Dajmy prezydentowi odpocząć
Czwartek, 16 kwietnia 2015 (05:19)Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
„Zbliża się koniec mojej kadencji” – tymi słowami urzędujący jeszcze prezydent rozpoczął swoje przemówienie. Było to pożegnanie Komorowskiego z prezydenturą?
– Do słów prezydenta Komorowskiego: „Zbliża się koniec mojej kadencji”, dodałbym tylko: „i chwała Bogu”. I nie ma w tym cienia przesady, bo większość Polaków życzy Bronisławowi Komorowskiemu, aby po tym pięcioletnim okresie nic nierobienia, żeby nie użyć słowa „leniuchowania”, poszedł na zasłużony odpoczynek. Wówczas miałby jeszcze więcej czasu na przemyślenia, może napisanie książki. Odradzałbym jednak panu prezydentowi chodzenie do lasu, który przecież tak „kocha”. Las mógłby mu się bowiem odpłacić, jak głosi stare powiedzenie: „pięknym za nadobne” za to, że kiedy trzeba było stanąć w obronie polskich lasów, pozostał głuchy na nałożenie haraczu na Lasy Państwowe, co, jak wszyscy wiemy, a leśnicy chyba w szczególności, jest niczym innym jak drogą do położenia tego dobrze funkcjonującego przedsiębiorstwa na łopatki i furtką do prywatyzacji. Prezydent, składając swój podpis pod ustawą o zmianie ustawy o lasach, wydał wyrok na lasy. Wracając jednak do meritum, to dobrze pan zauważył, że było to pożegnanie prezydenta dobrze wyreżyserowane, z użyciem nowoczesnych technologii i form przekazu, tyle tylko, że główny aktor nie był w formie, zresztą już tradycyjnie. Tak czy inaczej było to żałosne przedstawienie, z wymuszonymi brawami. Trudno się zresztą dziwić, bo podczas tzw. gospodarskich wizyt po kraju widać, z jakim „aplauzem” spotyka się pan prezydent.
Bronisław Komorowski stwierdził m.in., że była to prezydentura „nietypowa”, i choć powiedział to w innym kontekście, to czy określenie to nie oddaje charakteru minionych pięciu lat…?
– Była to nietypowa prezydentura i Bronisław Komorowski, używając takiego określenia, ma rzeczywiście rację. Z tą tylko uwagą, że nie rozwinął tej myśli i nie powiedział, na czym polegała wyjątkowość tej jego prezydentury.
Może zechce Pan wyręczyć prezydenta…?
– Parafrazując klasyka, nie chcę, ale spróbuję. Bronisław Komorowski w tym wystąpieniu powinien powiedzieć: podniosłem czy przyczyniłem się do podniesienia wieku emerytalnego kobietom pracującym na roli o 12 lat, a pozostałym o 7. Wobec czego powinien dodać: za to was panie Polki, przepraszam. Tego gestu jednak zabrakło. Powinien też powiedzieć: drodzy rodacy, swoimi podpisami pod szkodliwymi społecznie ustawami o podniesieniu podatków, akcyzy, podniesieniu kosztów pracy autorstwa Platformy Obywatelskiej doprowadziłem do uszczerbku na waszą niekorzyść w postaci blisko 30 miliardów złotych i za to was, rodacy, przepraszam. Tego jednak też zabrakło w tym miałkim przemówieniu. Prezydent powinien też przypomnieć wszystkim Polakom o tym, że był jednym z głównych aktorów, jeśli chodzi o tzw. reformę służby zdrowia. Jak wszyscy wiemy, był to niewypał, wobec czego prezydent też powinien posypać głowę popiołem i przeprosić. Takich istotnych wątków, do których Bronisław Komorowski powinien się ustosunkować w tym pożegnalnym wystąpieniu i powiedzieć Narodowi „przepraszam”, jest dużo więcej. Tak czy inaczej było to słabe wystąpienie, choć na miarę prezydenta Komorowskiego, ale trudno nawet PR-owcom zrobić coś z materiału, który jest ciężki do obróbki. Żałuję tylko, że oglądając to widowisko, nie zwróciłem uwagi, jakie było zainteresowanie, czy ziewały krzesła czy widzowie, bo dość sprytnie kamerzyści pokazywali tylko dalekie plany. Przecież panu prezydentowi zdarza się przysnąć nawet podczas ważnych spotkań, konwencji, a nawet w kościele, co może świadczyć o zmęczeniu, nie wiem tylko czym. Tak czy inaczej, jako człowiekowi bardzo mu współczuję. Myślę, że Polacy jako Naród zrobiliby panu prezydentowi wielką krzywdę, gdyby wybrali go na kolejną kadencję. Dlatego apeluję: w trosce o zdrowie Bronisława Komorowskiemu nie znęcajmy się i dajmy człowiekowi odpocząć.
Komu służył Bronisław Komorowski: społeczeństwu i Narodowi czy swojej partii?
– Prezydent Komorowski służył swojemu środowisku, z którego się wywodzi – czyli PO i ludziom związanym z tą formacją i systemem, które Platforma stworzyła na przestrzeni ośmiu lat. Służył systemowi, który budował Donald Tusk, a który współtworzyli Sikorski czy Kopacz. Tym ludziom służył Bronisław Komorowski, nikomu więcej, a już na pewno nie Polsce.
W wystąpieniu Komorowski mówił, że podstawą jego prezydentury był dialog. Na czym w Pana ocenie polegał ten dialog?
– Nie wiem, jaki dialog miał na myśli pan prezydent, używając tego słowa. Może chodziło mu o dialog z żoną, z rodziną, być może o dialog z najbliższymi współpracownikami i działaczami partyjnymi. O jakim dialogu ten człowiek może mówić…? Przecież chyba nie miał na myśli „dialogu” z ponad dwoma milionami Polaków, którzy protestowali przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego, w którym prezydent też maczał palce, a kiedy przyszło co do czego, to nawet się słowem nie odezwał. Może miał na myśli „dialog” z górnikami, pracownikami służby zdrowia, a więc środowiskami, które chciały rozmawiać z prezydentem i widzieć w nim pomocną dłoń. Niestety ten reprezentant Narodu, wybrany w wyborach bezpośrednich, się schował, a może po prostu zasnął. Podobnie było z rodzicami sześciolatków, które na siłę, wbrew woli rodziców i wbrew rozsądkowi, posyła się do szkół. Tak było we wszystkich obszarach, gdzie Bronisław Komorowski był niemy, mimo iż domagano się i proszono go o dialog. To pokazuje, że Bronisław Komorowski, zabierając głos na temat dialogu, może mówić jedynie o dialogu w swoim najbliższym kręgu.
Co wedłu Pana jest symbolem prezydentury Bronisława Komorowskiego?
– Trudno znaleźć symbol, który charakteryzowałby tę prezydenturę. Być może krzesło, żyrandol, orzeł z czekolady, może też „znajomość” historii czy ortografii. Zawsze będę pamiętał, a myślę, że cały nasz Naród także, że słowo „ból” pisze się nie tak, jak zrobił to prezydent Komorowski. Stąd myślę, że Bronisław Komorowski włożył ogromny wkład czy też wniósł wielkie zasługi dla polskiej ortografii, bo każdy, kto tylko pamięta tę gafę, do końca życia zapamięta prawidłową pisownię słowa „ból”. A nawet jeżeli uczeń w szkole zrobi błąd ortograficzny, to zawsze może tłumaczyć, że skoro prezydentowi wolno, to jemu również. Ale żeby nie być posądzonym o złośliwość, trzeba powiedzieć o czymś, co się udało prezydentowi Komorowskiemu, a mianowicie o zgoleniu wąsów. Myślę, że jest to jedyna rzecz, która prezydentowi wyszła. Pytanie, czy w tej sprawie decyzję podjął sam czy może tak doradzili mu sztabowcy. Jestem przekonany, że o tej prezydenturze już wkrótce będziemy mówić w czasie przeszłym, ale bez „bulu”.