Tu chodzi o realizację radykalnych haseł feministycznych
Wtorek, 14 kwietnia 2015 (03:19)Z prof. Aleksandrem Stępkowskim, prezesem Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, rozmawia Rafał Stefaniuk
Tak zwana konwencja przemocowa doczekała się swojej pełnej ratyfikacji w Polsce. Potrzebujemy tego dokumentu?
– Badania przeprowadzone przez Agencję Praw Podstawowych UE pokazują, że Polska chroni kobiety najlepiej w UE. Nie są to statystyki policyjne, ale starannie przeprowadzone badania socjologiczne na reprezentatywnych próbach populacji kobiet we wszystkich krajach UE. Ogromny problem z przemocą mają natomiast kraje, które stawia się Polsce za wzór do naśladowania i do których naśladowania konwencja ma nas zmusić, forsując ideologiczny pogląd o przemocy ze względu na gender.
Jeżeli mamy odpowiednie rozwiązania prawne, to dlaczego państwo nie umie skutecznie egzekwować prawa?
– Tu nie chodzi wcale o przemoc względem kobiet lub o przemoc domową. Chodzi o realizację radykalnych haseł feministycznych, których marketing oparto na słusznym haśle walki z przemocą względem kobiet.
Prezydent wielokrotnie podkreślał, że konwencja wprowadzi nowe, korzystne rozwiązania prawne, jak chociażby ściganie gwałtu z urzędu. Rzeczywiście będzie to novum w polskim systemie prawnym?
– Twierdzenia te pokazują doskonale poziom ignorancji lub złej woli promotorów konwencji. Ściganie przestępstwa zgwałcenia obowiązuje w Polsce od blisko półtora roku, zatem ratyfikacja nic tu nie zmieni. Jest to bardzo kontrowersyjne rozwiązanie, które ubezwłasnowolnia ofiary gwałtu w zakresie decyzji o ściganiu tego przestępstwa. One przeżywają ogromną traumę, a konieczność uczestniczenia w postępowaniu prokuratorskim to dla nich często dodatkowy dramat, którego powinny móc uniknąć, jeśli chcą. Polskie rozwiązanie sprzed wprowadzenia tej zmiany było pod wieloma względami optymalne. Pozwalało podjąć kobiecie decyzję i jednocześnie chroniło tę decyzję na wypadek wywierania później presji na kobietę, bowiem wniosku o ściganie nie można było już cofnąć.
W ocenie Bronisława Komorowskiego, konwencja jest zgodna z Konstytucją RP. Podziela Pan tezę głowy państwa?
– Wiemy, że jedyna ekspertyza zamówiona przez Biuro Analiz Sejmowych, która analizowała zgodność Konwencji (art. 6) z zasadą bezstronności światopoglądowej państwa (art. 25 ust. 2 Konstytucji), stwierdziła kategorycznie, że konwencja narusza tę zasadę. Nikt jednak nie chciał wziąć pod uwagę tego stanowiska, bardzo klarownie wyłożonego przez prof. Cezarego Mika.
Dlaczego prawnicy prezydenta interpretują ją w inny sposób?
– Nie znam ekspertyz, na których prezydent się opierał. Znając realia, szczerze wątpię, by Kancelaria Prezydenta zamówiła jakiekolwiek ekspertyzy. Myślę, że tymi ekspertami „prawnymi” byli raczej specjaliści od marketingu politycznego prowadzący kampanię prezydenta. Hasło walki z przemocą pasowało im do hasła kampanii mówiącego o bezpieczeństwie. I na tym polegała zapewne „subtelna” analiza konstytucyjności konwencji.
Prezydent stwierdził, że jego wątpliwości budziła kwestia języka konwencji. Dodał także, że choć język konwencji jest nie do końca adekwatny dla kultury i obyczajowości polskiej, to „przecież tu nie o język chodzi, a o ofiary przemocy”. Język w prawie nie ma znaczenia?
– Odpowiedzieć można prezydentowi, że dobrymi chęciami walki z przemocą wybrukowane jest piekło, a diabeł zawsze tkwi w szczegółach. Takim właśnie „szczegółem” jest język konwencji. W ogóle konwencja jest tekstem, czyli określonym językiem. Ten tekst narzuca ideologię mówiącą, jakoby przemoc była skrajną postacią dyskryminacji kobiet, a przyczyną tej dyskryminacji ma być gender, czyli sposób, w jaki wyraża się nasza płciowość w życiu społecznym. Ponieważ istnieją różnice w sposobie zachowywania się kobiet i mężczyzn, dlatego kobiety mają być ofiarami przemocy. Konwencja chce likwidować różnice w sposobie bycia kobiet i mężczyzn, dlatego jako główny sposób przeciwdziałania przemocy nakazuje wykorzenianie ról uznawanych w społeczeństwie za męskie lub żeńskie i promocję tzw. ról niestereotypowych, czyli wszelkich zachowań, które mają kwestionować te różnice. Dlatego w przedszkolach przebiera się chłopców za dziewczynki, każe się im malować paznokcie i bawić lalkami.