliwa argumentacja uzasadniająca wybór, a także próba zrzucenia odpowiedzialności czy winy za przegrany przetarg na zarządy PZL Mielec czy PZL Świdnik. Zarządy obu spółek już odpowiedziały merytorycznie na te zarzuty. Tak czy inaczej nie wierzymy w żadne zapewnienia MON czy też próbę otarcia łez. Przetarg powinien wygrać najlepszy oferent, który dodatkowo gwarantuje miejsca pracy dla polskich pracowników. Jeżeli zgodzimy się, aby ta pierwsza decyzja przeszła bez echa, może to otworzyć drogę do ewentualnych manipulacji przy kolejnych przetargach na sprzęt dla polskiego wojska. Na to zgody nie ma i nie będzie.

PZL Mielec nie ma dobrych wspomnień z przetargów na sprzęt lotniczy dla polskiej armii. Czy porażka programu „Iryda” wciąż boli?

– Rzeczywiście, kiedy mówimy o irydzie – samolocie, który miał być symbolem rodzimej myśli technicznej, dumą polskiej armii oraz czasów świetności i perspektyw PZL Mielec, tymczasem został zarzucony przez kolejne polskie rządy i ostatecznie trafił na pomnik, to trudno przejść koło tej sprawy obojętnie. Samolot szkolno-bojowy I-22 Iryda to przykład nieudolności kolejnych polskich rządów, które nie potrafiły doprowadzić tego programu do końca, zaprzepaszczając ogromne nakłady i wysiłki całych zespołów pracujących nad tym programem. Przypomnę, że prace nad projektem „Iryda” rozpoczęły się w 1976 r. i według szacunków kosztowały polskiego podatnika ok. miliarda złotych. Pierwsze seryjne samoloty powstały w 1992 r., a w wojsku pojawiły się dwa lata później. Łącznie zbudowano 17 maszyn. Irydy były wykorzystywane m.in. przez szkołę lotniczą w Dęblinie. Jednak po katastrofie w styczniu 1996 r., w której zginęło dwóch pilotów, szkolenia przerwano, a samolot przeszedł modyfikację. Potem jednak prace zarzucono. W 2000 r. międzyresortowy zespół ekspertów powołany przez ówczesny rząd RP wydał pozytywną opinię na temat irydy, a w ustawie budżetowej na 2001 r. Sejm przyznał 24 miliony złotych na kontynuację prac nad samolotem. Mimo iż PZL w Mielcu wyłożyły z własnej kieszeni spore środki na modernizację jednej z maszyn, to zagwarantowanych pieniędzy z budżetu państwa firma nie otrzymała. Oliwy do ognia dolała wypowiedź Janusza Zemkego, ówczesnego ministra obrony narodowej w rządzie Leszka Millera, który w styczniu 2003 r. z mównicy sejmowej zakwestionował celowość dalszych prac nad irydą, twierdząc, że katastrofa wyklucza celowość dalszych prac w tym zakresie. Wszystkich zaś, którzy zabiegali o wznowienie programu „Iryda”, namawiał, do spotkania z wdowami po lotnikach, którzy zginęli, oblatując te samoloty. To była skandaliczna wypowiedź. W kolejnych latach przeprowadzono jeszcze testy, które po raz kolejny potwierdziły klasę iryd, poprawiono też parametry samolotu: zmodernizowano m.in. pokładowy system awioniki i mimo iż w opinii fachowców iryda była samolotem bezpiecznym i kompatybilnym z F-16, który z powodzeniem mógł być wykorzystany w ramach szkolenia pilotów, a także do lotów patrolowych czy wsparcia pola walki, irydy nie udało się reanimować. W błoto zostały wyrzucone ogromne pieniądze, zmarnowana została też inwencja i myśl techniczna polskich inżynierów. Przed laty poległa iryda. Mam nadzieję, że powtórki z historii nie będzie. Byłoby to bardzo niebezpieczne nie tylko dla PZL Mielec, ale także dla całej polskiej gospodarki.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki