• Sobota, 9 maja 2026

    imieniny: Grzegorza, Kareny, Beginy

Przetarg z kampanią prezydenta Komorowskiego w tle

Czwartek, 23 kwietnia 2015 (10:31)

Z dr. Witoldem Waszczykowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, byłym wiceministrem spraw zagranicznych, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Decyzję rządu witam z wielką satysfakcją – powiedział prezydent Komorowski, ogłaszając decyzję o zakwalifikowaniu konsorcjum Airbus Helicopters do tzw. prób w przetargu śmigłowcowym...

– Warto pamiętać, że nie jest to ostateczna decyzja, tylko zapowiedź kroku, który zostanie ewentualnie wykonany przy założeniu, że próby i testy francuskich śmigłowców będą zgodne z oczekiwaniami organizatora przetargu. Natomiast ogłoszenie tej decyzji w propagandowy sposób przez Bronisława Komorowskiego jednoznacznie umiejscawia ten ruch w kampanii prezydenckiej. Przecież prezydent nie ma żadnych prerogatyw, żeby taką decyzję podjąć - bo jest to decyzja i zadanie rządu - a tym bardziej żeby taką decyzję ogłosić. Wspomnienie, że Airbus przechodzi do fazy testów po pierwsze wciąż i na szczęście nie jest jeszcze ostateczną decyzją, ale widać, że jest to decyzja propagandowa zmierzająca w kierunku uzyskania wymiernej korzyści w trwającej kampanii wyborczej.

Dlaczego rząd PO - PSL nie zdecydował się na wybór śmigłowca produkowanego w Polsce?

– To jest pytanie, które będziemy zadawać obecnym polskim władzom. Chcemy, a przede wszystkim polskie społeczeństwo chce i ma prawo wiedzieć, co sprawiło, że mimo istniejącej produkcji w kraju prowadzonej przez koncern Sikorsky w PZL Mielec i koncern AgustaWestland w PZL Świdnik zdecydowano się na wybór trzeciego oferenta i śmigłowiec, który - wszystko na to wskazuje - nie będzie produkowany w Polsce. Nie wiem, czy kierowano się argumentami politycznymi, czy górę wzięły argumenty merytoryczne i czysto techniczno-wojskowe. Jest to kwestia do ustalenia i wyjaśnienia, czy przypadkiem za tą decyzją nie stał układ polityczny, np. jak to sugerował kilka dni temu jeden z tygodników, twierdząc, że była to forma wdzięczności wobec prezydenta Hollande'a za poparcie Francji przy wyborze Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Niewykluczone też, że była to forma rekompensaty wobec Francji za odstąpienie od sprzedaży Rosji okrętów typu Mistral. Jeżeli tak, to byłoby to wykorzystanie Polski w rozgrywce Unii Europejskiej z Rosją. Są to wszystko pytania, które trzeba stawiać i szukać na nie odpowiedzi w celu wyjaśnienia wszystkich okoliczności dotyczących tak poważnej i kosztownej kwestii, jaką jest zakup śmigłowców dla polskiej armii.     

Jak w tej sytuacji zamierza zachować się opozycja?

– Będziemy stawiać te pytania i próbować wyjaśnić to, co się rzeczywiście wydarzyło. Chcę też przypomnieć, że do realizacji tej decyzji jest jeszcze daleko. Biorąc też pod uwagę względy techniczne, trudno oczekiwać, aby jeden śmigłowiec mógł zabezpieczyć wszystkie potrzeby naszej armii. Przypomnę, że potrzebne są nam helikoptery używane m.in. do misji ściśle wojskowych, obronnych, do zwalczania okrętów podwodnych, do celów patrolowych, ale także śmigłowce, które służyłyby do transportu czy ewakuacji rannych żołnierzy z pola walki. Pytanie, czy ten właśnie śmigłowiec i jedną platformę śmigłowcową można używać we wszystkich wspomnianych wariantach. Mam nadzieję, że zapowiadane przez MON testy odpowiedzą na te wszystkie pytania. Tak czy inaczej ogłoszona przez prezydenta Komorowskiego decyzja nie jest przesądzająca, ale propagandowa.

Choć nie jest to decyzja ostateczna, to czy nie jest to sondowanie, jaka będzie reakcja firm wykluczonych z tej rozgrywki?

– Przy okazji zastosowano metodę kija i marchewki, puszczając w eter informację, że potrzebny będzie także śmigłowiec uderzeniowy, który ma zastąpić przestarzałe i drogie w eksploatacji śmigłowce Mi-24, co ma nieco zmniejszyć rozgoryczenie i dać nadzieję na być może wygraną w kolejnej rywalizacji. Wracając jednak do obecnego przetargu zarówno Sikorsky, jak i AgustaWestland mają swoje zakłady w Polsce i w przypadku korzystnego dla siebie rozstrzygnięcia poszerzyłyby tę bazę, natomiast Airbus dość mgliście dopiero zapowiada, że może kupić Zakłady Lotnicze w Łodzi. Pytanie kolejne dotyczy ceny, za jaką mielibyśmy kupić śmigłowce od Francuzów, których jako monopolistę wskazał prezydent Komorowski. Przecież Airbus, mając świadomość, a w zasadzie niemal pewność, że to on będzie dostarczał nam śmigłowce, nie mając z boku żadnej konkurencji, może dyktować nam cenę. Podobne argumenty mogą się pojawić również w drugiej decyzji, którą ogłosił prezydent Komorowski, mianowicie dotyczącej wyboru systemu przeciwrakietowego Patriot. To też wskazywałoby bardziej na wybór polityczny niż merytoryczny i nie ma nic wspólnego z czymś, co można określać mianem przetargu.

Nie jest to jednak tak, że w przypadku śmigłowców wybieramy Francuzów, natomiast Amerykanom na osłodę damy zarobić na systemie przeciwrakietowym?

– Owszem, tak to wygląda. Nie określałbym jednak tego słowem „osłoda”, bo w jednym i drugim przypadku w grę wchodzą ogromne pieniądze. Tak czy inaczej nie powinniśmy się kierować sentymentem ani też względami skrajnie komercyjnymi. Polsce – zwłaszcza w obliczu agresji rosyjskiej i wydarzeń za naszą wschodnią granicą - bez wątpienia potrzebne są wysokiej klasy, skuteczne systemy obronne, odpowiednio wpasowane w koncepcję obrony kraju. Nasza wieloletnia współpraca z Amerykanami jest rozwinięta i myślę, że możemy, a nawet powinniśmy żądać przy okazji takiego kontraktu i liczyć na to, żeby część produkcji sprzętu, który kupujemy, odbywała się w Polsce, ale jednocześnie za tym powinny pójść kolejne kroki w postaci stacjonowania oddziałów amerykańskich w Polsce. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby była to taka transakcja wiązana. Sądzę, że w przypadku Amerykanów jest to możliwe. Natomiast w rozumieniu Francji czy Niemiec, które stoją na stanowisku, że wzmocnienie Polski przez kontyngent NATO-wski byłoby konfrontacją wobec Rosji, połączenie transakcji w połączeniu z francuską obecnością wojskową w Polsce byłoby trudne.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki