Notorycznie lekceważeni przez rząd
Wtorek, 5 maja 2015 (21:01)Osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie protestowali dzisiaj w Warszawie.
Nie da się nie ulec wrażeniu, że rząd działa w sprawie pomocy dla osób niepełnosprawnych i ich opiekunów od protestu do protestu. Polska nie jest krajem przyjaznym niepełnosprawnym. W systemie stworzonym przez Platformę Obywatelską i PSL coraz trudniej takiej osobie uzyskać dobry sprzęt, który umożliwiłby godne funkcjonowanie w środowisku. Tzn. sprzęt jest, ale środków na niego już niepełnosprawny nie ma. Także opiekunowie osób niepełnosprawnych funkcjonują w systemie pomocy społecznej stworzonym przez koalicję rządzącą jako osoby całkowicie zbędne.
Przykre jest to, że dialog z tym środowiskiem nie został jak dotąd nawiązany. Jeżeli nie rozmawia się z opiekunami i nie przedstawia racjonalnych rozwiązań, to oni zmuszeni są do wyrażania swojego stanowiska w trybie protestu i manifestowania swojego niezadowolenia.
Osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie są specyficzną grupą niezadowolenia. To nie są osoby, które są w stanie przyjechać w sile kilku tysięcy osób do Warszawy i emocjonalnie domagać się poszanowania swoich praw. Ich protest jest z reguły niemy. Ich ciężkie życie jest protestem.
Rząd to wykorzystuje. Niejednokrotnie osoba niepełnosprawna jest przykuta do łóżka. Z łóżkiem opiekun nie przyjedzie do Sejmu. Osoba, która co kilka godzin musi mieć podawane leki lub przechodzić ciężkie, czasochłonne zabiegi, jest przywiązana do miejsca, w którym żyje. Stąd też rząd lekceważy tych ludzi.
Władza zdaje sobie sprawę, że ich protest nie będzie protestem licznym, który wywołałby w społeczeństwie oburzenie. Niepełnosprawni są środowiskiem, które spotka się z brakiem wsparcia ze strony rządu oraz posłów Platformy Obywatelskiej i PSL. Jeżeli jedynym pomysłem na pomoc im są twierdzenia, że osoby niepełnosprawne powinny poszukać pracy na wolnym rynku, jest to jedno wielkie nieporozumienie. To jest granie tymi ludźmi, ich nieszczęściem i problemami. To jest sytuacja, która nie może znaleźć akceptacji.
Maria Zuba