Gospodarka bez wolności
Wtorek, 21 kwietnia 2015 (10:32)Rozpoczął Janusz Korwin-Mikke, powtórzyła Magdalena Ogórek, przekazali Adam Jarubas i Paweł Kukiz, a teraz mówi o tym Andrzej Duda, a nawet… Bronisław Komorowski. Żeby nie zostawać dłużej tajemniczym, chodzi o obniżenie podatków i uproszczenie systemu podatkowego.
Nadmierne obciążenia podatkowe, parapodatkowe oraz wszystkie daniny publiczne razem wzięte to jedna z największych przeszkód do tego, aby polska gospodarka rozwijała się szybciej niż obecnie. A więc aby rozwijała się zgodnie ze swoimi możliwościami i aspiracjami.
W makroekonomii obowiązuje prawo konwergencji realnej. Konwergencji, czyli – mówiąc bardziej po polsku – zbieżności. Ta zbieżność polega na naturalnej zdolności gorzej rozwiniętych gospodarek do tego, by nadrabiały dystans dzielący je od państw bogatszych. Wynika to z różnych przyczyn i jest tematem na osobną dyskusję.
Jeżeli tempo wzrostu polskiej gospodarki jako kraju rozwijającego się jest w ostatnich latach słabsze choćby od tempa rozwoju gospodarki światowej jako całości, oznacza to, że coś jest nie w porządku z naszą polityką gospodarczą. To, co jest nie w porządku, można zdiagnozować w bardzo prosty sposób. Ekonomiści czynią to od dawna, więc szkoda, że politycy zaczęli dopiero w ostatnich tygodniach, i to z racji kampanii wyborczej. Te przeszkody to jest nadmierna ilość przepisów, czyli przeregulowanie sfery realnej, to są częste zmiany w prawie i nadmierne obciążenia fiskalne.
Potrzebowaliśmy aż 26 lat wolności, aby tak istotne kwestie pojawiły się w kampanii prezydenckiej. To właśnie przez to tych minionych lat nie można nazwać w pełni wolnymi w sferze gospodarczej. Jeżeli w roku 1989 mieliśmy w warunkach gospodarki zbiurokratyzowanej, centralnie planowanej, socjalistycznej, niewydajnej i zdominowanej przez sektor państwowy aż 150 tys. urzędników, to z przerażeniem muszę zauważyć, że dziś – skromnie licząc – mamy ich 0,5 mln. Ostatnie 26 lat nie były to lata wolne dla gospodarki. Wszystkie procesy z tych lat przebiegały w odwrotnym kierunku, niż potrzeba. Przybywało urzędników, przybywało regulacji, a także wiele negatywnych zjawisk, a cierpiała gospodarka.
Dziś cieszyć się należy z tego, że kandydaci na prezydenta te problemy dostrzegają. Myślę, że to już najwyższa pora. To dobrze, że większa część z 11 kandydatów jest na tym polu zgodna i że są wśród nich nawet kandydaci deklarujący się jako lewicowi. To bardzo dobry prognostyk, bo w gospodarce pojęcia „lewica” i „prawica” są abstrakcyjne. W gospodarce powinien rządzić zdrowy rozsądek.
Dr Marian Szołucha