Blamaż Niesiołowskiego
Sobota, 27 października 2012 (02:05)Jedna strona formatu A4 - tyle zajmuje uzasadnienie prezydenckiego projektu noweli ustawy o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych.
Sejmowa komisja obrony powołała podkomisję nadzwyczajną do rozpatrzenia prezydenckiego projektu noweli ustawy o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych.
- Głosowałem z dwoma kolegami przeciwko powołaniu tej podkomisji, wyrażając w ten sposób dezaprobatę wobec projektu w takiej formie, jaki został nam przekazany. Na pierwszej komisji nie udało się jej powołać, lecz pan przewodniczący Niesiołowski "przycisnął to kolanem" i powoływał ją za chwilę na drugiej. Świadczy to o jego niekompetencji, chciał powołać podkomisję bez zgłoszenia jednego z klubów (były parytety klubowe) i dopiero sekretarze uświadomili mu, że tak zrobić nie może - mówi Dariusz Seliga (PiS).
W obradach komisji pracującej nad ustawą nie uczestniczy ani minister obrony, ani finansów, nie ma też przedstawicieli przemysłu. Samo uzasadnienie projektu to jedna strona A4.
Można je streścić w zdaniu: "Ocena obecnych i prognozowanych warunków bezpieczeństwa Polski przeprowadzona w ramach Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego wskazuje, że zagrożenia rakietowe są jedną z głównych - obok cyberzagrożeń - form groźby użycia lub ewentualnego użycia siły przeciwko Polsce". I dlatego musimy zaopatrzyć się w system obrony przeciwrakietowej.
- Uzasadnienie tak ważnego projektu na jednej stronie A4 oznacza niepoważne traktowanie parlamentu i tego, co się chce zrobić z tym projektem. Tak samo jest zresztą z projektem reorganizacji dowództw, nie był z nikim konsultowany - dodaje Seliga.
Koziej lobbuje
Prezydencki minister Stanisław Koziej mocno lobbuje za swoim projektem. Na jedno z takich spotkań zaprosił dziennikarzy. Tematem były plany budowy w Polsce systemu obrony przeciwrakietowej.
- Nie mamy na myśli tarczy stacjonarnej, zapory, nie o to nam chodzi. Jak będzie trzeba, rozpoczniemy merytoryczną debatę publiczną na ten temat - zapowiedział.
Ośrodek prezydencki wskazuje na dwie składowe w ramach obrony powietrznej: obrona przeciwlotnicza (w nie najlepszej kondycji) i obrona przeciwrakietowa (której nie posiadamy).
System wspólnego dowodzenia, rozpoznania, kierowania ogniem i łączności składa się z amerykańskiego segmentu obrony przeciwrakietowej w Europie oraz systemów narodowych państw NATO.
Budowę tego systemu (w którym znajduje się "polska tarcza") rozłożono na cztery etapy. Pierwszym - już zrealizowanym - było rozmieszczenie amerykańskich okrętów z bronią przeciwrakietową na Morzu Śródziemnym.
Drugi to instalacje wojskowe w Rumunii do 2015 r., trzeci - baza antyrakietowa w Radzikowie do 2018 r., i czwarty etap - rozmieszczenie w Polsce po 2021 r. przeciwrakiet zdolnych do zwalczania rakiet międzykontynentalnych.
- Z polskiego punktu widzenia najważniejszy jest etap trzeci, bo zapewni dodatkową obecność Amerykanów, częściową osłonę Polski przed rakietami średniego zasięgu - twierdzi szef BBN.
Ostatni etap systemu to wciąż przedmiot przetargu, ustępstw, negocjacji i porozumień amerykańsko-rosyjskich, a Rosja jest trudnym partnerem. Nie tak dawno szef Sztabu Generalnego Rosji gen. Nikołaj Makarow mówił o możliwym uderzeniu prewencyjnym na obiekty tarczy w Europie Wschodniej w razie pogorszenia się sytuacji na linii Rosja - USA - NATO. Jest ono wprawdzie niedopuszczalne w świetle prawa międzynarodowego, ale Makarow nie poniósł żadnych konsekwencji z powodu swojej wypowiedzi.
- Amerykanie byli bardzo mocno obecni w Gruzji, a kiedy doszło do konfliktu z Rosją, ten personel po prostu się ewakuował. Polityka jest brutalna, dlatego sami powinniśmy zatroszczyć się o własne bezpieczeństwo, bo inni nam pomogą tylko wtedy, gdy sami będziemy silni. To jest przede wszystkim polska racja stanu i nasza odpowiedzialność - komentuje koncepcje BBN gen. Roman Polko, były dowódca jednostki specjalnej GROM.
Faza koncepcyjna
Główne założenia koncepcji obrony przeciwrakietowej mają polegać - według Kozieja - na zapewnieniu Siłom Zbrojnym zdolności zwalczania rakiet pola walki, manewrujących i balistycznych najkrótszego i krótkiego zasięgu oraz rakiet średniego zasięgu w ich końcowej fazie lotu.
Struktura ma być modułowa i mobilna, zintegrowana z systemem NATO, ale zdolna do samodzielnego użycia.
- To, że system ma być mobilny, nie oznacza, że daje to stuprocentową pewność skuteczności realizacji obrony przeciwrakietowej. W Kuwejcie podczas wojny w Zatoce Perskiej, kiedy Irakijczycy atakowali, mimo że patrioty były wystrzeliwane - to rakiety przeciwnika spadały na obszar, na którym byliśmy my - wskazuje Polko.
Polska ma w przyszłości zaopatrzyć się w rakiety pola walki (najkrótszego zasięgu): lotnicze (z samolotów, śmigłowców, dronów), morskie, przeciwlotnicze, przeciwpancerne, manewrujące i balistyczne. Ale konkretów nie ma.
Nie wiadomo nawet, którym systemem konkretnie jesteśmy zainteresowani: ASTER (Francja, Wielka Brytania), PATRIOT (Niemcy), MEADS (faza projektu amerykańsko-europejskiego) czy innym. To pytanie jest istotne, bo terytorium Polski znajduje się w zasięgu rosyjskich iskanderów.
Ile zapłacimy za program budowy systemu obrony przeciwrakietowej? W latach 2014-2023 ma to być co najmniej coroczny przyrost budżetu MON przy utrzymaniu jego stałego wskaźnika na poziomie 1,95proc. PKB, czyli maksymalnie do 14 mld złotych.
- Nawet jeżeli w ciągu dekady dałoby się wygospodarować 10miliardów, co już wydaje się tak naprawdę niemożliwe, to wcale nie wiem, czy byłoby dobrze przeznaczać je na MON, bo nie widzę tu żadnej spójnej wizji. Ta konferencja w żaden sposób mnie nie przekonała, ale bardzo zaniepokoiła co do planów, bo pokazała, że ich tak naprawdę nie ma, to jest totalna improwizacja - kwituje Polko. W jego ocenie, klamrą spinającą całą kampanię z tarczą jest odległy termin jej realizacji.
Piotr Czartoryski-Sziler