W rękach Trybunału
Środa, 22 kwietnia 2015 (05:19)Zwróciliśmy się z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego, o zbadanie, czy tzw. konwencja przemocowa jest zgodna z Konstytucją, czy też nie. W opiniach prawnych, które powstały wokół konwencji, pojawiał się zarzut jej niekonstytucyjności. Chcemy, aby Trybunał jako organ dbający o przestrzeganie zgodności prawa z Konstytucją przedstawił swoje stanowisko.
Platforma Obywatelska czy Sojusz Lewicy Demokratycznej uważają konwencję za w pełni zgodną z Konstytucją. Skąd to całkowicie inne stanowisko tych partii od przedstawianego przez prawników? Odpowiedź na to pytanie można znaleźć albo w ideologii, albo w niedokładnym czytaniu Ustawy Zasadniczej przez parlamentarzystów. Jeżeli przeczytaliby uważnie konwencję i Konstytucję, nie przedstawialiby aż tak radykalnego stanowiska.
Pomijając cały aspekt prawny, czyli wsparcia dla ofiar przemocy, z którym się zgadzamy i którego nie kwestionujemy, konwencja dokonuje redefinicji płci. Nasza Konstytucja stoi na gruncie postrzegania człowieka przez pryzmat płci biologicznej. Świadczy o tym art. 18. Patrząc tylko na ten aspekt, uważamy, że konwencja narusza naszą Konstytucję.
Sprawie konwencji towarzyszy duży chaos oraz siłowe przepychanie własnych stanowisk. Dziwię się, że prezydent Komorowski nie skorzystał ze swojego prawa skierowania dokumentu do zbadania go przez Trybunał. Sprawa ta powinna być rozpatrywana nie tylko w kategoriach prawa, ale obowiązku.
Prezydent miał świadomość tego, że wiele środowisk podnosi zarzuty niekonstytucyjności konwencji. Wiedział, że do jego kancelarii protesty wysyłało wiele organizacji i tysiące osób. Tysiące osób domagało się tego, aby Bronisław Komorowski nie podpisywał konwencji. W sprawie tej kilkakrotnie wypowiadała się Konferencja Episkopatu Polski, gdzie również podnosiła kwestię konstytucyjnej ochrony rodziny.
Wydaje się więc oczywistym, że prezydent przed złożeniem podpisu pod konwencją powinien przekazać ją do Trybunału. W tym zakresie zaważyła jednak kalkulacja polityczna. Prezydent za wszelką cenę chce być kandydatem lewicy i wpisuje się w tego typu inicjatywy, które dają mu głosy lewicowego elektoratu. Ten z wielką afirmacją przyjmuje tę konwencję. Powiedzmy to jasno. Bronisław Komorowski nie jest kandydatem ludzi, którzy mienią się katolikami. On jest kandydatem lewicy, dlatego że podpisał dokument ideologiczny, bardzo szkodliwy, a przede wszystkim niezgodny z polską Konstytucją.
Małgorzata Sadurska