• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Europarlament o prześladowaniach

Środa, 29 kwietnia 2015 (09:52)

Z Jadwigą Wiśniewską, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Rafał Stefaniuk

Parlament Europejski zajmie się dzisiaj sprawą prześladowania chrześcijan na świecie. Co dla prześladowanych chrześcijan mogą zrobić europarlamentarzyści?

– Parlament przyjmie rezolucję na temat tego, co stało się w Kenii, gdzie islamscy terroryści w brutalny sposób zamordowali 147 studentów tylko za to, że byli chrześcijanami. Parlament Europejski nie ma kompetencji do działania w sprawach zagranicznych lub do kreowania unijnej polityki w tej dziedzinie, jednakże jego głos jest bardzo wyraźnie słyszalny poza granicami UE. Dlatego PE powinien tak często, jak się da i w bardzo zdecydowany sposób potępiać prześladowania chrześcijan na całym świecie – niestety, tego typu rezolucje zbyt rzadko trafiają na porządek obrad, a jeżeli już dochodzi do negocjacji, to grupy polityczne z lewej strony, zwłaszcza socjaliści, komuniści oraz zieloni, starają się bardzo je rozwadniać i obniżać ich rangę. Jednak nie chodzi tu tylko o rezolucje – przecież UE podpisuje szereg umów handlowych, o partnerstwie i współpracy, o pomocy finansowej dla krajów trzecich. Powinniśmy wywierać wpływ na Służbę Działań Zewnętrznych oraz na Komisję Europejską, aby jednym z najważniejszych czynników branych pod uwagę podczas przygotowania tego typu porozumień były kwestie przestrzegania praw człowieka, w tym praw chrześcijan w tych krajach, w których jest to problemem.

Przyjęcie rezolucji może przynieść realną pomoc?

– Dużo zależy od tego, co będzie w ostatecznym tekście rezolucji. Naiwnością byłoby wierzyć, że przyjęty przez PE tekst będzie panaceum na wszystkie problemy. Na rezolucje trzeba patrzyć bardziej jako na proces, który trwa i który może przynieść konkretne efekty. Kropla drąży skałę i być może jedna czy dwie rezolucje nie wywołają żadnej reakcji, ale powracanie do wskazywania na realne problemy, mówienie o atakach na chrześcijan – najbardziej prześladowanej grupy religijnej na świecie – w końcu zostanie zauważone. Temat częściej będzie się pojawiał w prasie, zwiększy się nacisk na rządy państw członkowskich oraz na Komisję, Radę i Służbę Działań Zewnętrznych. Sytuacja chrześcijan stanie się przedmiotem obrad Rady Europejskiej, bardziej zaangażuje się Wysoka Przedstawiciel ds. Polityki Zagranicznej, unijne placówki dyplomatyczne w krajach, w których najczęściej dochodzi do naruszeń, zostaną uczulone na problem i będą aktywnie włączać się w toczące się tam dyskusje lub interweniować, kontaktując się z przedstawicielami władz. To oczywiście musi potrwać, ale wierzę, że tylko upór i konsekwencja doprowadzą do konkretnych działań ze strony UE. Parlament jest bardzo dobrym miejscem, żeby cały ten ruch rozpocząć.

Dlaczego wśród krajów zachodnich chrześcijanie są dyskryminowani?

– Ponieważ państwa zachodnie odwróciły się od swoich chrześcijańskich korzeni, wybierając – specjalnie użyję tu cudzysłowu – „drogę laicyzacji”. Z pewnych względów duża część środowisk na Zachodzie, zwłaszcza tych związanych z lewicą, ale nie tylko, uznała, że religia – a w szczególności religia katolicka – jest oznaką zacofania i zaściankowości. Dziś modne są przecież związki partnerskie, ideologia gender, promocja praw homoseksualistów, zamienianie kościołów w dyskoteki. Lobby promujące taki światopogląd nie jest liczne, ale bardzo wpływowe – i efekty tego widać w wielu dziedzinach życia, również w polityce. W niektórych państwach zachodnich nie dyskutuje się już na przykład o prawach gejów czy lesbijek do zawierania małżeństw, bo są one traktowane jako rzecz całkowicie normalna i jakikolwiek sprzeciw jest natychmiast piętnowany. Niestety, tendencję do promowania tego sposobu myślenia często widać również w Parlamencie Europejskim, który co jakiś czas stara się przyjąć kolejną rezolucję wzywającą państwa członkowskie np. do zalegalizowania związków homoseksualnych. Jest to tym bardziej przerażające, że Unia Europejska nie ma ani żadnych kompetencji w sprawach światopoglądowych, ani prawa narzucania czegokolwiek państwom członkowskim w tej kwestii.

Co roku 150 tysięcy chrześcijan traci życie z powodu wiary w Chrystusa. Dlaczego w przestrzeni politycznej o tym się nie mówi?

– Wydaje mi się, że są co najmniej dwa powody. Jednym jest wspomniane przeze mnie wcześniej zobojętnienie na sprawy religijne i życie duchowe wywołane przez postępującą laicyzację społeczeństw europejskich. Drugim jest sytuacja międzynarodowa i fakt, że na wschodzie Ukrainy, w Syrii, Iraku, Libii, Egipcie, Nigerii oraz wielu innych miejscach na świecie codziennie giną setki ludzi pochodzących z różnych grup etnicznych, religijnych lub językowych. Sytuacja chrześcijan, którzy przecież zabijani są nie tylko w Afryce czy na Bliskim Wschodzie, niknie gdzieś w natłoku przerażających informacji z całego świata.

W Pani ocenie zaangażowanie chrześcijan w politykę jest wystarczające?

– Zdecydowanie nie. Warto przypomnieć myśl Pascala: „Aby szerzyło się zło, wystarczy, żeby dobrzy ludzie nic nie robili”, potrzeba większej aktywności ludzi wierzących. Ja jednak wolałabym odwrócić pytanie – czy zaangażowanie polityków w sprawy chrześcijan jest wystarczające. Wyraźnie widać, że nie. Zarówno w Europie, jak i poza nią giną niewinni ludzie, prześladowani za swoje wyznanie i to powinno być asumptem do działania polityków niezależnie od światopoglądu. Choć trzeba przyznać, że Europejczycy mają dodatkowy moralny obowiązek działania, ze względu na swoje korzenie. Przecież wśród ojców – założycieli Unii Europejskiej byli kandydaci na ołtarze, przecież tożsamość Europy zbudowana została właśnie na kanwie chrześcijaństwa. Nie możemy o tym zapominać jako politycy i powinniśmy nieustannie przypominać o tym również innym, zwłaszcza tym z zachodu naszego kontynentu.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk