• Sobota, 9 maja 2026

    imieniny: Grzegorza, Kareny, Beginy

Zwycięskie szachy Putina

Środa, 8 kwietnia 2015 (20:37)

Z senatorem Janem Marią Jackowskim (PiS), członkiem senackiej Komisji Spraw Zagranicznych, rozmawia Rafał Stefaniuk

Premier Grecji Aleksis Tsipras udał się z wizytą do Moskwy. Jednym z tematów rozmów z prezydentem Władimirem Putinem miały być pieniądze…

– Grecja obecnie znajduje się w bardzo trudnej sytuacji finansowej i zdecydowała się na prowadzenie dwutorowej polityki. Z jednej strony przygotowuje wniosek o reparacje wojenne za II wojnę światową w stosunku do Niemiec i padają tam kwoty rzędu kilkuset miliardów dolarów. A z drugiej strony, mając wspólny z Rosją mianownik religii, bo większość Greków jest wyznania prawosławnego, Ateny umiały ułożyć sobie dobre stosunki z Moskwą. W tej chwili Grecy chcą pokazać swoją niezależność poprzez zdobywanie pieniędzy z innych kierunków niż Unia Europejska.

Również do Moskwy, tylko że 9 maja, na Paradę Zwycięstwa ma się udać prezydent Czech Milos Zeman…

– Decyzję tę odebrałem bardzo krytycznie. Uważam, że jest to też duży błąd. Przywódcy krajów demokratycznych, a zwłaszcza Europy, powinni poprzez bojkot moskiewskich uroczystości pokazać, że nie zgadzają się na militarystyczną retorykę Kremla.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel zapowiedziała bojkot głównych moskiewskich uroczystości upamiętniających zakończenie II wojny światowej, ale dzień później, 10 maja, ma złożyć wspólnie z Putinem kwiaty przy grobie Nieznanego Żołnierza pod murami Kremla. Jest to kolejny punkt dla prezydenta Rosji?

– Bez dwóch zdań. Propaganda rosyjska odpowiednio to wykorzysta. Przecież nikt nie będzie pamiętał, czy złożenie kwiatów odbyło się 9 czy 10 maja. W świat pójdzie sygnał, że przywódca najsilniejszego państwa Unii Europejskiej ramię w ramię z Putinem składa wieniec. Ma to także dodatkową symbolikę. Kanclerz Merkel reprezentuje państwo, które wywołało II wojnę światową i ją przegrało. Będzie to ukazywane w wielowymiarowy sposób. Jest to także dowód na to, że polityka Niemiec nastawiona jest na własny interes i Berlin nie zamierza prowadzić restrykcyjnej polityki wobec Moskwy. Przecież nie da się przemilczeć gigantycznych powiązań ekonomicznych między oboma państwami. Jest to stara tradycja polityki niemieckiej „Mitteleuropy”, czyli dogadania się z Rosją i podzielenia się wpływami w Europie Środkowej i Wschodniej. To, co robi kanclerz Merkel, wpisuje się w tradycję polityki niemieckiej.

A dlaczego mniejsze kraje Unii Europejskiej tak chętnie spoglądają w kierunku Moskwy?

– Każdy z krajów z innych powodów. Jeżeli chodzi o Węgry, to one doświadczyły anatemy ze strony Unii Europejskiej i instytucji międzynarodowych za reformy premiera Orbána i w związku z tym próbują się uniezależnić. Jeżeli chodzi o Czechy, to Praga jest świadoma tego, że dobre stosunki z Rosją mogą pomóc w lawirowaniu swoją pozycją w ramach Unii Europejskiej. Do niektórych krajów bardziej niż relacje w ramach wspólnoty przemawiają kwestie gospodarcze. Na Rosji potencjalnie można zarobić. Inne kraje nie chcą drażnić Moskwy, bo jakby nie patrzeć, Rosja jest mocarstwem. Mówienie więc o solidarności europejskiej jest mrzonką. Tej solidarności nigdy nie będzie i Putin ma tego świadomość. Dlatego to on w tych szachach wygrywa.

Zmiana mentalności to jest to, czego teraz Unii potrzeba?

– Na pewno potrzeba uświadomienia sobie, że stara zasada „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” jest jedyną możliwością prowadzenia skutecznej polityki. Obecnie popularniejsza jest „każdy sobie rzepkę skrobie”, ale ona przynosi korzyści tylko w początkowej fazie. W perspektywie długookresowej obraca się na niekorzyść wykonawców.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk