Śmigłowce? Co zyskamy?
Środa, 15 kwietnia 2015 (05:27)Polska armia zostanie zasilona 70 śmigłowcami wielozadaniowymi. Najprawdopodobniej 21 kwietnia poznamy konsorcjum, którego maszyny zostaną poddane testom praktycznym.
Śmigłowce wielozadaniowe stosuje się m.in. do takich zadań jak: desantowanie wojska, przewóz ładunku czy rozpoznanie. Może także spełniać zadania bojowo po wcześniejszym uzbrojeniu. Ale pamiętajmy, że nie osiągnie on mocy śmigłowca uderzeniowego.
Problemem wokół przetargu, który się pojawia, jest to, że śmigłowców potrzebuje również marynarka wojenna. Te śmigłowce byłyby potrzebne do wykonywania dwóch zadań: do wykrywania i niszczenia okrętów podwodnych i do ratownictwa morskiego. Do tej pory służyły nam śmigłowce Mi-14, które schodzą z uzbrojenia.
Trzeba więc zapytać, czy jeden typ maszyn jest w stanie podołać wszystkim zadaniom?! W opinii ekspertów Ministerstwo Obrony Narodowej powinno zdecydować się na zakup dwóch rodzajów. Jeden powinien być przystosowany do zadań, o których wspominałem na początku, a drugi mógłby służyć marynarce wojennej.
Co może mieć z tego polski przemysł zbrojeniowy? Ewentualnych zysków należy szukać w odpowiedzi, gdzie śmigłowce będą produkowane. Do MON wpłynęły trzy oferty: należącego do amerykańskiej firmy Sikorsky PZL Mielec, PZL Świdnik, będącego częścią do włosko-brytyjskiej grupy AgustaWestland, oraz od Caracal Polska zawiązane przez Airbus Helicopters. Ten ostatni koncern nie ma swoich fabryk w Polsce, dlatego też obiecuje, że w razie wygrania przetargu zbuduje montownie w Łodzi na terenie Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 1. Także każda firma deklaruje składanie śmigłowca w Polsce.
Ale to nie wszystko. Tu jest mowa jedynie o montażu śmigłowców! Kluczem do sukcesu w negocjacjach jest zadbanie o to, aby części były produkowane w innych polskich firmach zbrojeniowych. Sukcesem nie jest przywiezienie części z zagranicy i montaż w kraju. Konieczna jest polonizacja! A da się to osiągnąć, bo przykładem takich działań jest KTO Rosomak.
prof. Paweł Soroka