• Sobota, 9 maja 2026

    imieniny: Grzegorza, Kareny, Beginy

Jaki prezydent, taki rząd...

Piątek, 17 kwietnia 2015 (04:08)

Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem TChr, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Pigułka „dzień po” jest dostępna w aptekach bez recepty dla małoletnich powyżej 15. roku życia. Jak ksiądz profesor nazwie sytuację, w której dziecko będzie mogło kupić pigułkę, a nie będzie mogło np. kupić biletu do kina na niektóre filmy?

– Można wiele mówić na temat zła pigułki „dzień po” i jej charakteru wczesnoporonnego, ale faktycznie warto zastanowić się nad tą znamienną asymetrią. To państwo i jego instytucje na mocy zasady solidarności i pomocniczości są zobowiązane do właściwej pomocy swoim obywatelom. Zatem winny pomagać na przykład nastolatce czy nastolatkowi w jego rozwoju kulturalnym, intelektualnym i wszelkich dążeniach do rozwoju. To jest jeden z wektorów dobrej polityki społecznej. Jeśli jednak państwo zamiast pomagać w rozwoju młodego człowieka pomaga w działaniach wymierzonych przeciw życiu? Trzeba powiedzieć wprost – takie państwo staje się współwinne zbrodni. Może nawet więcej niż współwinne – jest główną instytucją wspierającą zbrodnię.

Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz  rozporządzenie umożliwiające ogólnodostępną sprzedaż pigułki „dzień po” podpisał w Wielki Piątek. W ocenie księdza profesora termin ten jest przypadkowy?

– Wypowiedzi i działania pana Arłukowicza nie zostawiają wątpliwości co do jego stronniczości. On jest po drugiej stronie świata wartości wspierających życie, człowieka... Oczywiście, ktoś może powiedzieć, mamy państwo świeckie, mamy państwo neutralne światopoglądowo i minister nie musi kierować się sentymentem do żadnej religii, nie musi go interesować Wielki Piątek. Otóż, trzeba podwójnie skorygować to myślenie. Rzeczpospolita Polska nie jest konstytucyjnie państwem świeckim ani neutralnym. Jest państwem bezstronnym. A to właśnie wskazuje, że minister, wybierając ten dzień, staje po „stronie”. Nie chcę jednak nawet silić się na słowo oceny tego zajęcia strony. Po prostu współczuję ministrowi.


Rząd z jednej strony przekonuje o swojej prorodzinności i opowiadaniu się za życiem, a z drugiej promuje antykoncepcję. Istnieje jakaś rzeczywistość, która może pogodzić oba fakty?

– Cóż, jaki prezydent, taki rząd... Prezydent jest za życiem, więc jest za in vitro i aborcją w określonych warunkach. Podobnie rząd – jest za rodziną i dlatego jest za mentalnością i działaniami antypopulacyjnymi. To tak, jakby rząd był za upowszechnieniem wegetarianizmu i zabronił spożywania warzyw, a nakazał przymusowe spożywanie schabowych.... Taka postawa może być oceniana albo jako perwersyjna demagogia, która usiłuje zamaskować faktyczne czyny, albo jako schizofrenia, Jednak czy powinien nami rządzić ktokolwiek nieuczciwy lub zaburzony w swej psychice?

Zakup pigułki możliwy jest bez wiedzy rodziców i konsultacji lekarskiej. Jest to kolejny ruch w celu odebrania rodzicom prawa do decydowania o własnych dzieciach?

– Ostatnie lata pokazują uderzanie w prawa rodziców do wychowania swoich dzieci. To kwestia przymusowej scholaryzacji od 6. roku życia, to sprawa ministerialnego podręcznika napisanego na kolanie bez konsultacji z rodzicami, ale raczej wedle rozpiski środowisk genderowych. To sprawa stałej presji, która usiłuje rodzicom zabrać prawo do wychowania do miłości ich dzieci, a dać je jako roszczenie seksedukatorom. Tutaj jednak sprawa dotyczy już przekroczenia kolejnej granicy – zabiera się rodzicom prawo do współdecydowania z dziećmi o ich wyborze życia. To jest totalitarne podporządkowywanie człowieka.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk