To tylko kwestia czasu
Poniedziałek, 20 kwietnia 2015 (01:35)Z prof. dr. hab. Krzysztofem Szwagrzykiem, kierującym pracami poszukiwawczymi miejsc pochówku żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, partyzantów z oddziału Henryka Flamego ps. „Bartek”, pełnomocnikiem prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Zakończył się pierwszy etap poszukiwań szczątków partyzantów z oddziału „Bartka” w pobliżu Polany Śmierci k. miejscowości Barut. Czy możemy mówić o jakimś przełomie?
– W ciągu kilku minionych dni wykonaliśmy badania na przewidzianym wcześniej obszarze o powierzchni kilkuset metrów kwadratowych. Przez nurków, przy pomocy sprzętu do badań podwodnych przebadane zostało także jezioro. Niestety, nie mamy tego, na co czekaliśmy od dawna. Nie udało się odnaleźć miejsca pochówku żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, partyzantów z oddziału Henryka Flamego ps. „Bartek”, zamordowanych we wrześniu 1946 r. przez komunistyczną bezpiekę. To, że zostały odnalezione kolejne łuski, naboje po broni produkcji sowieckiej i to, że został odnaleziony fragment – obcas buta wojskowego takiego, jakie znajdowaliśmy już kilka lat wcześniej na „Polanie śmierci”, niestety nie przybliża nas do tego najważniejszego celu, a więc odnalezienia mogiły. W niedzielę przenieśliśmy się ok. 70 km dalej w okolice Starego Grodkowa na Opolszczyźnie i tam, w nowym miejscu będziemy prowadzili kolejne prace poszukiwawcze. Prace te potrwają około tygodnia. Wszystko będzie zależało od tego, czy uda się nam coś odnaleźć czy nie. Jednak bez względu na wynik tych poszukiwań do Barutu z pewnością jeszcze powrócimy. Myślę też, że będziemy mieli trochę czasu na analizę i spokojne zastanowienie się nad dotychczasowymi wynikami poszukiwań. Mogę zapewnić, że działania w kierunku odnalezienia miejsc pochówków żołnierzy „Bartka” będą kontynuowane aż do skutku. Na razie przed nami jeszcze kilka dni pracy w Starym Grodkowie, być może tym razem będziemy mieć nieco więcej szczęścia.
Do dziś nie udało się wyjaśnić wszystkich okoliczności tej zbrodni, nie odnaleziono wszystkich ciał zamordowanych żołnierzy „Bartka”, również sprawcy zbrodni nie stanęli przed sądem. To tylko utwierdza w przekonaniu, że zbrodnia na żołnierzach z oddziału „Bartka” była dokładnie zaplanowana i dość skutecznie zatarto jej ślady…
– Nie mamy najmniejszej wątpliwości, że ta zbrodnia była jedną z największych zbrodni zaplanowanych po 1944 r. przez władze komunistyczne. Nie mamy też wątpliwości, że była realizowana przez specjalistów, którzy nie tylko potrafili taką bardzo misterną operację likwidacji członków polskiego podziemia niepodległościowego doprowadzić do finalizacji, ale także potem, w bardzo skuteczny sposób zatrzeć ślady po tych zbrodniach. Przypomnę, że mówimy o jednej zbrodni, która tak naprawdę została dokonana w trzech różnych miejscach na terenie Opolszczyzny i Górnego Śląska. Gdyby ta sprawa była łatwa, gdyby pozostały jakieś ślady w miejscach pochówku, już dawno zostałyby one odnalezione. Proszę pamiętać, że śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte w 1990 r., a to oznacza, że dzisiaj od tego czasu minęło już 25 lat. W tym czasie organy państwowe, prokuratura, policja, IPN podejmowały różnego rodzaju działania poszukiwawcze, które jak dotąd nie doprowadziły do odnalezienia szczątków naszych bohaterów.
Co to oznacza?
– Oznacza to tylko tyle, że ci, którzy mordowali i którzy potem zacierali ślady po zbrodniach, doskonale znali się na wykonywanej przez siebie robocie. Na pewno nie były to osoby przypadkowe. Sądzę, że możemy tu bardzo poważnie brać pod uwagę trop sowiecki, tzn. że działania te były jeżeli nie inspirowane, to przynajmniej realizowane czy też nadzorowane przez sowieckich doradców wojskowych posiadających doświadczenie w tego typu zbrodniach.
Co wskazuje na trop sowiecki?
– Wskazuje na to przynajmniej jedno zeznanie funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa, którym dysponujemy. Dzisiaj już nieżyjący funkcjonariusz biorący udział w tej zbrodni Jan Zieliński stwierdził, że w czasie, kiedy wykonywali te działania, znajdował się w grupie 70 pracowników specjalnie do tego dobranych z terenu woj. katowickiego. Byli to funkcjonariusze Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, a także funkcjonariusze pochodzący z powiatowych jednostek UB z terenu woj. katowickiego. Ponadto Zieliński stwierdził, że w miejscu, gdzie mordowali partyzantów, była grupa 40 sowieckich funkcjonariuszy. Nie ma żadnego powodu, aby nie wierzyć relacji tego człowieka. Ponadto trzeba wziąć pod uwagę fakt, że niektórzy mieszkańcy miejscowości Barut widzieli sowieckich żołnierzy w pobliżu leśniczówki „Hubertus”, a więc tam, gdzie dokonano zbrodni. Zebranie tych informacji daje podstawę do tego, żeby uznawać, że funkcjonariusze sowieckich służb specjalnych byli obecni przy tych mordach.
A zatem nazwa Śląski Katyń na określenie tego mordu nie jest przypadkowa…
– Z pewnością zbieżność ta nie jest przypadkowa. Na podobieństwo do mordu katyńskiego wskazują przynajmniej dwie okoliczności. Po pierwsze był to masowy mord Polaków, a po drugie sprawcami byli Sowieci, jeżeli nawet nie wykonawcami, to przynajmniej inspiratorami czy nadzorcami tego mordu.
Niezwykle ważne dla rodzin zamordowanych żołnierzy „Bartka” jest, aby w końcu poznać miejsce spoczynku swoich najbliższych i godnie ich pogrzebać….
– Podczas wrześniowych uroczystości, które co roku odbywają się na „Polanie śmierci” w pobliżu miejscowości Barut, w których uczestniczą rodziny zamordowanych w 1946 r. żołnierzy „Bartka”, kilkakrotnie miałem okazję zabierać głos. Mówiłem - co może powtórzę teraz jeszcze raz - że bardzo nam - zarówno mi, jak i wszystkim, którzy biorą udział w tych pracach poszukiwawczych - zależy, aby w możliwie krótkich czasie nastąpił dzień, w którym będziemy mogli uczestniczyć już nie w uroczystości poświęconej pamięci pomordowanych, we Mszy św. o wieczny spokój dla ich dusz, ale w modlitwie nad ich doczesnymi szczątkami. Wierzę, że szczątki ofiar komunizmu, żołnierzy oddziału Henryka Flamego „Bartka” uda się odnaleźć, jest to tylko kwestia czasu. Mogę zapewnić wszystkie rodziny, że poszukiwania będą prowadzone dopóty, dopóki szczątki ich bliskich nie zostaną odnalezione. W prace zaangażowanych jest wiele osób. IPN współpracuje w tym względzie m.in. ze specjalistami z Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu, ponadto z wieloma wolontariuszami, ludźmi dobrej woli z całego kraju, m.in. z Wrocławia, Warszawy, Poznania, którzy chcą mieć osobisty udział w poszukiwaniach naszych narodowych bohaterów.
Poszukiwania żołnierzy „Bartka” to jeden z elementów ogólnopolskiego projektu badawczego „Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944–1956”. Jakie inne prace i gdzie zespół pod Pana kierownictwem planuje prowadzić jeszcze w tym roku?
– W tym roku będziemy prowadzić kilka takich działań, a jeżeli starczy czasu, może nawet kilkanaście. Wśród nich najważniejsze to prace, które niedługo rozpoczną się na terenie cmentarza Bródnowskiego w Warszawie. Ponadto planujemy prace na terenie Lubelszczyzny, Rzeszowa, Sztumu czy Gdańska. To są najważniejsze działania, choć oczywiście będzie ich znacznie więcej. Bardzo się staramy, żeby móc podołać wszystkim obowiązkom, aby spełnić oczekiwania wielu ludzi, którzy liczą, że zostaną przebadane kolejne miejsca, gdzie być może spoczywają ofiary komunistycznego terroru. Takich miejsc jest bardzo dużo, jednak nie wszędzie jesteśmy w stanie dotrzeć. Żeby rozpocząć poszukiwania gdziekolwiek, najpierw trzeba wykonać ogromną pracę przygotowawczą. Nie wystarczy sam sygnał o miejscu prawdopodobnego pochówku, żeby następnego dnia udać się tam i rozpocząć poszukiwania. Nie jest to działanie proste, ale wymaga wielu, często bardzo skomplikowanych czynności, wypełnienia szeregu formalności. Trzeba też poznać wszelkie możliwe źródła - zarówno te pisane, jak i te mówione, przeanalizować dokumenty, a dopiero potem rozpocząć prace w konkretnym miejscu. Nie ma innej drogi, a wszystko to wymaga czasu i zaangażowania wielu osób.