To tylko prosty błąd?
Poniedziałek, 27 kwietnia 2015 (05:20)Z Romanem Jakim, przewodniczącym Krajowej Sekcji Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Do piątkowego spotkania z ministrem obrony w sprawie kontraktu śmigłowcowego przedstawiciele związków zawodowych przystępowały w bojowych nastrojach. Informacje, jakie otrzymali Państwo w trakcie tych rozmów, były jednak zaskakujące.
– Bez wątpienia to spotkanie było potrzebne. Dotychczas wszystkie nasze opinie czy zarzuty wobec organizatora przetargu formułowaliśmy na podstawie informacji prasowych, lobbystów czy polityków. Dlatego idąc na spotkanie do MON, byliśmy przekonani, że ta nasza wiedza się potwierdzi. W trakcie rozmów otrzymaliśmy odpowiedzi na większość naszych pytań czy zarzutów można powiedzieć z pierwszej ręki. Na chwilę obecną nie chciałbym rozstrzygać, czy minister Siemoniak i wiceminister Mroczek mają rację, ale tak czy inaczej nie możemy być zadowoleni, bo przetarg wygrała firma, która nie powinna realizować tego zamówienia. W naszej ocenie, biorąc pod uwagę zbliżony poziom oferowanych śmigłowców, decydującym czynnikiem powinna być lokalizacja, co przemawiałoby za firmami, które produkują w Polsce i zatrudniają naszych pracowników. W trakcie spotkania otrzymaliśmy sporo informacji, odpowiedzi i żeby móc je wszystkie zweryfikować i ustosunkować się do nich, musimy odbyć rozmowy z prezesami PZL Mielec i PLZ Świdnik. Dopiero wówczas podejmiemy stosowne decyzje, co do dalszych kroków.
Co to za informacje?
– Interesujące jest to, że według min. Siemoniaka firmy Sikorsky i AugustaWestland złożyły oferty niezgodne z oczekiwaniami MON-u. Inaczej rzecz ujmując, oferty tych firm były niezgodne ze specyfikacją, którą przedstawiło wojsko, dotyczącą zapotrzebowania na określony śmigłowiec. Stąd oferty firm Sikorsky i AugustaWestland ze względów formalnych zostały odrzucone już na wstępnym etapie, bo nie spełniały wymogów zamawiającego.
Więc oferty firm Sikorsky i AugustaWestland nie były w ogóle rozpatrywane?
– Dokładnie tak. Oferty te zostały odrzucone bez analizy warunków technicznych. Oznacza to, że oferta Francuzów spełniała wszystkie warunki. Usłyszeliśmy również, że w tym wypadku inna decyzja byłaby naruszeniem procedur i de facto złamaniem prawa.
Czy MON, chcąc, aby wybór został dokonany w sposób obiektywny spośród trzech oferentów, a nie de facto w oparciu o jedną ofertę, jak słyszę spełniającą warunki formalne, nie mógł zwrócić się o uzupełnienie tych formalnych kwestii?
– Z tego, co usłyszeliśmy w resorcie obrony, procedura wyglądała w następujący sposób. W 2012 r. po ogłoszeniu przetargu potencjalni dostawcy mogli przedstawiać oferty na zasadzie ogólności. W dalszym etapie odbyły się negocjacje warunków technicznych oferowanych maszyn i w międzyczasie parametry te były przez wojsko zmieniane jak gdyby na korzyść dostawców. Kiedy jednak warunki te zostały już ściśle określone, to MON wyznaczyło ostateczny termin złożenia oferty do końca grudnia 2014 r. Od tego momentu zarówno w zgłoszonej ofercie, jak i w wymaganiach dotyczących warunków technicznych, które przedstawił MON, nie można było już nic zmienić. I tym MON się tłumaczy, że nie mógł zwrócić uwagi po raz kolejny. Mamy więc dylemat. Minister Siemoniak twierdzi, że ze strony MON dopełniono wszelkiej staranności, żeby przetarg był transparentny.
Wynika z tego, że Sikorsky i AugustaWestland w sposób niedostateczny przygotowały swoje oferty. Czy to możliwe, że bądź co bądź liczący się w świecie producenci pozwoliliby sobie na tak rażące zaniedbania…?
– Rzeczywiście, w tej sytuacji wyglądałoby na to, że to nie MON, tylko szefowie naszych firm nie przygotowały właściwej oferty. O tym, że oferty te nie spełniały warunków formalnych, poinformował nas minister obrony narodowej. My ze swojej strony będziemy teraz chcieli zweryfikować te informacje i skonfrontować je z przedstawicielami tych firm PZL Mielec i PZL Świdnik. Przyznam, że do mnie ta szokująca informacja wciąż nie dociera.
Czy jednak nie dziwi fakt, że dwóch poważnych graczy na światowym rynku lotniczym podcina sobie nawzajem skrzydła, a trzeci akuratnie spełnia wszystkie oczekiwania MON?
– Dlatego będziemy chcieli to wszystko zweryfikować. Dla mnie dziwne jest także to, że potentaci, którzy można powiedzieć, że z nie jednego pieca chleb jedli, nagle nie potrafią dopilnować tak ważnego przetargu. Trudno mi sobie wyobrazić, że sprzedający mógłby popełnić takie błędy i dopuścić się tak rażących zaniedbań.
Zatem zarzuty, jakie wcześniej stawiały związki zawodowe, twierdząc, że przetarg był z góry ustawiony, są w tym momencie już nieaktualne?
– To prawda tak uważaliśmy. Chciałbym móc udowodnić, że tak rzeczywiście było, natomiast w tych nowych okolicznościach nie wiem, czy będziemy w stanie. Natomiast jest jeszcze jedna możliwość, żeby to sprawdzić, mianowicie zarządy firm PZL Mielec i PZL Świdnik, jeżeli chcą udowodnić, że minister mija się z prawdą, mają jeszcze drogę odwoławczą i mogą w sądzie starać się dowieść, czy rzeczywiście coś było na rzeczy. Jeżeli było naruszenie przepisów prawa, to przetarg można unieważnić. Zobaczymy, co w tej sytuacji zrobią zarządy naszych firm. Jeżeli nie mają nic sobie do zarzucenia, to powinny się od tej decyzji odwołać.
Kontrakt na śmigłowiec to także offset, czy już wiadomo, jak będzie to wyglądało w przypadku ostatecznej decyzji w sprawie zakupu francuskich śmigłowców?
– W spotkaniu nie uczestniczył minister gospodarki, w którego gestii leżą kwestie dotyczące warunków offsetu. Planujemy spotkanie z wicepremierem Piechocińskim i mamy nadzieję otrzymać odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Nawet jeżeli Francuzi ostatecznie zwyciężą w tym przetargu, to będziemy pilnować, aby deklaracje, jakie wcześniej składali: czyli uruchomienie zakładu w okolicach Łodzi, utworzenie tysiąca miejsc pracy w Polsce, aby to wszystko zostało dotrzymane. Dopilnowanie, aby nie skończyło się tylko na obietnicach, będzie naszą rolą. Jako czynnik społeczny chcemy też poznać, jakie warunki offsetowe deklarują Francuzi i będziemy monitorować ich realizację w praktyce, żeby nie stało się tak jak przy zakupie samolotów F-16.
Na razie przed nami testy śmigłowca Caracal, czy weźmie w nich udział przedstawiciel strony społecznej?
– Minister obrony podtrzymał swoją deklarację, że chce, aby w testach śmigłowca Caracal francuskiej firmy Airbus Helicopters, które mają rozpocząć się 12 maja, uczestniczył społeczny przedstawiciel. Ponadto chcemy, aby jeszcze przed rozpoczęciem tych testów nasz przedstawiciel udał się do MON i na miejscu, w oparciu o dokumenty, stwierdził ponad wszelką wątpliwość, że Airbus Helicopters spełnił wszystkie warunki stawiane przez wojsko dla śmigłowca wielozadaniowego dla polskiej armii.