Grabarczyk spod parasola
Czwartek, 30 kwietnia 2015 (20:37)Jeszcze wczoraj premier Ewa Kopacz broniła ministra Cezarego Grabarczyka w kwestii nieścisłości w ubieganiu się o pozwolenie na broń przez szefa resortu sprawiedliwości. Mówiła, że jest spokojna w tej sprawie, że czeka na rozstrzygnięcia prokuratury. Natomiast presja medialna i czas kampanii wyborczej sprawiły, że minister złożył dymisję, a premier ją bardzo szybko przyjęła.
Gdyby nie media i czas kampanii wyborczej, nie udałoby się złożyć tego parasola ochronnego i do dymisji by nie doszło. Nie zmienia to faktu, że minister sprawiedliwości, a więc osoba, która w kwestii przestrzegania prawa powinna być nieskazitelna, mogła dopuścić się złamania prawa.
Jeżeli do tego dodamy tę skandaliczną informację, że prokurator prowadzący postępowanie został odsunięty od tej sprawy, to cała ta historia robi się bardzo dziwna. Dlaczego odsunięto prokuratora? Bo doszukiwał się winy ministra? To pokazuje, jakie standardy panują w koalicyjnym rządzie PO – PSL.
Sprawa ta nie jest błahostką. Osoba, która jest z wykształcenia prawnikiem i w chwili ubiegania się o pozwolenie na broń pełniła urząd wicemarszałka Sejmu, zrobiła rzecz niebywałą. Każdy, kto chce prowadzić samochód, musi dostać na to uprawnienia. W pierwszej kolejności zdaje testy teoretyczne, a potem musi wykazać się umiejętnościami praktycznymi.
Podobnie jest z posiadaniem broni. Najpierw jest egzamin teoretyczny, a potem trzeba udowodnić, że dana osoba potrafi się nią posługiwać. Niepodejście do egzaminu praktycznego, a późniejsze złożenie podpisu potwierdzającego, że taki egzamin się odbył, jest rzeczą niedopuszczalną. Broń jest na tyle wyjątkowym przedmiotem, na który pozwolenie musi być w 100 proc. zgodne z umiejętnościami.
Cała ta sprawa ma dwie strony. Z jednej jest to kwestia domniemanego złamania prawa, a z drugiej standardy panujące w Platformie Obywatelskiej. O tej sprawie było głośno od kilku dni, a nie spotkało się to z żadnymi ruchami. Oczywiście minister składa dymisję, którą potem akceptuje premier, ale nie było to podyktowane dobrą wolą Kopacz.
Gdyby Ewa Kopacz kierowała się standardami i chciała mieć w rządzie ludzi, co do których nie ma żadnych wątpliwości, na których nie ciążą żadne podejrzenia, to powinna w chwili pierwszej informacji medialnej definitywnie tę sprawę załatwić. Tak więc gdyby nie doniesienia medialne i wybory, minister Grabarczyk byłby dalej najważniejszą osobą w polskim wymiarze sprawiedliwości.
Małgorzata Sadurska