Kociołek odpowie za masakrę robotników
Czwartek, 16 kwietnia 2015 (20:26)Gdański sąd ma zbadać, czy Stanisław Kociołek godził się, by 17 grudnia 1970 r. robotnicy stoczni gdyńskiej stanęli naprzeciw wojska. Sąd Najwyższy uchylił dzisiaj prawomocne uniewinnienie wicepremiera PRL w sprawie masakry robotników Wybrzeża w 1970 r.
SN uwzględnił kasację gdańskiej prokuratury i nakazał ponowny proces Kociołka. Będzie się on toczył w Gdańsku – gdzie proces w całej sprawie pierwotnie zaczął się w 1998 r. – a nie w Warszawie, gdzie sprawa przeniesiona z Gdańska toczyła się od 2001 r.
SN uznał za „oczywiście bezzasadną” kasację pełnomocnika oskarżycieli posiłkowych mec. Macieja Bednarkiewicza. Sugerował on w niej, by wypadki z grudnia 1970 r. oceniać w kontekście możliwej prowokacji na szczytach władzy w celu przejęcia władzy przez nową ekipę.
Ostateczne jest już natomiast skazanie dwóch wojskowych – Mirosława W. i Bolesława F. – na kary 2 lat więzienia w zawieszeniu. Kasację mec. Bednarkiewicza w ich sprawie SN pozostawił bez rozpoznania z powodów formalnych.
Uzasadniając wyrok SN, sędzia prof. Tomasz Grzegorczyk powiedział, że uchybieniem sądów I i II instancji był sposób potraktowania wyjaśnień Kociołka, który mówił, że o decyzji zablokowania gdyńskiej stoczni przez wojsko dowiedział się już po swym wystąpieniu w radiu i telewizji, w którym wzywał protestujących robotników do powrotu do pracy.
– Dowiedziawszy się o blokadzie, nie podjął żadnych działań; tym samym godził się być może, że coś się może stać – dodał sędzia.
– Odpowiedzialność zawiniona to nie tylko zamiar bezpośredni, ale także godzenie się na skutki, jakie mogą nastąpić. To było wskazane w akcie oskarżenia, ale nie wyciągnięto z tego wniosków – podkreślił.
Przypomniał, że Kociołek wiedział, co działo się w Gdańsku 15 grudnia.
– Czemu sądy tak sobie, lekko a muzom potraktowały to wszystko, mając wyjaśnienia oskarżonego, który dziś mówi, że być może wtedy zrobiłby inaczej? – pytał sędzia.
SN polecił, by Sąd Okręgowy w Gdańsku przeanalizował dokładnie ten wątek. Sędzia podkreślił, że SN nie przesądza, jaki wyrok zapadnie w Gdańsku – obowiązuje domniemanie niewinności i to oskarżyciel ma Kociołkowi udowodnić winę.
Podczas tłumienia przez wojsko i milicję demonstracji przeciw drastycznym podwyżkom cen zginęło 45 osób, a 1165 zostało rannych. W PRL nikogo nie pociągnięto za to do odpowiedzialności karnej.
RP, PAP