• Sobota, 9 maja 2026

    imieniny: Grzegorza, Kareny, Beginy

Jak było ze śmigłowcami?

Niedziela, 3 maja 2015 (09:46)

Im dalej od rozstrzygnięcia wielomiliardowego przetargu na zakup śmigłowców dla polskiej armii, tym do opinii publicznej dociera coraz więcej informacji potwierdzających opinię o politycznej decyzji polskiego rządu w tej sprawie.

Wprawdzie rządzący po protestach związków zawodowych z zakładów w Świdniku i Mielcu zaczęli publicznie twierdzić, że przetarg nie został jeszcze ostatecznie rozstrzygnięty (francusko-niemiecki śmigłowiec Caracal został zakwalifikowany do testów technicznych), ale trudno sobie wyobrazić, żeby teraz MON wybrzydzał, jeżeli chodzi o jego wymogi techniczne.

Zresztą wybór Caracali ogłosił w środku kampanii wyborczej sam prezydent Bronisław Komorowski, nie towarzyszył mu przy tym nawet minister obrony i wicepremier Tomasz Siemoniak, tym bardziej więc wydaje się niemożliwe, żeby przetarg mógł zostać przez MON unieważniony.

Okazuje się jednak, że przetarg na śmigłowce chcą zaskarżyć zakłady PZL w Świdniku, ponieważ − jak twierdzi ich prezes Krzysztof Krystowski, MON mijał się z prawdą, twierdząc, że śmigłowce z jego zakładu miały być dostarczane dla polskiej armii dopiero od 2019 r. i dlatego jego oferta nie była rozpatrywana.

Publicznie udowodnił, że śmigłowce chciał dostarczać od 2017 r. (podobnie zresztą jak Francuzi), a zakończenie realizacji kontraktu miało nastąpić w roku 2021 (taki okres realizacji kontraktu zaproponowali także Francuzi).

Przypomnijmy tylko, że w wyniku tego przetargu odrzucone zostały oferty amerykańskiej firmy Sikorsky i należącej do niej PZL Mielec oferującej śmigłowiec S-70i Black Hawk i jego morską wersję Seahhawk, a także oferta włosko-brytyjskiej grupy Augusta Westland i ich zakładów PZL Świdnik, oferujące helikopter AW149.

Śmigłowce amerykańskie znajdują się na wyposażeniu 22 armii świata, w tym przede wszystkim armii amerykańskiej, i przetestowane zostały w wielu konfliktach wojennych, w tym w ostatnich latach w Afganistanie.

Z kolei te francuskie zaledwie w kilku krajach (poza Francją tylko w Brazylii, Meksyku, Malezji Indonezji i Tajlandii), natomiast śmigłowiec ze Świdnika wchodzi do produkcji i w związku z tym, jak określił go prezes Krystowski, jest najnowocześniejszym produktem w tym segmencie uzbrojenia.

Ponadto należy podkreślić, że zarówno konsorcjum amerykańskie, jak i konsorcjum włosko-brytyjskie mają swoje zakłady w Polsce, ci pierwsi zatrudniają w samym PZL Mielec około 2 tysięcy pracowników (u kooperantów kolejne kilka tysięcy), ci drudzy w PZL Świdnik około 6 tysięcy pracowników.

Prawdopodobny zwycięzca przetargu nie ma natomiast żadnego zakładu w Polsce, ponoć zobowiązał się tylko, że na podstawie porozumienia z WZL w Łodzi będzie montował w przyszłości śmigłowce Caracal.

Według prezesa Krystowskiego z PZL Świdnik, w jego zakładach (i u kooperantów) powstaje aż 60 proc. śmigłowca AW129, podobnie zaangażowanie zakładu w Mielcu deklarują Amerykanie przy budowie black hawków w naszym kraju.

Wybór przez MON francusko-niemieckiego śmigłowca Caracal jest w świetle tych faktów co najmniej zastanawiający, zwłaszcza że − jak się teraz okazuje − z niejasnych powodów gwałtownie wzrosła jego cena.

Do tej pory publicznie informowano, że zakup 70 śmigłowców dla polskiej armii będzie kosztował od 8 do 12 mld zł, teraz zakup zmniejszono do 50 śmigłowców, a mają one kosztować aż 13 mld zł, co oznacza, że podrożały przynajmniej o kilkadziesiąt milionów złotych za sztukę wręcz w ostatnich tygodniach.

Trudno powiedzieć jak ostatecznie potraktowane zostanie oprotestowanie przetargu przez PZL Świdnik, ale nie ulega wątpliwości, że MON, odrzucając ofertę tej firmy ze względu na nieodpowiednie terminy jej realizacji, wprowadził w błąd zarówno samych zainteresowanych, jak opinię publiczną w Polsce.

Dr Zbigniew Kuźmiuk