• Sobota, 9 maja 2026

    imieniny: Grzegorza, Kareny, Beginy

Dbajmy o swoje interesy

Sobota, 2 maja 2015 (14:47)

Z Dorotą Arciszewską-Mielewczyk, poseł PiS, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak odebrała pani wypowiedź prezydenta Niemiec dla dziennika „Sueddeutsche Zeitung” w kwestii wypłacenia przez rząd w Berlinie zadośćuczynienia za zbrodnie popełnione przez Niemców w czasie II wojny światowej, m.in. w Grecji?

– Nie jestem zaskoczona tą wypowiedzią, dlatego że Niemcy prowadzą bardzo sprytną, ułożoną politykę wobec innych narodów. W przeciwieństwie do Polski rząd Niemiec posiada i skutecznie realizuje politykę wobec tych państw i narodów, które wobec Berlina wysuwają swoje roszczenia. Z jednej strony prezydent Gauck mówi, że jest za wypłaceniem odszkodowań wobec Grecji, mówi o krzywdach i swoją retoryką niejako wychodzi naprzeciw temu, co chciałyby usłyszeć narody pokrzywdzone przez Niemcy w czasie II wojny światowej, ale zaraz zastrzega się, że nie jest przeciwko polityce prowadzonej przez rząd Angeli Merkel. To są jawne sprzeczności.

Tak czy inaczej Grecy dbając o swój interes narodowy, nie wahali się wysunąć roszczeń, a Polska…?  

– Grecy czy chociażby Włosi nie oglądając się na innych, czy to się komuś podoba, czy nie, odkładając na bok poprawność polityczną i ewentualne niezadowolenie niemieckich władz, wykazali się odwagą. Odpowiednimi uchwałami stwierdzili, że ich kraj ma prawo czy obowiązek ubiegać się o reparacje wojenne od Niemiec i wszystkie sądy, nawet mimo sprzeciwu trybunałów europejskich, uznały to za zasadne. Natomiast Polska, niestety, nie idzie tym tropem, wręcz przeciwnie − w Sądzie Najwyższym nie uznaje się prawa do wytoczenia procesów o odszkodowania przez osoby, które w czasie wojny zostały w sposób szczególny poszkodowane, czyli nie ściąga się immunitetu państwa trzeciego. Przykładem może być sprawa Winicjusza Natoniewskiego, emeryta z Pomorskiego, poparzonego w czasie wojny. Mamy zatem do czynienia z sytuacją, gdzie Polakom zamyka się furtkę do starań o odszkodowania.

Kto jak nie Polska ma prawo do tego, aby się o te odszkodowania starać?

– Jako Polacy mamy nie tylko prawo starać się czy prosić, ale wręcz żądać odszkodowań za wyrządzone krzywdy, zrabowane mienie, ale przede wszystkim zadośćuczynienia za krzywdy ludzkie, czyli wymordowanie w czasie wojny milionów Polaków. Polonia wysuwa tego typu roszczenia i my, jako państwo polskie, powinniśmy wspierać ich w tym dążeniu do wypłaty przez państwo niemieckie odszkodowań. Odszkodowania należą się ludziom, którzy utracili majątki, których rodzice zostali zamordowani w czasie wojny, jak również tym, którzy do dzisiaj żyją i odczuwają traumę tamtych strasznych czasów. Niemcy, niestety, nie kwapią się ani z przywróceniem nam statusu mniejszości polskiej w Niemczech, nie mówiąc już o wypłacie jakichkolwiek odszkodowań za zrabowane mienie czy też za krzywdy, które nam wyrządzono. Mało tego, mamy dowody na to, że Niemcy przeinaczają, relatywizują historię poprzez takie organizacje, jak Związek Wypędzonych. Dowodem może być program realizowany przez Erikę Steinbach, czyli przeinaczanie historii i projekty chociażby budowy muzeum poświęconego przymusowym wysiedleniom Niemców i innych narodów po drugiej wojnie światowej czy realizacja programów edukacyjnych, o które się starała Steinbach.

Co oznacza rezygnacja przez Polskę z roszczeń odszkodowawczych?

– Mamy jeszcze jeden problem, mianowicie roszczeń spadkobierców tych, którzy wyjechali do Niemiec, udowadniali swoje pochodzenie niemieckie, wcześniej uzyskawszy rekompensatę w Niemczech, teraz przyjeżdżają do Polski, przeczesują księgi wieczyste i od państwa polskiego domagają się odszkodowań za pozostawione czy porzucone majątki. Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy tym osobom drugi raz wypłacane jest odszkodowanie, tym razem z kieszeni polskiego podatnika. To także są kwestie nieuregulowane przez polski rząd. Natomiast, jeżeli my sami nie będziemy formułować żądań wobec Niemiec, to nikt na arenie międzynarodowej nie będzie nas traktował poważnie. Mamy w Polsce dwugłos i Niemcy skrzętnie to wykorzystują.

Rząd PO − PSL zrobił coś, aby zadbać o nasze interesy?

– Niestety rząd PO − PSL przez osiem lat sprawowania władzy w Polsce nie zrobił nic, żeby przynajmniej przyzwyczaić stronę niemiecką do myśli, że w perspektywie będzie zabiegał o słuszne odszkodowania dla polskich obywateli. Skoro nie ma żadnych kroków z naszej strony, to Niemcy śpią spokojnie i zacierają tylko ręce. Oprócz imprez na cześć traktatu polsko-niemieckiego, który notabene też nie jest realizowany, nie mamy żadnych efektów w postaci odszkodowań czy rekompensat, może z wyjątkiem robotników przymusowych, ale to też w bardzo ograniczonym zakresie. Nie mamy też odszkodowań za pozostawione mienie, ale również za wspomnianą już traumę i ofiary II wojny światowej. O tym trzeba mówić głośno i zdecydowanie, aby niejako wymusić wolę polityczną, której póki co, niestety, nie ma. Musimy być stanowczy i konsekwentni tak jak Grecy czy Włosi. My, Polacy, którzy zostaliśmy napadnięci przez Sowietów i przez Niemców,m mamy podwójne prawo do występowania o reparacje zarówno do jednej, jak i do drugiej strony.

Sami nie potrafimy wyegzekwować swoich słusznych praw, za to mamy roszczenia ze strony Niemców. Kto ponosi za to winę?

– To jest wina obecnego rządu i polityki, jaką ta ekipa prowadzi, polityki, która tak na dobrą sprawę w tej kwestii nie istnieje. Mamy przykłady celebrowania różnego rodzaju rocznic i przykłady dalece posuniętej poprawności politycznej polegającej na ustępstwach wobec innych, natomiast brakuje jasno sprecyzowanego stanowiska czy jasno artykułowanych żądań wobec Niemiec. To wszystko powoduje, że nie ma respektowania praw ,do czego się zobowiązali Niemcy w polsko-niemieckim traktacie z 1991 r. o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Nie mamy żadnych profitów, natomiast mamy ustawę o mniejszości niemieckiej w Polsce, gdzie rząd − a de facto z kieszeni polskich podatników − wypłacane są miliony euro na ich funkcjonowanie. O szacunku bądź jego braku, o respektowaniu żądań decyduje polityka państwa i druga strona musi widzieć, że nam zależy. Tylko wówczas możemy liczyć na zadośćuczynienie naszych słusznych żądań odszkodowawczych. Proszę też zwrócić uwagę, że państwa, które w znacznie mniejszym zakresie niż Polska zostały poszkodowane w II wojnie światowej, zyskują dziś więcej niż nasz kraj, który w ciągu ponad 20 lat istnienia demokracji nie potrafi z sąsiadami załatwić tak ważnych spraw. Traktaty też nie są doskonałe i trzeba je aktualizować, wprowadzać aneksy, a przede wszystkim egzekwować wypływające z nich prawa, a nie tylko zadośćuczynić zobowiązaniom wobec innych. Jeżeli nie będziemy artykułować swoich żądań, jeżeli nie będziemy o nich rozmawiać odważnie i nie będziemy dążyć do zmiany prawa karnego, jak chciało to zrobić PiS, jeżeli chodzi o „polskie obozy koncentracyjne”, to niejako wpadniemy w recydywę. To z kolei powoduje, że niemieckie czasopisma już kolejny raz posługują się tego typu kłamliwym słownictwem, co bez zdecydowanej reakcji polskich władz, niestety, staje się funkcjonującym pojęciem na arenie międzynarodowej. To nie przypadek, że tego typu określeń używa prezydent Barack Obama czy szef FBI. Trudno bowiem uwierzyć, że osoby na tak poważnych stanowiskach nie znają prawdy historycznej. Tym bardziej zdecydowana musi być polityka naszego państwa, żeby świat nie miał wątpliwości, co się w Polsce wydarzyło, kto był napastnikiem, kto jest winny zbrodni, kto jest katem, a kto ofiarą.

Relacje dobrosąsiedzkie powinno się stawiać nad interesem obywateli? 

– Owszem, powinniśmy cenić relacje dobrosąsiedzkie z krajami, z którymi łączą nas stosunki polityczne i gospodarcze, ale w żadnym wypadku nie może to przesłaniać naszych interesów, w tym egzekwowania naszych roszczeń. Bierzmy przykład z Żydów, jak skutecznie prowadzą politykę historyczną, jak bronią swoich obywateli, prawdy historycznej i jak skutecznie za doznane krzywdy żądają odszkodowań.

 Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki