• Sobota, 9 maja 2026

    imieniny: Grzegorza, Kareny, Beginy

Zakupy dla wojska powinny uwzględniać interes narodowy

Sobota, 2 maja 2015 (05:21)

Ze Stanisławem Głowackim, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zakupy dla wojska w założeniu powinny przynosić korzyści polskiej gospodarce, tymczasem, jak pokazuje chociażby ostatni werdykt MON w sprawie zakupu śmigłowców wielozadaniowych, profity będą czerpać inni. Jakie powinny być kryteria dotyczące zakupów zbrojeniowych?

– Do tych kryteriów z całą pewnością powinny należeć m.in. wzmocnienie możliwości obronnych, a tym samym siły armii, wsparcie krajowego przemysłu, nie tylko zbrojeniowego, tworzenie nowych miejsc pracy, ale to nie wszystko. Kryteria dotyczące modernizacji sił zbrojnych, czyli zakupów zbrojeniowych na całym świecie, są pod szczególnym nadzorem. Chodzi bowiem o pieniądze pochodzące z budżetu danego państwa, z kieszeni podatników. Dlatego wszelkie procedury powinny podlegać szczególnej kontroli. Duże programy modernizacyjne sił zbrojnych w szanujących się państwach muszą przynosić korzyści całej gospodarce danego kraju. Tak było chociażby w przypadku Finlandii, kiedy dokonywano zakupów w Stanach Zjednoczonych. To m.in. wówczas zakupiono technologie do produkcji systemów telefonii komórkowej i tak powstała słynna Nokia, która opanowała rynek w Europie i na świecie. Tak jest też w innych krajach.

A w Polsce…?

– Niestety u nas traktuje się kwestie modernizacji sił zbrojnych jako coś, co dotyczy tylko wojska, a nie całej gospodarki. I wara każdemu, kto próbowałby się tego dotykać. Panuje przekonanie, że sprzęt ma być najnowocześniejszy, ale jego zakup już niekoniecznie powinien się wiązać z korzyścią dla polskiej gospodarki. I niestety dopóty, dopóki nie będzie pełnej symbiozy między gospodarką a resortem sił zbrojnych, będą się na tym tle pojawiać ogromne kontrowersje. Stąd m.in. biorą się rozbieżności, mamy różne sfery działań lobbingowych, również naciski poprzez media czy poprzez wypowiedzi polityków. Wystarczy uważnie obserwować wydarzenia na scenie politycznej, aby wyrobić sobie zdanie na temat, który z graczy na rynku, jaki kraj i przez kogo jest lobbowany.

Czy decyzja resortu obrony dotycząca przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy może być, Pana zdaniem, korzystna dla polskiej gospodarki?

– Nie ulegając emocjom, ale patrząc racjonalnie, trzeba powiedzieć, że po pierwsze zbyt mało wiemy. Otrzymaliśmy informację, że została wybrana oferta, która ma spełniać kryteria nałożone przez MON, natomiast pozostałe – według resortu obrony – nie spełniały wymogów formalnych. Pytanie brzmi: co to znaczy spełniać lub nie kryteria formalne? Ponadto nic nam nie wiadomo, jakie korzyści dla polskiej gospodarki przyniesie wybór francuskiego oferenta. Podawanie do wiadomości, że do 2017 r. w Polsce, a konkretnie w okolicach Łodzi, powstanie fabryka śmigłowców, ewentualnie elementów czy podzespołów do ich produkcji, jest hipokryzją i robieniem ludziom wody z mózgu. Nie trzeba być filozofem, żeby z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że nikt na świecie nie jest w stanie wybudować w ciągu roku fabryki, która uruchomiłaby i wyprodukowała śmigłowce w tak krótkim terminie. Używając języka młodzieżowego, jest to zwykła ściema. Nie łudźmy się, nie będzie tysiąca czy dwóch tysięcy miejsc pracy. Jeżeli już, to będzie to zwykła montownia czy w perspektywie serwis francuskich śmigłowców, które znajdą się w wyposażeniu polskich Sił Zbrojnych.

To też stoi pod dużym znakiem zapytania. Kierownictwo Airbus Helicopters oświadczyło, że pierwsze 20 śmigłowców Caracal zostanie wyprodukowanych poza Polską…

– Jest to tylko potwierdzenie tego, co powiedziałem wcześniej, że nie ma fizycznej możliwości w tak krótkim czasie wybudować fabrykę zdolną wyprodukować w końcu nie cegły, ale wysoko zaawansowany technologicznie sprzęt, jakim są śmigłowce. Czyli z góry zakłada się wariant, że śmigłowce nie będą produkowane w Polsce, ale przylecą do nas gotowe, a my za to zapłacimy. Jaka z tego byłaby korzyść dla polskiej gospodarki, tego nie rozumiem. Jeżeli już mowa o korzyściach po polskiej stronie, to może je mieć tylko resort obrony, który wzbogaci się o nowe latające taksówki, natomiast z pewnością nie nasza gospodarka.

Co ma Pan na myśli, mówiąc o latających taksówkach dla MON?

– Oprócz informacji, że takie, a nie inne śmigłowce trafią na wyposażenie naszej armii, to w zasadzie nic nie wiemy na temat uzbrojenia tego sprzętu. Nic nie wiadomo, czy śmigłowce zostaną wyposażone w sprzęt i uzbrojenie produkowane na terenie Polski, czy przylecą już uzbrojone. Wbrew pozorom nie jest to sprawa błaha i ten aspekt też wymaga wyjaśnienia. Same śmigłowce bez uzbrojenia to nic innego jak drogie latające taksówki, nic więcej.     

Z perspektywy czasu jak wygląda offset związany z zakupami naszej armii?

– Jak już wspomniałem wcześniej, na całym świecie offset jest synonimem postępu i napędzania gospodarki, m.in. pozyskiwania nowych technologii, nowych rozwiązań, inaczej mówiąc, jest okazją do technicznego skoku w przyszłość. Z chwilą naszej akcesji do struktur Unii Europejskiej i zaakceptowania warunków obowiązujących we Wspólnocie Polska zaanektowała też przepisy dotyczące tzw. reżimu stymulującego konkurencyjność. Zwracaliśmy niejednokrotnie uwagę na to, że w 2007 r. przyjęte przez Polskę zobowiązania bez wprowadzenia odpowiednich rozwiązań prawnych w naszym ustawodawstwie spowodują paraliż dla całej naszej gospodarki.

Co to oznacza?

– Oznacza to ni mniej, ni więcej, że rozwiązania wprowadzone przez UE powodują, że offset jest tylko i wyłącznie kwiatkiem do kożucha. Oznacza to, że offset jako taki nie istnieje, pojawiają się natomiast poważne utrudnienia. Stąd mieliśmy do czynienia z wielokrotnym nowelizowaniem, czy może raczej manipulowaniem przy ustawie offsetowej. Efekt jest taki, że dzisiaj tak na dobrą sprawę offset wyszedł poza granice Ministerstwa Gospodarki, a jest tylko w gestii MON. W rezultacie jedyne instrumenty, jakie możemy wykorzystać przy tego typu zakupach sprzętu dla naszej armii, są to umowy międzyrządowe oraz ewentualne wykorzystanie w zamówieniach obronnych artykułu 346 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, gdzie wszelkie transakcje odbywają się pod ścisłym nadzorem Komisji Europejskiej. Artykuł ten pozwala każdemu krajowi członkowskiemu „podejmować środki, jakie uważa za konieczne w celu ochrony podstawowych interesów jego bezpieczeństwa” bez względu na inne postanowienia traktatu, ale pod warunkiem, że nie będą one „negatywnie wpływać na warunki konkurencji na rynku wewnętrznym w odniesieniu do produktów, które nie są przeznaczone wyłącznie do celów wojskowych”. Inaczej mówiąc, zakupy sprzętu dla armii można określić jako jednostronne wydatki budżetu państwa bez korzyści dla całej polskiej gospodarki.

Plan modernizacji technicznej polskiej armii na lata 2013-2022 zakłada wydatki rzędu 130 miliardów złotych. Większość tej kwoty nigdy nie wróci do Polski w ramach inwestycji…?

– Osobiście obawiam się, czy skala tych wydatków osiągnie poziom 130 miliardów złotych, ale nawet gdyby były to mniejsze pieniądze, to i tak jest to ogromna skala wydatków na takie państwo jak nasze. W związku z tym powinniśmy być bardzo odpowiedzialni, rozsądni i mieć pełne przekonanie, że pieniądze wydatkowane na system bezpieczeństwa państwa zwrócą się polskiej gospodarce. Wielokrotnie pokazywaliśmy, że z każdych stu złotych na modernizację Sił Zbrojnych ulokowanych w polskiej gospodarce, w polskim przemyśle do budżetu państwa wraca 70 złotych. Natomiast proste zakupy za granicą oznaczają, że są to środki niejako utracone bezpowrotnie. W tym wypadku polski podatnik najzwyczajniej w świecie może się czuć oszukany. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcemy za nasze polskie pieniądze tworzyć etaty i chronić rynki pracy w Niemczech, Francji czy Stanach Zjednoczonych, jednocześnie tworząc u siebie enklawy bezrobocia, czy w dobrze pojętym własnym interesie zadbamy o siebie. Jeżeli tego nie zrobimy, to kto w niedalekiej przyszłości będzie płacił podatki na utrzymanie systemu ubezpieczeń społecznych, utrzymanie armii itp.? Te aspekty również powinny przyświecać rządowi przy podejmowaniu tak ważnych decyzji.          

Przetarg śmigłowcowy to tylko część zakupów dla polskiej armii…

– Owszem, przetarg śmigłowcowy to tylko niewielka część planowanych wydatków w ramach modernizacji polskich Sił Zbrojnych. Kilkakrotnie większa skala wydatków jest związana z realizacją programu systemu obrony powietrznej średniego zasięgu „Wisła” przeznaczonego m.in. do zwalczania balistycznych rakiet taktycznych typu Iskander czy samolotów. Przyjęto już za pewnik zakup baterii pocisków Patriot ze Stanów Zjednoczonych. Zgadzam się, że w Polsce nie jesteśmy w stanie wyprodukować tego typu rakiet, które skutecznie zabezpieczałyby granice Rzeczypospolitej, ale cały system obrony powietrznej nie ogranicza się jedynie do wspomnianych rakiet, lecz ma to być cały system różnego rodzaju rakiet. Nic nie wiemy, czy cokolwiek w ramach tego programu, który jest wielokrotnie droższy od śmigłowców, będzie produkowane w Polsce i czy polski przemysł, polska gospodarka na tym skorzysta. O ile w przypadku śmigłowców jest to umowa między rządem a firmą produkującą ten sprzęt, o tyle w przypadku programu systemu obrony powietrznej jest to umowa między rządem RP a rządem Stanów Zjednoczonych. W związku z tym powinniśmy poznać kryteria i co w zamian za tak ogromne pieniądze polski rząd chce uzyskać.

Nie obawia się Pan, że może być podobnie jak przy kontrakcie na samoloty F-16, gdzie offset nigdy nie został zrealizowany?

– W mojej ocenie, istnieje obawa, że podobnie jak to było przy zakupie samolotów F-16, możemy mieć do czynienia jedynie z przetransferowaniem pieniędzy. Korzyści polityczne to trochę za mało, ale niestety wszystko wskazuje na to, że kwestie te będą odgrywać bardzo dużą rolę.

Jak wynika z badań, Polacy są zdania, że armia powinna otrzymywać nowoczesny sprzęt, tymczasem kupuje się np. czołgi Leopard. Po co nam niemiecki militarny złom, którego pozbywają się inni?

– Niemieckie leopardy, które sprowadziliśmy za duże pieniądze, nie mogą być modernizowane w Polsce, bo nie mamy nawet odpowiedniej do nich dokumentacji technicznej. Wynika to z umowy, która została zawarta pomiędzy resortami obrony Polski i Niemiec, natomiast nie brał w tym udziału producent czołgów, który stwierdził: jak podpisaliście sobie umowy, to sami sobie teraz modernizujcie ten sprzęt. Obecnie trwają nerwowe rozmowy między firmami, kto, na jakich zasadach i za jakie pieniądze ma modernizować ten sprzęt. To pokazuje, że w kwestiach bezpieczeństwa powinniśmy się kierować dalekowzrocznością i racjonalizmem.

Skoro o perspektywicznym myśleniu mowa, to co z polską myślą techniczną?

– Powinniśmy, ale wciąż zbyt mało inwestujemy w polską naukę, w polskie uczelnie, w ich funkcjonowanie i rozwój. Jeżeli nie będziemy pogłębiali swojej wiedzy, jeżeli będziemy oszczędzali na naszych uczelniach, na naszych inżynierach, to w efekcie staniemy się pariasami Europy. Polscy inżynierowie, polscy naukowcy są w stanie podołać każdemu wyzwaniu, tylko trzeba im stworzyć odpowiednie warunki do pracy i rozwoju.  Szkoda, że obecny rząd nie dba o te sprawy, że nie dba o interes naszego kraju, także w kontekście modernizacji polskiej armii.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki