Airbus miał wygrać i wygrał?
Środa, 22 kwietnia 2015 (18:34)Wybór francuskiego konsorcjum Airbus Helicopters jako potencjalnego producenta śmigłowca wielozadaniowego dla polskiej armii wywołuje duże emocje. Przegrani żądają unieważnienia przetargu, a związkowcy zapowiadają protesty.
Zarówno PZL Mielec, jak i PZL Świdnik są zdziwione wyborem do testów śmigłowca H225M oferowanego przez francuskie konsorcjum Airbus Helicopters, które w przeciwieństwie do firmy Sikorsky i AgustyWestland nie ma w Polsce zakładów związanych z produkcją śmigłowców. To z kolei stawia pod znakiem zapytania przyszłość i rozwój zakładów, które zatrudniają wiele tysięcy pracowników, a także firm z nimi kooperującymi.
Czy rząd stać jeszcze na refleksję…?
Krzysztof Krystowski, prezes PZL Świdnik, gdzie powstaje śmigłowiec AW149, podkreśla, że decyzja, jaka zapadła, jest niedobra z punktu widzenia polskiego przemysłu obronnego, ale także całej naszej gospodarki.
– Przemysł obronny, który jest integralną częścią systemu obronności państwa, na tej decyzji bardzo ucierpiał. W przetargu, w którym startowały dwie firmy produkujące śmigłowce na terenie Polski, została wybrana firma, która produkuje poza granicami naszego kraju – zauważa Krystowski.
Do decyzji rządu odnosi się także kierownictwo konsorcjum Sikorsky Aircraft i PZL Mielec, które oferowało śmigłowiec zbudowany na platformie S-70i TM Black Hawk oraz śmigłowiec do zwalczania okrętów podwodnych S-70BTM Seahawk. W wydanym oświadczeniu Sikorsky i PZL Mielec zapewniają, że mimo niekorzystnej dla nich decyzji są wciąż gotowe dostarczać atrakcyjne cenowo i niezawodne śmigłowce wielozadaniowe, które mogą spełnić istotne wymogi w zakresie bezpieczeństwa Polski.
„Przedstawiona oferta firmy Sikorsky zapewniłaby interoperacyjność z armią Stanów Zjednoczonych i siłami NATO, dostarczając 70 śmigłowców zgodnie z założonym budżetem, i zapewniłaby maksymalny udział polskiego przemysłu, przy jednoczesnym pogłębieniu naszego zaangażowania w działalność naszych zakładów już funkcjonujących w Polsce” – czytamy w wydanym oświadczeniu.
Oferta offsetowa konsorcjum Sikorsky Aircraft Corporation i PZL Mielec opiewała na 3,3 miliarda USD. Co również ważne w przeciwieństwie do Airbus Helicopters, które ma dostarczyć śmigłowiec H225M dopiero w 2018 r., Amerykanie, w przypadku sfinalizowania ostatecznej konfiguracji śmigłowca, byliby w stanie dostarczyć Black Hawka z zakładów PZL Mielec znacznie szybciej.
– W ramach oferty Sikorsky i PZL Mielec zaproponowaliśmy znaczącą wartość poprzez dostarczenie przystępnego cenowo, sprawdzonego w boju, wyprodukowanego w Polsce, legendarnego śmigłowca Hawk, dostępnego w kilka miesięcy od podpisania kontraktu – podkreśla Janusz Zakręcki, prezes Zarządu, dyrektor naczelny PZL Mielec.
– Ponad 2100 naszych pracowników w zakładach PZL Mielec i sieć naszych polskich dostawców jest gotowych do spełnienia potrzeb programu modernizacji. Zachęcamy polskie Ministerstwo Obrony Narodowej do ponownej analizy swojej decyzji – podkreśla Zakręcki.
Zawiedzione samorządy
Rozczarowania decyzją rządu nie kryje też marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl. W wydanym oświadczeniu podkreśla, że na pozytywną decyzję czekało wielu mieszkańców Podkarpacia, którzy utrzymują swoje rodziny z pracy w firmach Doliny Lotniczej w tym w PZL Mielec. Przypomina, że od 2007 r. Amerykanie zainwestowali w PZL Mielec ponad 150 milionów USD i utworzyli ponad 800 nowych miejsc pracy W ocenie Ortyla, decyzja rządu PO – PSL ma charakter polityczny, a nie merytoryczny, nie jest też pierwszą, która uderza w Podkarpacie.
– Politycy partii rządzącej z regionu nie udzielili żadnego wsparcia. Nasuwa się tu także analogia do rezygnacji z programu Iryda. Wybrany do testów został śmigłowiec, który w Polsce nie jest produkowany, a skala inwestycji w naszym kraju trójki oferentów jest niewspółmiernie zróżnicowana na korzyść PZL w Mielcu. Mojego stanowiska nie zmienia mało precyzyjna i nieczytelna zapowiedź podziału programu śmigłowcowego – podkreśla marszałek Ortyl.
Również prezydent Mielca Daniel Kozdęba poinformował NaszDziennik.pl, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż podjęta decyzja zaważy na dalszym funkcjonowaniu PZL Mielec.
– Obawiam się, że może to oznaczać zmniejszenie zatrudnienia zarówno w samych zakładach, jak i firmach współpracujących, czyli kooperantach dostarczających materiały i usługi – stwierdza Kozdęba.
Ustawka pod Airbusa…?
O ponowne rozpatrzenie ofert PZL Mielec i PZL Świdnik apelują związkowcy z obu zakładów. Andrzej Kuchta, przewodniczący NSZZ „Solidarność” PZL Świdnik, w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl podkreśla, że taka decyzja to nic dobrego dla rodzimych zakładów.
– Potwierdziły się nasze obawy i informacje, jakie docierały do nas wcześniej, że cała procedura przetargowa jest przygotowywana pod kątem Airbusa. To wskazuje, że decyzja o wyborze była polityczna, a nie merytoryczna – akcentuje Kuchta.
Pominięcie polskich zakładów może oznaczać poważne kłopoty dla firm, które z kontraktem wiązały duże nadzieje.
– Byliśmy do tej pory trzecim europejskim filarem całej grupy AgustyWestland. Obawiamy się, że obecny stan ulegnie przewartościowaniu i PZL Świdnik może zanotować znaczący spadek. Na razie mamy zamówienia i pracę, ale co będzie w niedalekiej przyszłości, trudno powiedzieć – dodaje przewodniczący.
Decyzję rządu krytykują także podkarpaccy związkowcy, którzy nie wykluczają protestów. W piątek zarówno przedstawiciele związków zawodowych z PZL Świdnik, jak i PZL Mielec mają się spotkać z przedstawicielami kierownictwa MON. Związki zawodowe chcą unieważnienia przetargu, dlatego nie wykluczają akcji protestacyjnej w Warszawie.
Mariusz Kamieniecki