Co z budową gazoportu?
Czwartek, 30 kwietnia 2015 (19:59)Po raz kolejny pojawiły się w przestrzeni publicznej zapewnienia, że budowa gazoportu w Świnoujściu zostanie zakończona w II połowie tego roku, a terminal gazowy przyjmie jeszcze w tym roku statki z dostawami skroplonego gazu.
Mają temu służyć zmiany w kierownictwie zarówno polskiego inwestora, czyli spółki Polskie LNG (trwa wprawdzie konkurs na nowych członków zarządu, ale jej rada nadzorcza oddelegowała dwóch swoich członków do pełnienia obowiązków prezesa i wiceprezesa: Jana Chadama i Roberta Soszyńskiego; ten pierwszy jest prezesem spółki-matki, czyli Gaz-Systemu), jak i głównego wykonawcy, czyli włoskiej spółki Saipem (tutaj zmiana ma się dokonać właśnie dzisiaj, a nowym prezesem ma zostać Stefano Cao, prezes Saipemu do roku 2000).
Po zmianie kierownictw obydwu firm ma dojść do tzw. nowego otwarcia w relacjach pomiędzy inwestorem i głównym wykonawcą i przyspieszenia realizacji tej strategicznej dla Polski inwestycji.
Mimo tego optymizmu trudno jednak przypuszczać, że Włosi zrezygnują z dodatkowych żądań finansowych, wszak doskonale wiedzą, że Polska ma podpisany kontrakt z Katarem na dostawy skroplonego gazu już w II połowie 2014 r. i że niemożliwość jego realizacji coraz więcej nas kosztuje.
Co więcej, włoski Saipem ma być głównym wykonawcą liczącego ponad 1000 kilometrów gazociągu Turecki Potok z Rosji po dnie Morza Czarnego do Turcji, a więc inwestycji, której koszt opiewa na kilka miliardów dolarów, więc jest w stanie wytrzymać wszelkie restrykcje finansowe z polskiej strony.
2. Przypomnijmy tylko, że decyzję w sprawie budowy terminalu LNG w Świnoujściu podjął jeszcze rząd Jarosława Kaczyńskiego pod koniec 2006 r. i przygotował program jej finansowania ze środków krajowych i unijnych, ale rząd Tuska niestety przez parę kolejnych lat się wahał, czy projekt ten kontynuować.
Sama budowa Gazoportu w Świnoujściu została fizycznie rozpoczęta dopiero w marcu 2011 r. (a więc z ponad 3- letnim opóźnieniem), a kamień węgielny wmurował sam premier Donald Tusk.
Jak to miał w zwyczaju, na zwołanej wtedy na placu budowy konferencji prasowej podkreślał, że harmonogram realizacji inwestycji został tak przygotowany, aby zdążyć pod już zamówione dostawy gazu z Kataru.
Przypomnijmy także, że nowy minister skarbu Włodzimierz Karpiński w połowie 2013 r. po opracowaniu przez firmę Ernst & Young audytu dotyczącego stanu prac na budowie terminalu przedłużył realizację tej inwestycji do początku 2015 r.
Zgodnie z podpisaną umową w II połowie tego roku do Polski powinny już płynąć gazowce z Kataru ze skroplonym gazem, a nie mając terminalu, nie jesteśmy w stanie tego gazu w Polsce odebrać.
Co więcej, za dostawy trzeba płacić, a ponieważ roczna wartość kontraktu to około 550 mln USD, to koszty zakupu poniesie PGNiG i w oczywisty sposób rozliczy to na każde przedsiębiorstwo i każde gospodarstwo domowe w Polsce korzystające z dostaw gazu.
PGNiG wynegocjowało wprawdzie przesunięcie realizacji tego kontraktu na II połowę 2015 r., tyle tylko, że będzie musiał dopłacić Katarczykom różnicę pomiędzy ceną wynikającą z kontraktu a ceną, po jakiej sprzedadzą na wolnym rynku przeznaczony dla Polski gaz.
Na początku marca tego roku ukazał się długo oczekiwany raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK) dotyczący realizacji budowy Gazoportu w Świnoujściu.
Raport nie zostawia suchej nitki na rządowych instytucjach realizujących tę inwestycję, zarówno na poszczególnych resortach (skarbu, infrastruktury, gospodarki), podmiotach im podległych (np. na Transportowym Dozorze Technicznym), spółkach będących inwestorami (Gaz-System, Polskie LNG), wreszcie wykonawcach, w tym włoskiej spółce Saipem.
Wyłania się z niego wręcz niesłychany chaos organizacyjny i kompetencyjny związany z realizacją tej inwestycji (w tym także niezwykła przychylność rządzących dla generalnego wykonawcy, czyli włoskiej firmy Saipem), co świadczy o kompletnym braku nadzoru nad państwowymi instytucjami ze strony poszczególnych ministrów.
NIK zwrócił także uwagę, że jeżeli do końca tego roku inwestycja nie zostanie oddana do użytku i rozliczona, to Polska będzie musiała zwrócić środki z budżetu UE, które były przeznaczone na realizację tego projektu (około 450 mln zł).
Teraz okazuje się, że polska strona liczy na to, że zmiany kierownictwa zarówno w spółce polskiego inwestora, jak i włoskiego wykonawcy wyciszą spory i dokończenie Gazportu ruszy z kopyta.
Moim zdaniem, Saipem, zaczynając realizację inwestycji Tureckiego Potoku, w Polsce będzie dalej grał na zwłokę i żądał dodatkowych setek milionów złotych za dokończenie inwestycji Gazoportu.
Dr Zbigniew Kuźmiuk